wtorek, 31 grudnia 2013

Wiedeń 1913

Sto lat temu w Europie powoli kończyła się belle époque. Sądząc jedynie po książce Piotra Szaroty, musiała być naprawdę piękna. „Wiedeń 1913” przedstawia zaledwie wycinek tego okresu, niemniej daje niezłe wyobrażenie o życiu towarzysko-kulturalnym habsburskiej metropolii, a pośrednio o zjawiskach występujących w innych europejskich stolicach.


„Wiedeń 1913 relacjonuje wydarzenia głośne oraz te wówczas dla ogółu nieistotne, ale z pewnością ciekawe dla dzisiejszego czytelnika. I tak w styczniu rozsierdzony Zygmunt Freud zrywa współpracę z Carlem Jungiem, Karolowi Szymanowskiemu daje się we znaki rozrzutny styl życia, Lew Trocki pisze w prasie o wojnach bałkańskich, a młody Stalin na polecenie Lenina bada kwestie narodowościowe. W lutym malarz Oskar Kokoschka usilnie zabiega o względy Almy Mahler, pisarz Arthur Schnitzler próbuje sił w filmie, nowym koniku Europy. W marcu Robert Musil usiłuje „wychodzić” półroczne zwolnienie lekarskie, a policja jest zmuszona interweniować podczas koncertu Arnolda Schönberga, ponieważ słuchacze nieczuli na uroki muzyki atonalnej dość gwałtownie wyrazili swoją dezaprobatę. W ten oto sposób, miesiąc po miesiącu,  śledzimy kronikę wiedeńskich wydarzeń.


Szarota opowiada o ludziach kultury i nauki, nie ograniczając się na szczęście do jednego roku. Każdy bohater jest postacią barwną (choć zdarza się, że obecnie zapomnianą), niekiedy również tragiczną. Niespełnienie w życiu osobistym lub zawodowym, szaleństwo, bieda, choroba to powtarzające się elementy poszczególnych życiorysów. W szerszym tle daje się zauważyć rosnąca popularność psychoanalizy, słychać coraz śmielsze głosy w obronie praw kobiet. W sztuce dogorywała secesja, ustępując miejsca ekspresjonizmowi, literaci urzeczeni odkryciami Freuda pisali powieści psychologiczne, natomiast w salach balowych coraz rzadziej grano walca, za to coraz częściej mówiło się o tangu. W tym samym roku do Wiednia przyjechał z wykładem Einstein, w kongresie poświęconym bezpieczeństwu pracy uczestniczył Kafka, a opinią publiczną wstrząsnęła afera szpiegowska z udziałem pułkownika Alfreda Redla. Działo się dużo, w kawiarniach z pewnością na brak tematów nie narzekano.


Wiedeń w ujęciu Szaroty jest metropolią tętniącą życiem i nowymi ideami, łaskawą niestety dla nielicznych. Można tu odnieść sukces, można też stracić głowę i życie. Urok habsburskiej metropolii bez wątpienia podziałał również na autora – książka jest dziełem entuzjasty i, co warto podkreślić, erudyty. Czytelnikowi pozostaje z wdzięcznością przyjąć solidną porcję wiedzy i już na własną rękę podążyć wiedeńskimi tropami.

___________________________________________________________

Piotr Szarota „Wiedeń 1913”, Wyd. Słowo/obraz/terytoria, Gdańsk 2013
___________________________________________________________



piątek, 27 grudnia 2013

Wielka Gra na Rublowce

Rosja nie przestaje mnie zadziwiać. Nie ma chyba takiej książki o naszym wschodnim sąsiedzie, w której nie trafiłby się zaskakujący wątek. Nie inaczej jest z „Rublowką” Paniuszkina, która przybliża czytelnikowi specyfikę podmoskiewskiej enklawy zamieszkanej przez ludzi majętnych. Czy oligarchów, nie mam pewności – ci podobno przeprowadzają się coraz liczniej na nowe luksusowe osiedla lub do innych krajów. Są i tacy, którzy przenoszą się, a dokładniej – są przenoszeni, prosto do więzień.


Tak czy owak, pogłoski o exodusie oligarchów świetnie wpisują się w tezę Paniuszkina, który życie na Rublowce postrzega jako jedną wielką grę:

Rublowska Gra (...) nie toczy się o status społeczny. Chodzi w niej wyłącznie o udział: albo jesteś w Grze, albo cię nie ma. Najważniejsze jest, by nie dać się z niej wykluczyć. (...) Nikt z mieszkańców nie powie wam wprost, jaki jest cel Gry, zatytułowanej "Rublowka". Zresztą rzadko który tubylec świadomie formułuje swoje życiowe cele. Tak jest bezpieczniej. Bo jeśli jakiś postronny pojmie, do czego tak naprawdę dążysz, będzie w stanie ci przeszkodzić. Lepiej więc o celach milczeć. Jeśli myślicie, że celem przeprowadzki do jednego z prestiżowych osiedli Rublowki jest spokojne życie blisko natury, jesteście w błędzie. Z tego punktu widzenia działania mieszkańców Rublowki sprawiają wrażenie kompletnie pozbawionych logiki. Na odwrót - celem jest właśnie życie niespokojne. (...)

