Wzrastająca popularność powieści graficznych stanowi dla mnie fenomen, którego nie rozumiem. W dzieciństwie spędziłam wiele przyjemnych chwil czytając o przygodach Koziołka Matołka, Tytusa oraz Kajko i Kokosza, ale żeby czytać żeby czytać komiksy w wieku mocno dojrzałym? Nie do przyjęcia.;) Okładka i opis Mamusiek zrobiły jednak swoje, w końcu opowiastka o Koreankach 55+ może być interesująca.
wtorek, 26 marca 2024
poniedziałek, 18 marca 2024
Zakazany brulion
Źle zrobiłam kupując ten brulion, bardzo źle. [s. 7]
Gruby zeszyt w czarnej, lśniącej okładce od chwili zakupu ma w sobie aurę czegoś zakazanego – nabyty pod wpływem impulsu, nielegalnie (w niedzielę w trafice), dla czterdziestotrzyletniej Walerii staje się ciągłym wyrzutem sumienia. Kobieta z jednej strony nie lubi nic ukrywać przed rodziną, z drugiej strony chce, aby jej osobiste zapiski pozostały tajemnicą, mimo że nie zawierają zdrożnych treści.
piątek, 8 marca 2024
Wszystkie chwyty dozwolone
Anna Świrszczyńska
Chwytam się różnych rzeczy,
śniegu, drzew, niepotrzebnych telefonów,
czułości dziecka, wyjazdów,
wierszy Różewicza,
snu, jabłek, porannej gimnastyki,
rozmów o błogich własnościach witamin,
wystaw awangardowej sztuki,
spacerów na kopiec Kościuszki, polityki,
muzyki Pandereckiego,
żywiołowych katastrof w obcych krajach,
rozkoszy moralności i rozkoszy niemoralności,
plotek, zimnego tuszu, zagranicznych żurnali,
nauki włoskiego języka,
sympatii dla psów, kalendarza.
Chwytam się wszystkiego,
żeby się nie zapaść
w przepaść.
(Jestem gotowa, 2022)
piątek, 1 marca 2024
Czmych
Do czerwca 1982 r. państwo Fruba byli zwykłym inteligenckim małżeństwem, jakby wzięte z wczesnych filmów Kieślowskiego lub Zanussiego: adepci historii sztuki raczej nie spełniający się w zawodzie z powodu odgórnych ograniczeń, wraz z trzyletnią córką wiedli spokojne, ale pełne braków życie w stolicy. Sytuacja zmienia się, gdy głowa domu, czyli ojciec autorki, postanawia nie wrócić z podróży służbowej i pozostać w Niemczech.
wtorek, 20 lutego 2024
Jak zbity pies
20
lutego 1958
Jak
przeglądam za sobą wszystkie moje imieniny, chyba nie znajdę równie samotnych
jak dziś. Nawet w 1936 roku (dwadzieścia dwa lata temu!) jakoś coś się zrobiło,
córki mi przyniosły klasyczne rysunki i było jakoś lżej. Nie wzdycham do tego, co było cztery lata temu, to było niepotrzebne
i zbyt „pyszne". Prawdziwy pisarz nigdy by na to nie pozwolił. Wtedy
zresztą nie byłem jeszcze prawdziwym pisarzem i powiedziałem prawdę, że jeszcze
nic nie napisałem. Dopiero od pierwszego tomu Sławy i chwały zaczyna się moje prawdziwe pisarstwo. Ale tu nie
chodzi o sprawy pisarskie. Nigdy po ludzku nie było mi w ten dzień tak smutno
jak dzisiaj. Może właśnie w 1937 roku tylko. Ale mam te same troski co wtedy i
jeszcze trochę więcej. […]
Znowu ten okropny dzień: urodzin. Po mojej koszmarnej wizycie w Bydgoszczy czuję się jak zbity pies. Wszystko razem przerażające – jak to pisałem przed rokiem. I nie wiem, co jest gorsze, czy zeszłoroczna samotność, czy tegoroczna „uroczystość”, gdzie mi się nic nie chce, tylko płakać. Nie miałem żadnej wiadomości od mojego wyjazdu z Bydgoszczy, a przecież tam to wszystko źle wyglądało [...]. Miałem zupełnie zdawkowy telegram z życzeniami. [...]
20 lutego 1960
Umieć, jak Jurek, pożegnać się z życiem.
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1956-1963, Wyd. Czytelnik, 2010



