środa, 5 września 2012

Na grzyby z McEwanem


W najnowszej powieści Iana McEwana The Sweet Tooth, która w Polsce ukaże się w 2013 r. pod tytułem „Słodka przynęta”, mowa jest o grzybobraniu (i nie tylko;)). Fragment po polsku (w moim tłumaczeniu) brzmi z grubsza następująco:
Pewnego popołudnia pod koniec sierpnia poszliśmy na spacer do lasu. Często chodziliśmy do lasu, ale tym razem Tony zboczył ze ścieżki, a ja ślepo za nim podążyłam. Przedzieraliśmy się przez zarośla i pomyślałam, że prowadzi mnie w sekretne miejsce, żeby się ze mną kochać. Liście były wystarczająco suche. Ale myślał tylko o grzybach, o prawdziwkach. Ukryłam rozczarowanie i zaznajomiłam się ze sposobami ich rozpoznawania – pory zamiast blaszek, delikatna siateczka na trzonie, brak zabrudzeń po nagnieceniu palcem. Tego wieczora ugotował duży garnek czegoś, co nazywał porcini, z oliwą, pieprzem, solą i pancettą, które zjedliśmy z grillowaną polentą, sałatą i czerwonym winem Barolo. W latach siedemdziesiątych było to w Anglii egzotyczne danie. Pamiętam wszystko – surowy sosnowy stół ze składanymi nogami o wyblakłym niebieskawym kolorze, szeroką fajansową misę z oślizgłymi prawdziwkami, placek polenty promieniujący niczym miniaturowe słońce z bladozielonego talerza o popękanym szkliwie, zakurzoną czarną butelkę wina, pieprzną rucolę w wyszczerbionym półmisku i Tony’ego, który w sekundę przyrządził dressing, dodał oliwę i wyciskał połówkę cytryny - jak się wydawało - jeszcze wtedy, gdy niósł sałatę do stołu (moja matka preparowała dressing na poziomie wzroku, jak chemik przemysłowy). Razem z Tonym jedliśmy przy tym stole wiele podobnych dań, ale to mogłoby zastąpić pozostałe. Co za prostota, co za smak, co za światowy człowiek!
porcini (wł.) borowik szlachetny
pancetta (wł.) rodzaj zwijanego boczku


U mnie dzisiaj na obiad na pewno będzie makaron z grzybami.;) Przepis przypominający ten z powieści znajduje się tu. Makaron z kurkami też może być smakowity.;)

Dla zainteresowanych wywiad z McEwanem, w którym pisarz mówi m.in. o tym, jak trudno jest zbierać grzyby w Wielkiej Brytanii ze względu na polskich imigrantów.;)

64 komentarze:

  1. U nas naleśniki z serem, poczytam sobie jakiś bestseller przy smażeniu:P I co te zagraniczniaki wiedzą o grzybobraniu? U nas to są grzybobrania:))
    "Panienki za smukłym gonią borowikiem,
    Którego pieśń nazywa grzybów pułkownikiem.
    Wszyscy dybią na rydza; ten wzrostem skromniejszy
    I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy,
    Czy świeży, czy solony, czy jesiennej pory,
    Czy zimą. Ale Wojski zbierał muchomory."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, McEwan poszedł na grzyby z mikologiem (tak mówi w wywiadzie), więc zakres zbieranych gatunków był już w fazie wstępnej okrojony.;)

      Rydzów nie widziałam od lat, nawet na straganach.

      Usuń
    2. Przypomina mi się od razu Duduś zbierający grzyby z atlasem:) Ja mam maślaka pod sosną i kupę purchawek.

      Usuń
    3. Duduś był profesjonalistą pod wieloma względami.;)
      U mnie pod jabłonią obiekt z wyjątkowo szerokim kapeluszem. A w parku czasem trafiają się kanie - uwielbiam z masełkiem.;)

      Usuń
    4. Kanie najlepsze a la schabowy:)

      Usuń
    5. Znaczy się: w panierce? Tak jeszcze nie próbowałam, ale niech no tylko jakieś zobaczę!;) Z podobnych potraw pyszne są też pieczarki w cieście naleśnikowym.

      Usuń
    6. W panierce, jajko i bułka:) Pieczarki znam, ale nie chce się nam ich dłubać:(

      Usuń
    7. Dłubać? Czasem są takie czyste, że nic tylko wrzucać do ciasta i smażyć. Ja mam większy problem z doczyszczeniem kuchni po smażeniu.;)

      Usuń
    8. Dłubali, kapelusze mus smarować albo obtaczać w takiej mazi chyba cytrynowo-czosnkowej.

