niedziela, 13 września 2015

Ogród cieni

Przewodniki „Touring Clubu” milczą, i to źle, bez wątpienia. Bądźmy jednak sprawiedliwi: ogród, a właściwie bezkresny park, który przed wojną otaczał dom Finzi-Continich i rozciągał się na przestrzeni prawie dziesięciu hektarów aż po Mura degli Angeli z jednej strony i do rogatki Porta San Benedetto z drugiej, stanowiąc sam w sobie coś rzadkiego, wyjątkowego (przewodniki „Touring Clubu” z początku stulecia mówiły o nim zawsze w jakimś szczególnym tonie liryczno-światowym) – dziś już dosłownie nie istnieje. [s. 21]

W rozległym ogrodzie należącym do starej, szacownej rodziny ferraryjskiej rosły lipy, wiązy, buki, topole, platany, kasztanowce, sosny, jodły, modrzewie, cedry libańskie, cyprysy, dęby zwykłe i wiecznozielone, a nawet palmy i eukaliptusy [s. 21]. To istne arboretum było niedostępne dla przechodniów i przez dekady pozostawało miejską enklawą Finzi-Continich – ludzi dumnych, ale cichych i trzymających się na uboczu.


Młodego bohatera powieści Giorgio Bassaniego od dziecka przyciągała tajemniczość i dzikość tego miejsca, kiedy zaczyna dojrzewać, jego zauroczenie przenosi się na nastoletnią Micòl, córkę właścicieli. Znajomość to niełatwa, bo dziewczyna wciąż robi uniki, a czasy jeszcze trudniejsze, zwłaszcza dla obywateli żydowskiego pochodzenia. Jest bowiem koniec lat 30. ubiegłego wieku, które oznaczają uchwalanie ustaw rasistowskich i stopniowe wykluczanie Żydów z życia publicznego, także we Włoszech. Tytułowy ogród Finzi-Continich, dzielnie opierających się niepomyślnym wiatrom historii, staje się urokliwą wysepką normalności dla napiętnowanych. Niestety od początku wiemy, że i ona padnie ofiarą działań faszystów.

Opowieść o posiadłości przy Corso Ercole I d'Este jest w rzeczywistości wyprawą w krainę cieni. Bassani z finezją opisuje podzielone i pełne sprzeczności środowisko ferraryjskich Żydów, ze znawstwem pisze o samym mieście. Naznaczony melancholią i poczuciem straty, Ogród rodziny Finzi-Continich jest piękną elegią dla mieszkańców Ferrary, z której pochodził autor książki.

_____________________________________________________________________
Giorgio Bassani Ogród rodziny Finzi-Continich, przeł. Zofia Sieroszewska, PIW 1964


wtorek, 8 września 2015

Lepkie i paskudne

Dziwny jest świat „Nietoperzy”. Nie zaskakuje mnie jego szpetota i zezwierzęcenie, zastanawia natomiast powtarzalność kilku wątków: kazirodztwa, molestowania seksualnego oraz przemocy w rodzinie. Można odnieść wrażenie, że Lena Kitsopoulou czerpie przyjemność z nurzania się w brudzie, co jest do przyjęcia, problem w tym, że jej ofiarami są głównie dziecięcy bohaterowie.


To powracanie do tematu seksualnych nadużyć zaczyna po pewnym czasie uwierać i wzbudzać wątpliwości co do intencji pisarki. Kitsopoulou jeszcze nie szokuje, ale z pewnością jest bliska przekroczenia granicy dobrego smaku. Szkoda, że tak się dzieje, bo w natłoku lepkiej ohydy giną inne, znacznie lepsze historie. One również nie napawają optymizmem, ale są przede wszystkim bardziej realistyczne i przekonujące, jak np. ta o samobójcy zapraszającym gości na przyjęcie, chłopcu oddanym na wychowanie Cyganom lub o mężczyźnie planującym rozstać się z żoną.

Przymykając oko na pobrzmiewający tu i ówdzie fałsz, trzeba przyznać, że Kitsopoulou pisać jednak potrafi. Porównania ze stylem Jelinek i Bernharda (patrz: opis wydawcy na okładce) są co prawda mocno przesadzone, ale proza greckiej pisarki jest bez wątpienia soczysta i świeża. „Nietoperze” czytane w małych dawkach intrygują i mimo zastrzeżeń dobrze rokują na przyszłość. Trochę więcej wyczucia i będzie świetnie.

