czwartek, 30 lipca 2026

Jej zmory

Sądzę, że matka lubiła, gdy było do dupy. Chłonęła porażki. „Beznadziejne” filmy, „gówniane” wystawy, „nienormalni” ludzie – o nich mogła gadać zawsze. Pośród takich zjawisk czuła się u siebie. To, co się nie udawało, było dla niej „złotem”.

 Moje zmory czytałam z dużym zainteresowaniem, niemniej lekturę musiałam sobie dawkować – Henia, postać fikcyjna, okazała się nadzwyczaj męcząca. Zawsze żyła „normalnie” i robiła to, co „się robiło”, w konsekwencji tkwi w swoistym świecie przekonań i wyobrażeń, który rzadko odpowiada rzeczywistości. Dlatego głębsza rozmowa z seniorką nie jest możliwa, drążenie niewygodnych tematów tym bardziej – wykraczanie poza banał grozi zdenerwowaniem matki i późniejszą koniecznością jej udobruchania. Zaskakuje fakt, że dorosła córka nie oponuje, natomiast dla świętego spokoju prowadzi osobliwą grę: wymyśla historyjki o niepowodzeniach, pomniejsza własne dokonania.


Ta pseudo-relacja jest tyleż toksyczna, co zagadkowa. Znamy wyłącznie okrojoną wersję Bridget, która skąpi informacji o sobie i wydaje się postacią totalnie bezbarwną. Nie wiadomo na przykład, dlaczego nie utrzymuje kontaktu z siostrą, w jakich okolicznościach ojciec definitywnie odszedł od rodziny, kiedy zmarł. A ponieważ opowieść skupia się na szajbach matki, w pewnym momencie pojawia się refleksja, że może to wszystko obliczone jest na efekt, może ktoś tu liczy na współczucie, w pokrętny sposób rekompensując sobie emocjonalne braki. W świecie realnym obie bohaterki z pewnością nadawałyby się na terapię.

Książka jest sprawnie napisana, wciąga, jednak wcale nie jestem przekonana, czy zasługiwała na wydanie. Do dziś zastanawiam się, do czego zmierzała narratorka, co poza ewentualnym współczuciem chciała uzyskać. Jakby czegoś kluczowego tu zabrakło.

________________________________________________________________

Gwendoline Riley, Moje zmory, tłum. Maciej Stroiński, Wyd. Czarne 2025


10 komentarzy:

  1. Zaciekawiłaś mnie tą książką. Może po nią sięgnę, lubię wątek skomplikowanych relacji rodzinnych. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie będzie Ci się podobać.;) Relacje rodzinne są tu niezwykle barwne.;)

      Usuń
    2. Z innej branży, ale ze skomplikowanymi itd., polecam właśnie oglądany z Kitkiem serial BBC "Happy Valley". Jesteśmy na początku trzeciego, ponoć najsłabszego, sezonu, ale dwa poprzednie ... Mniam! :D
      PS. Serial w usłudze Canal+, gdzie ze zdziwieniem odkryłem mnóstwo brytyjskiego złota filmowego: Allo, allo, Czarną Żmiję czy Co ludzie powiedzą? Wziąłem na miesiąc, ale chyba zostanę dłużej :) Żeby tak jeszcze gdzieś dali Skrzydła i Przystanek Alaska :(

      Usuń
    3. To nie jest aby kryminał?
      Co ludzie powiedzą mogę oglądać do każdego niedzielnego obiadu (jest na którymś kanale w tej porze;))). Też mnie zastanawia, że Przystanek nie jest nigdzie powtarzany, Skrzydła zresztą też.

      Usuń
    4. Raczej obyczaj z wątkiem kryminalnym. Główna bohaterka jest sierżantem policji, więc siłą rzeczy ... :)

      Usuń
    5. Rozumiem. Niestety mój abonament nie daje mi dostępu do tego serialu. Nic to, są inne.;)

      Usuń
  2. Też czuję się zaintrygowany, tym bardziej, że niedawno znajoma (mama kolegi ze żłobka mojej córki) opowiadała mi, że ma w pracy koleżankę, która żyje w podobnie dziwnej relacji, z bratem, matką i ojcem. Kobieta ma koło czterdziestu lat, a mama jej dalej robi kanapki do pracy, gotuje obiad, i generalnie wszystko jest na jej głowie, a dzieci i mąż praktycznie niesamodzielni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W powieści (która brzmi jak autentyczne memuary) matka jest samodzielna, ale i tak zatruwa życie swoim podeeściem do świata. A takie matki wyręczające znam, tragedia.

      Usuń
  3. tez mnie zastanawiały dziwne relacje miedzy siostrami, a właściwie jej brak. Trochę tłumacze sobie to tym, ze akcja jest w kulturze angielskiej a tam relacje rodzinne są raczej nie za mocne. A córka moim zdaniem tez była niedojrzała, no i nie całkiem wiadomo o co tak naprawdę miała do matki żal i niechęć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, biorę poprawkę na luźniejsze więzi rodzinne niż u nas, przynajmniej z rodzicami. Rodzeństwo to trochę inny uklad.
      Córka chyba nie akceptowała pozerstwa i wścibstwa matki, tu jej się nie dziwię. No i to narzekanie. Znam kilka podobnych matek i są po prostu nie do życia.:(

      Usuń