      Usuń
    9. Aha. Cytrynowo-czosnkowe ciasto do grzybów to dla mnie nowe połączenie. Kuchnia fusion po prostu.;)

      Usuń
    10. mmmm, kania a la schabowy - smak końca wakacji! Aniu spróbuj koniecznie! ja z braku kań przyrządzę pieczarki :)

      Usuń
    11. Myślę, że będą podobne do pieczarek w cieście naleśnikowym, więc na pewno pyszne.;)

      Usuń
    12. Pieczarki się smaruje przed zanurzeniem w cieście takim czymś z soku cytryny, czosnku i soli, o. Próba na własną odpowiedzialność.

      Usuń
    13. Może ma to zapobiec nadmiernemu wyciekaniu soku/wody z pieczarek?

      Usuń
    14. Raczej nieco podrasować ich smak, jak sądzę. Ale grzebania z tym masa, więc przepis poszedł w kąt.

      Usuń
    15. Tak, to trochę czasochłonne danie. Dlatego wolę makarony, bo są prostsze w obsłudze i co istotne - szybkie.;)

      Usuń
    16. Ja dodam tylko, że kiedyś znajomy leśnik uraczył mnie purchawkami smażonymi na masełku. Takimi młodziutkimi i białymi, oczywiście, a nie strzelającymi proszkiem :) Ale to była siła fachowa, więc nie próbujcie robić tego sami w domu :P

      Usuń
    17. To już jest wyższa szkoła jazdy, nawet do głowy by mi nie przyszło, że purchawki można jeść. Musiały pięknie wyglądać. Hm. I znowu naszła mnie ochota na coś smażonego w masełku...;)

      Usuń
  2. A czemu Tony w Anglii przyrządza tak włoskie dania, zapijając je włoskim winem?
    Makaron z grzybami, mniam. My na razie, żeby nie zwariować z tęsknoty za Italią, mamy... żurek:)
    A rydze są, są, tylko trzeba wiedzieć gdzie szukać! W moich okolicach najbliżej wiadomo mi o Pojezierzu Drawskim; na straganach w ubiegłym roku też były, ale w cenie zabójczej (teraz nie pamiętam dokładnie, ale coś mi się kołacze 70-80 zł za kilogram)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Tony był światowym człowiekiem.;)))) McEwan w wywiadzie mówi, że w latach 70-tych brytyjskie jedzenie było okropne i takie danie było luksusem. Pamiętam, że wraz ze zmianą ustroju w Polsce też się rzuciliśmy na kuchnie świata. Taka chińszczyzna była objawieniem.

      Rydze właśnie podobno rosną tylko w niektórych regionach Polski, m.in. na południu.;) Cena, którą podajesz, jest dla mnie zaporowa.;( Obłęd! Żeby płacić tyle pieniędzy za coś, co nie ma nawet żadnych wartości odżywczych.;)))

      Usuń
    2. Eee tam, wartości odżywcze! Smak się liczy, smak! Takie świeżo smażone na masełku, tylko z solą, mniam, mniam! Ale fakt, za te pieniądze też ich nie kupiłam (i nie kupię)! Prędzej wyślę męża z koszykiem w podróż prawie służbową, bo wie gdzie szukać, a ja grzyby zazwyczaj w lesie rozdeptuję i nawet wtedy ich nie zauważam:(

      Teraz, jeśli chodzi o światowość w kuchni, to poprzeczka postawiona znacznie wyżej! Nawet u nas. No, ewentualnie dania przyrządzane w domowej kuchni przy użyciu ciekłego azotu mogłyby jeszcze komuś zaimponować, ale jakieś tam porcini? pancetta? Phi!

      Usuń
    3. Prawda? Dzisiaj sushi to już przeżytek.;) Liczy się ponoć - jak piszesz - technologia i różne bajery oraz kontrowersyjne połączenia smaków np. tiramisu w sosie czosnkowym.

      Takie podróże służbowe połączone z grzybobraniem to fajna sprawa, bo wycieczki zakładowe do lasu chyba mniej.;(

      Usuń
    4. To tiramisu wymyśliłaś, czy naprawdę ktoś zrobił? Na samą myśl mnie mdli...

      Na zakładowe grzybobrania jeździł wyłącznie mój tata. Z racji bycia abstynentem nie bawił się zbyt dobrze, za to zawsze wracał z największą ilością grzybów (raz pamiętam cztery duże worki, skąd je wziął, ciekawe?), które potem zwalał w kuchni i mówił, no, to macie, zróbcie coś z tym!

      Usuń
    5. Niestety nie wymyśliłam.;( Mnie też mdli, ale są chętni na takie eksperymenty. To taka nowa forma lansu podobno.