Wśród „graczy” są politycy (z Putinem na czele), biznesmeni, ludzie mediów i wysoko postawieni urzędnicy państwowi. Zdarzają się naukowcy i artyści, mogą także pojawić się ludzie znikąd, choć ci często odpadają już na starcie. Podobnie jak w wielu komputerowych grach, tak i na Rublowce przechodzi się na coraz wyższe i trudniejsze poziomy, w czym decydujące znaczenie mają nadzwyczajne umiejętności i specjalne relikwie. Trudno zaistnieć w tej grze, jeszcze trudniej wytrwać do końca, zwłaszcza że zasady są nieoczywiste i tak naprawdę ani pieniądze, ani wysoka pozycja społeczna lub znajomości nie gwarantują sukcesu.

Opis obyczajów zaobserwowanych na Rublowce jest niesamowity, żeby nie powiedzieć wręcz niewiarygodny. Jeśli rewelacje Paniuszkina nie zostały jednak podkoloryzowane (a tak podejrzewam), zebrany materiał potwierdza opinię, że Rosji i Rosjan nie sposób ogarnąć.;) Duży plus za pomysł przedstawienia zjawiska na bazie gry oraz gawędziarsko-ironiczny ton opowieści, mały minus za przynudzanie pod koniec wywodu - na szczęście wszystko, co pada wcześniej, jest arcyciekawe.

_________________________________________________________________________

Walerij Paniuszkin „Rublowka”, tłum. Agnieszka Sowińska, Wyd. Agora, Warszawa 2013
_________________________________________________________________________


wtorek, 24 grudnia 2013

Obchodzenie choinki

Thomas Stearns Eliot

Obchodzenie Choinki

Choinkę się obchodzi na różne sposoby,
Lecz kilka z nich można pominąć:
Ten stadny, opieszały, obliczony na zysk,
Knajpiany (te lokale otwarte do północy)
No i wreszcie dziecinny – jeśli nie jest to ten,
Że płomyk świeczki to gwiazda, a pozłacany anioł
Z rozpostartymi skrzydłami na samym czubku choinki
Nie jest żadną ozdobą, lecz prawdziwym aniołem.

Na widok świątecznej choinki dziecko zdumiewa się.
I oby tak już zostało: niech zdumiewa się dalej,
Niech ten świąteczny czas nie stanie się pretekstem;
Niech owe magiczne błyski, to całe oczarowanie
Pierwszą w życiu Choinką – niespodzianki, prezenty,
Ta radość z nowych rzeczy
(Z których każda ma inny, nieznany dotąd zapach),
To długie wyczekiwanie na indyka lub gęś
I ów wyczekiwany dreszcz trwożnego podziwu, gdy wreszcie się pojawią;

Niech ta wesołość i cześć
Nie będą zapomniane w wirze późniejszych przeżyć:
Wyparte przez rutynę, wyczerpanie, znużenie,
Świadomość śmierci i tego, że się ponosi klęskę,
Albo przez religianctwo nawróconego grzesznika,
Skażone zadufaniem, kostyczne wobec dzieci
I wcale niemiłe Bogu
(Mam tu we wdzięcznej pamięci również i świętą Łucję,
Kolędę na jej temat i jej ognistą koronę);

Niech więc pod koniec życia, w osiemdziesiątą Gwiazdkę
(Chodzi mi o ostatnią, którąkolwiek by była)
Nawarstwione wspomnienia owych corocznych wzruszeń
Stopią się nagle w jedną nieopisaną radość
Będącą jednocześnie nieopisaną trwogą –
Jak wówczas, kiedy wszyscy żyli w śmiertelnej trwodze:
Bo ten początek będzie odsyłał nas do końca,
A tamto pierwsze przyjście przywiedzie na myśl drugie.

tłum. Antoni Libera

czwartek, 19 grudnia 2013

Stoner

William Stoner miał zostać rolnikiem. Na przeszkodzie stanął Szekspir, a dokładnie jego Sonet 73 (Ujrzysz we mnie tę porę roku). Nieobyty w świecie młodzieniec przeżył podczas lekcji swoistą iluminację, w wyniku której przeniósł swoje zainteresowania na zupełnie inny grunt. Od tej pory będzie niestrudzenie badał i wykładał literaturę angielską, podobnie jak jego rodzice przez lata w znoju uprawiali nędzny spłachetek ziemi.


Autor już na wstępie daje do zrozumienia, że Stoner to przeciętniak. Kariery naukowej nie zrobił, w pamięci kolegów i studentów również nie zapisał się w szczególny sposób. Pasywny, wycofany, starał się nie wadzić innym, a tym bardziej z losem. Chwile szczęścia należały do rzadkości i były zazwyczaj okupione cierpieniem, jakby ostatnie dwa wersy z szekspirowskiego sonetu stały się dla Willa przekleństwem: „Ujrzysz — lecz zaczniesz odtąd, zwykłym serca prawem, Kochać goręcej to, co stracić masz niebawem”*.

