poniedziałek, 24 października 2022

Jak syn z ojcem

Jeśli ktoś czytał Koniec z Eddym, opowiadanie Kto zabił mojego ojca nie wniesie zbyt wiele nowego do portretu pana Bellegueule. W przytaczanych anegdotach ponownie jawi się jako człowiek gwałtowny i szorstki, przeczulony na punkcie męskości, emocjonalnie rozdarty wobec zniewieściałego syna. Ten ostatni z kolei nadal szuka kontaktu z ojcem i w rzeczywistości nadal zabiega o akceptację.

Widać tu chęć zrozumienia i poznania ojca, którego – jak twierdzi narrator – poznawał głównie przypadkiem albo dzięki opowieściom innych. Widać również miłość, trudną i bolesną, jaką odczuwają dzieci wielokrotnie krytykowane i wyśmiewane przez rodzica. Ta miłość była obustronna, czego Édouard zapewne się domyśla, ale potrzebuje potwierdzenia, drobnych gestów wsparcia, tymczasem ojciec nie potrafi okazywać uczuć, wstydzi się ich.

W pewnym momencie ton wspomnień radykalnie się zmienia, by w finale stać się głośnym oskarżeniem wymienionych z nazwiska polityków, którzy wskutek nowych ustaw pozbawili tysiące obywateli (w tym pana Bellegueule) istotnych świadczeń socjalnych, a w konsekwencji skazali ich na życie w nędznych warunkach. Autor najwyraźniej zapomniał, o czym pisał kilkanaście stron wcześniej: ojciec dość wcześnie wykluczył się z lepszego życia, rezygnując z nauki.

Nawet jeśli Louis nieco się zagalopował i nagina fakty, pisze sprawnie i zajmująco. Mam jednak wątpliwości, czy tekst  Kto zabił mojego ojca wymagał osobnej publikacji – można było go połączyć z wydanym niedawno wspomnieniem o matce. Podsumowując, to kąsek raczej dla wielbicieli pisarstwa oraz osoby francuskiego pisarza niż przypadkowego czytelnika.

______________________________________________________________________

Édouard Louis, Kto zabił mojego ojca, tłum. Joanna Polachowska,  Pauza, Warszawa, 2021


10 komentarzy:

  1. Ja po przeczytaniu dwóch książek tego autora już nie mam chęci na kolejne. A co znaczy tytuł – naprawdę ktoś zabił pana Bellegueule czy może autor próbuje takim tytułem przyciągnąć czytelników?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisze o przyjemnych rzeczach, to fakt. Przede mną jeszcze Historia przemocy, dam jej szansę.
      Tytuł chwytliwy, ojciec w chwili premiery żył, aczkolwiek w nędznych warunkach. Przejrzeć książki nie zawadzi, wystarczy kilka ostatnich stron.;)

      Usuń
  2. Ach, czasy, gdy nauka dawała lepsze życie... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj jest podobnie. Jeśli ktoś zrezygnuje z edukacji w połowie szkoły średniej, to też raczej nie ma na co specjalnie liczyć.

      Usuń
    2. Nie zgodziłabym się. Sama jestem po ciężkich studiach i pracuję w markecie (fakt, że dorabiam jako nauczyciel, ale i tak nie zarabiam kokosów). Dostaję oferty pracy w urzędach - śmiesznie pieniądze. Znajoma jest kierowniczką biblioteki, po studiach - zarabia tyle, co kasjer specjalista w naszym markecie. Znajomi bez matury zarabiają znacznie więcej prowadząc swoje małe firmy - punkty dorabiania kluczy, naprawy butów, naprawy domowe.

      Usuń
    3. Na pewno masz dużo racji. Wiem, że dla osób po studiach często brakuje pracy za godziwe pieniądze (koleżanka polonistka ze stażem 26-letnim twierdzi, że sprzedawczyni w sieciowej drogerii zarabia niewiele mniej od niej). I jest to wg mnie po prostu haniebne. Nie jestem jednak pewna, czy właściciele tych małych firm są zadowoleni ze swoich dochodów.

      Usuń
    4. Jeżeli chodzi o ludzi bez studiów zarabiających dobre pieniądze, to wg mnie najlepiej mają się wszelakiej maści specjaliści (spawacze, programiści - choć tutaj ważne jest doświadczenie) oraz ludzie związani z branżą budowlaną (no ale jeśli boom budowlany się skończy, to i skończy się finansowe Eldorado).

      Usuń
    5. Bez studiów - zgoda.
      U Louisa chodziło o osoby, które nie skończyły żadnej szkoły średniej. Ojciec autora pracował do czasu wypadku w fabryce i nie zarabiał zbyt wiele. U nas zdarzają się takie miejsca, gdzie pracując przy taśmie zarabia się niezłe pieniądze.

      Usuń
  3. Ach, grzęskie tematy społeczno-polityczne. W każdym społeczeństwie będzie zawsze jakiś odsetek osób, które z powodów różnych edukację zakończą wcześniej. Zgadzam się, że rezygnowanie z edukacji bez jakiejś siły wyższej do tego zmuszającej do odcinanie sobie wielu dróg, ale nie łączy mi się to jakoś z usprawiedliwianiem czy też marnej polityki społecznej państwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są b. różne przypadki. Znam 22-latka, który edukację skończył w podstawówce, bo wolał grać w gry komp. Winni są rodzice, którzy lekceważyli problem. Inna rzecz, że kuratorium nie upomniało się o chłopaka, a niby do 18. roku życia powinien był się uczyć. Młodzieniec jest na utrzymaniu matki, bo za grosze nie chce pracować. Ciekawi mnie, czy się kiedyś ocknie.

      Usuń