      Moja mama miała podobny problem, ale jeździła. Cztery worki? Twój tata chyba kosił albo grabił te grzyby.;) Końcówka piękna, coś jak z wędkarzami, którzy uszczęśliwiają panie domu skrobaniem ryb.

      Usuń
    6. To ja się będę lansować inaczej. O ile w ogóle będę.

      Te cztery worki to było ekstremum, ale i wycieczka była w jakieś grzybowe zagłębie. Nam (mama i 2 córki) uroda końcówki mniej przypadła do gustu... Nauczona tym doświadczeniem mojemu mężowi - wędkarzowi zapowiedziałam na początku znajomości, że jak przyniesie coś jadalnego, to musi to jeszcze obrobić. Na szczęście robi to lepiej ode mnie, w czym go stale utwierdzam, więc na razie nie protestuje:))

      Usuń
    7. I to jest piękny sposób na wybrnięcie z niewygodnego zadania.;) A i pan mąż może poczuć się dowartościowany, że taki z niego mistrz oprawiania ryb.;)

      Usuń
    8. Niestety, lasy jałowieją, klimat się zmienia. Kiedyś niczym dziwnym nie było przyniesienie przez sąsiadującego z moim Chrzestnym gajowego 400 prawdziwków, czy też jeżdżenie na opienki wozem i kosą (naprawdę!), a teraz ... :(

      Usuń
    9. Wozem i kosą? Toż to obrazek jak z czeskiego filmu.;)

      Usuń
    10. Pamiętam młodziutkie opieneczki otulające pnie na wysokość może metra. Kozikiem, pani kochana, pół dnia. A tak? Rozkładało się płachtę i rrrrrrraz od dołu. Potem na furkę i do domu. I do wrzątku. I do octu :)

      Usuń
    11. To musiał być piękny widok. A ta uczta później!

      Usuń
  3. Odkąd trafiłem na jego "Pierwszą miłość, ostatnie posługi" omijam go McEwana szerokim łukiem ale przeciwko potrawom z grzybami nic nie mam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie omijaj, nie tylko ze względu na grzyby.;) To nie jest zły pisarz, moim zdaniem nawet b. dobry. U mnie tak dziwnie się składa, że podoba mi się jego co druga jego książka. "Pokuta" to na mojej liście jedna z najlepszych książek poprzedniego dziesięciolecia.

      Usuń
    2. Ciężka sprawa :-) ta jego "Pierwsza miłość ..." ciężko mi leży na wątrobie choć tytuł był taki obiecujący, do dzisiaj pozostaje dla mnie zagadką jakim cudem nagrodzono go za to :-)

      Usuń
    3. Czytałam wieki temu, pamiętam, że trochę dziwne były te opowiadania. Chętnie jednak do nich wrócę (ciekawe, kiedy?;)). Lubię McEwana za niepokój obecny w jego książkach.

      Usuń
  4. Ja pod koniec sierpnia tego roku też wybrałam się na grzyby, ale udało się znaleźć jedną kurkę i jednego zajączka zaledwie (i oczywiście masę jakiś niejadalnych grzybków - tego było pod dostatkiem). Może to i dobrze, bo choć grzyby smaczne, to jednak ciężkostrawne ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężkostrawne i - jak już wspomniałam - bez wartości odżywczych.;( Ale od czasu do czasu warto sobie pofolgować.
      W mojej okolicy na straganach trwa wysyp kurek, niedawno pojawiły się podgrzybki. Może za sucho było?

      Usuń
    2. Pewnie było za sucho - co prawda specjalnie czekaliśmy na deszcz i dopiero po nim się wybraliśmy, ale widać było w lesie, że te skromne opady nie wystarczyły.

      Usuń
    3. I sprawa jasna.;( Ale może sezon dopiero się zacznie.

      Usuń
  5. Z relacji mojego sąsiada wynika, że w Wielkiej Brytanii polscy imigranci wywołują popłoch wśród tubylców nie tylko grzybobraniami, ale też łowiąc karpie, które tam uznawane są za nie do końca jadalne. :)
    A propos makaronu i grzybów polecam rewelacyjną zapiekankę z kurkami. Jest banalnie prosta, a smakuje nieziemsko. Robiłam już kilka razy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, karpie nie jadalne? No, no. A kiszona kapusta?;)
      Przepis bajecznie prosty, od biedy można dodać makaron do usmażonych kurek na patelni i jeszcze podusić z sosem. Absolutnie do zapamiętania.;) Dziękuję za podpowiedź.