Na koniec uwaga do tłumaczki: bluzy (s. 25) oraz szlafroka (s. 73) nie ubieramy, ale wkładamy. Ubrać można dziecko albo choinkę.

_______________________________________________________________
Lena Kitsopoulou, Nietoperze, tłum. Alicja Biaduń, Książkowe Klimaty, Wrocław 2013


poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Ciasto ze śliwkami

Ewa Lipska

Ciasto ze śliwkami

Zdejmuję z twojej twarzy
okruszek kruchego ciasta ze śliwkami.
Maleńka czcionka czułości.

Z dala od wszelkich pomysłów
kładę go na starej porcelanie kartki.
Niech się zapisze na zawsze.

Nie wiadomo kiedy
zdmuchnął wszystko przeciąg.
Ktoś otworzył okno. Ktoś otworzył drzwi.

Po latach wciąż
spaceruję po cukierniach.
Mam żal że mi się tylko zdajesz.
I nawet noc się nie domyśla
kiedy jesteśmy razem.


___________________________________________
Ewa Lipska Gdzie indziej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005


wtorek, 25 sierpnia 2015

W kolorze sepii

Fabuła Pejzażu w kolorze sepii koncentruje się wokół historii Etsuke oraz jej wspomnień z Nagasaki, które opuściła kilka lat po wojnie, by wyemigrować do Europy. Od początku wiadomo, że nastoletnia córka narratorki popełniła samobójstwo, jednak temat ten będzie dyplomatycznie omijany. Dopiero finał powieści rzuci nieco światła na kulisy tragedii, choć przy okazji nasunie nowe pytania. Przeszłość bohaterów okaże się tak niewyraźna jak widok wzgórz często obserwowanych przez Etsuke.


W debiucie Kazuo Ishiguro z 1982 r. najciekawsze wydały mi się wątki poboczne oraz sposób, w jaki autor pisze o wojnie i jej następstwach. Od czasu do czasu napomyka o wybuchu bomby atomowej, o zniszczeniu miasta i okupacji amerykańskiej, przy czym – co charakterystyczne – za każdym razem unika jakiejkolwiek oceny sytuacji. Bardziej wyraziście odnotowuje zmiany zachodzące w społeczeństwie japońskim: odwrót od dawnych wartości, zmniejszające się różnice klasowe i rosnącą niezależność kobiet. Daje się odczuć, że dawny porządek powoli, aczkolwiek z dużym oporem, ustępuje miejsca nowemu.

Ishiguro pisze powściągliwie i mnoży dwuznaczności, pozostawiając odbiorcy dość szerokie pole do interpretacji. Autor posłowia, David Malcolm, psuje niestety efekt zamierzonej „niewyraźności” (tytuł oryginalny to A Pale View of Hills) i wykłada kawę na ławę. Zupełnie niepotrzebnie, bo fabuła nie jest aż tak skomplikowana, żeby czytelnik musiał korzystać z podpowiedzi. Przeciwnie – to właśnie w niedopowiedzeniach tkwi siła i urok Pejzażu….

_____________________________________________________
Kazuo Ishiguro Pejzaż w kolorze sepii, przeł. Krzysztof Filip Rudolf, Wyd. Rebis, Poznań 1995


czwartek, 20 sierpnia 2015

Literacka zdrada

Jeśli w treści utworu pojawia się Antygona, a krótko później Ismena, obie postaci można potraktować jako zapowiedź tragedii. Nie inaczej jest w „Dzienniku zdrady”, w którym wątek ofiary i grzebania posłużył za kanwę bardzo współczesnej opowieści o losie i namiętnościach.


Zapowiadało się nieźle, ostatecznie o książce Emiliosa Solomou wiele dobrego nie da się jednak powiedzieć. Historia wykładowcy uniwersyteckiego wdającego się w romans ze studentką nie jest oryginalna, podobnie jak prawda, że ludzka natura nie zmienia się od stuleci. Nie pomaga wpleciona w fabułę archeologia wraz z mitologią ani surowa sceneria wyspy Kufonisi. Powiem więcej – mimo pozorów literackiego wyrafinowania całość pozostaje czytadłem, na dodatek nieco nużącym.

Cóż, zachciało mi się popróbować literatury tworzonej w języku greckim i mam za swoje. Niesmaku „Dziennik zdrady” nie pozostawił, ale z pewnością skutecznie zahamował mój apetyt na kolejne spotkania z prozą tego regionu geograficznego. Chyba pora zmienić kierunek poszukiwań.

_____________________________
Emilios Solomou Dziennik zdrady
przeł. Ewa T. Szyler, Wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2015