To prawda, że Stoner mógł być postrzegany jako przeciętniak i nudziarz. O jego „marnym” życiu czyta się jednak z fascynacją, choć Williams nie stosuje żadnych literackich sztuczek. Stworzył prozę elegancką w swej prostocie, a zarazem poruszającą. Nie sposób szybko zapomnieć o tym lekko zatęchłym światku akademickim, jeszcze trudniej przeoczyć mniej lub bardziej zakamuflowaną pochwałę literatury, jaką ‘Stoner’ jest przede wszystkim. Prawdziwy diament, oby ktoś zdecydował się zaprezentować go polskim czytelnikom.

______________________________________________________

John Williams ‘Stoner’, New York Books Review, New York, 2006
______________________________________________________

*) tłum. Stanisław Barańczak

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Luminarz

Dorastałam w przekonaniu, że Andrzej Wajda jest wielkim reżyserem, jako że w domu, szkole i telewizji wypowiadano się o nim zawsze z estymą. Owszem, niektóre z jego filmów zrobiły na mnie kiedyś duże wrażenie ("Kanał", "Ziemia obiecana", "Wielki Tydzień"), inne najzwyczajniej lubię ("Niewinni czarodzieje", "Bez znieczulenia", "Z biegiem lat, z biegiem dni"), ale zdarzyło się też kilka większych rozczarowań. Z czasem pojawiły się wątpliwości co do samej osoby reżysera i jego niezakłóconej kariery, w końcu nakręcenie i zgoda na pokazy kinowe „Człowieka z marmuru” albo „Człowieka z żelaza” w czasach PRL-u musiały być czymś okupione. Pytanie: czym?


Książka Beresia i Burnetki częściowo wyjaśnia tę sprawę. Otóż Wajda uprzywilejowany nie był, natomiast wraz z rosnącą popularnością, szczególnie na Zachodzie, stał się twórcą dość niewygodnym dla polskich władz. Z przeczytanych przez autorów materiałów IPN jasno wynika, że służby bezpieczeństwa nie tylko kontrolowały reżysera (na przestrzeni lat 1950-1989 doczekał się kryptonimu „Luminarz” i pięciu tomów akt), ale na różne sposoby starały się utrudnić mu pracę i życie. Oprócz cenzury, podsłuchów i donosów stosowano bardziej finezyjne środki prewencyjne: odsuwano Wajdę od pełnionych funkcji, próbowano skłócić ze środowiskiem, czasem nie zezwalano na wyjazdy zagraniczne. Posuwano się nawet do prześwietlania kont bankowych oraz upubliczniania statusu majątkowego „podejrzanego”, aby go zdyskredytować w oczach potencjalnych widzów.

W tym opisie potyczek z socjalistyczną władzą szczególnie interesująca, a chwilami wręcz zabawna, jest kwestia cenzury. Z jednej strony stosowni urzędnicy kwestionowali drażliwe wątki i zalecali cięcia, z drugiej swoje uwagi zgłaszali także przedstawiciele władzy. Zastrzeżenia bywały rozmaite, bo bulwersować mogła roznamiętniona Kalina Jędrusik w „Ziemi obiecanej”, Rosjanin strzelający do Jaśka w finale „Wesela”, a nawet główny bohater „Niewinnych czarodziejów” wyłączający palcem u nogi polski (!) magnetofon. Okazuje się, że niecenzuralna bywała też gra aktorska: np. Cybulskiego, który ubrany w dżinsy, kurtkę i pionierkę grał w „Popiele i diamencie” z niesamowitą wewnętrzną wolnością czy Jandy i Radziwiłowicza, którzy do „Człowieka z marmuru” wnieśli autentyczność i ogromne zaangażowanie.

Rewelacje Beresia i Burnetki czyta się z zainteresowaniem, niemniej trudno oprzeć się wrażeniu, że portret Wajdy jako obiektu wieloletniego śledztwa służb bezpieczeństwa jest niepełny. Między wierszami można wyczytać, że w pewnych sytuacjach reżyser stosował uniki, aby nie narazić się władzy, jednak całościowo przedstawiony jest postać bez skazy. Czy tak było w rzeczywistości – nie mam pewności, zwłaszcza że autorzy piszą z wyczuwalną sympatią dla swojego bohatera, a więc nie są do końca obiektywni. tak czy owak, „Andrzej Wajda. Podejrzany” pozostaje świetną opowieścią o życiu artysty w czasach politycznej zawieruchy. Publikacja godna polecenia nie tylko fanom polskiego kina.

_____________________________________________________________________________

Witold Bereś, Krzysztof Burnetko "Andrzej Wajda. Podejrzany", Wyd. Agora, Warszawa 2013
_____________________________________________________________________________