      Usuń
    2. Przy najbliższej okazji rozwinę temat kapusty, ale wielkiej kariery jej nie wróżę. :) Chociaż skoro Holendrzy jedzą kiszone śledzie, kto wie? :)

      Usuń
    3. Sama za kapustą nie przepadam - ciężko się po niej czuję, ale to żadna nowość. Holendrzy jedzą kiszone śledzie? Bardziej utrwalił mi się obrazek Holendrów jedzących płaty śledzi (chyba lekko wędzonych) na ulicach, ale wierzę, że ryby przyrządzają na wiele sposobów. Kiedyś próbowałam chińskiej fermentowanej ryby - zapaszek okropny, smak podobny. Gdybym jadła ten specyfik od dziecka, jako danie typowo polskie, pewnie bym nie kręciła nosem.;)

      Usuń
  6. Bardzo apetyczny post. Kurki jak najbardziej, zwłaszcza że już za miesiąc skończy się na nie sezon, dzięki za przypomnienie :)
    No i McEwana też może spróbuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zdałam sobie sprawę, że powinnam zrobić zapasy kurek, żeby i w styczniu kulinarnie zaszaleć.
      McEwana koniecznie trzeba spróbować.;)

      Usuń
  7. Aż się boję myśleć, co robia polscy emigranci z grzybami. Bo nie wierzę, że są w stanie wyzbierac wszystko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie są. Założę się, że dla garści odważnych Brytyjczyków parę koszy by się znalazło.;)

      Usuń
  8. Wprawdzie bez grzybów żyje mi się wspaniale, ale i tak zrobiłam się głodna. Wyjątkowo będzie kolacyjka. Aha, karpie stanowczo są niejadalne :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram! :) Nawet w czasie wigilii ku zgrozie rodziny odmawiam zjedzenia. :)

      Usuń
    2. Bo karpia to tylko Polacy (nie wszyscy:P) i Chińczycy uważają za zjadliwego:) Jest o tym rozkoszna scenka w Delicjach ciotki Dee Hołówki:)

      Usuń
    3. Niejadalne ze względów zdrowotnych czy ideologicznych?
      Sama też nie jadam, ale raczej dlatego, że ma dużo ości i przeciętny (według mnie) smak.

      Usuń
    4. Aniu, ze względów smakowych. Brr...
      Lirael, ja tak samo :-)
      ZWL, "Delicje ciotki Dee" oczywiście mam na liście do przeczytania od niepamiętnych czasów, tylko kiedy ja to zrobię? Przydałby się roczny urlop na nadrobienie zaległości czytelniczych. A i to pewnie okazałoby się za mało :-/

      Usuń
    5. Delicje, moim zdanie, warto przepchnąć ku przodowi:)

      Usuń
    6. Już przepchnięte, ale nie wiem, czy się załapią jeszcze w tym roku ;-)

      Usuń
    7. W takim razie ja też skuszę się na Delicje.

      Usuń
    8. Delicje popieram zawsze i wszędzie! To jedna z moich ulubionych odstresowujących książek:) Choć przyznaję, że o karpiu nic nie pamiętam - chyba znak, że warto odświeżyć pamięć...

      Usuń
    9. O karpiu było przy próbie przygotowania polskiej wigilii na obczyźnie:)

      Usuń
  9. I znów o jedzeniu... Przecież piszesz o literaturze... :p nie mogę czytać Twojego bloga o tej porze..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lojalnie uprzedzam - to będzie stały, acz nieregularny cykl.;) Lubię jeść i lubię, kiedy bohaterowie książek jedzą.;) A w komentarzach jak dotąd zawsze pojawia się jakaś kuchenna inspiracja, więc podobne notki będą się pojawiać.

      Usuń
    2. Aniu, to mamy te same upodobania ;-). Wobec powyższej groźby muszę zaopatrzyć lodówkę w niskokaloryczne produkty :-D

      Usuń
    3. ;)
      Co ja na to poradzę, że wciąż trafiają mi się opisy posiłków w literaturze. Wczoraj nawet w "Norze" Ibsena trafił mi się fragment o zgubnym wpływie niektórych potraw.;) taka karma.;)

      Usuń
    4. Świetnie ja też lubię jeść. Nawet bardzo, tyle, że ja po Twoich wpisach czuję się głodna. :-( Tak smakowicie piszesz... A tego bym nie chciała, wróć, czuć się głodna oczywiście...

      Usuń
    5. Plasterek cytryny albo kawałek grejpfruta skutecznie tłumi apetyt w takich napadach głodu. Sprawdzałam.;)

      Usuń
  10. o jaaa, ale mi podrażniliście kubki smakowe, a na dodatek czytam Bękarta ze Stambułu i tam też i żarciu! A ja na diecie :(

    OdpowiedzUsuń