piątek, 15 listopada 2013

Klub Czytelniczy (odc. 35) - Pasażerka

W audycji radiowej PR2 Zofia Posmysz opowiadała o początkach pracy w charakterze reporterki i pomyśle na „Pasażerkę”:

Wtedy została uruchomiona linia lotnicza Warszawa-Paryż i kierownictwo działu literackiego poleciło mi jednodniowy rejs do Paryża i napisanie relacji z tego lotu. Przylecieliśmy o godz. 10.00 i kapitan powiedział mi, że do lotu powrotnego mam jeszcze kilka godzin czasu. Wysiadłam na placu Zgody. (Concorde). Zgiełk był jak na jarmarku, turystów moc, w głosach dało się słyszeć przewagę języka niemieckiego, co nie było dla mnie zbyt przyjemne. Nagle usłyszałam wysoki nieprzyjemny głos i po prostu zmartwiałam, bo był to głos łudząco podobny do mojej szefowej esesmanki z Auschwitz-Birkenau. W mojej głowie powstało pytanie: jak bym się zachowała, jakby to naprawdę była ona. Po jakimś czasie, namawiana przez męża napisałam słuchowisko, które było odpowiedzią na to pytanie.

Audycji można wysłuchać tu:


Pytania do dyskusji:

1. Dlaczego Liza obdarzyła Martę szczególnymi względami?

2. Marta jest postacią papierową czy pełnowymiarową? Dlaczego?

3. W rozmowie o odpowiedzialności społeczeństw Bradley stwierdza: „Jedyny kanał, w którym może się wyrazić moja aktywność społeczna, to wybory. Potem… mogę iść spać. Ci panowie już robią, co chcą, nie pytając nikogo o zdanie.” (s. 105) Czy Liza i Walter w identyczny sposób mogą tłumaczyć się ze swojej przeszłości wojennej?

4. Po wysłuchaniu opowieści żony Walter mówi: „Wyznałaś mi to, wiem wszystko i postaram się do tego nie wracać. Nigdy! Żadne z nas. To jest jedyne możliwe wyjście, Lizo. Będziemy żyli tak, jakby tego nie było.” (s. 127) Czy rzeczywiście jest to jedyne możliwe rozwiązanie? Jak Waszym zdaniem potoczyły się dalsze losy Kretschmerów?

5. Co wyróżnia „Pasażerkę” spośród innych książek z nurtu literatury obozowej? Jakie są mocne i słabe strony tej powieści?

6. Wasze pytania


Zapraszam do dyskusji.

147 komentarzy:

  1. Ad. 1. Ja na razie na pół gwizdka, bo jeszcze doczytuję. Marta jawi mi się jako osoba, która w całym tym nieludzkim piekle zachowała godność. Jej zachowanie Lisa wzięła za butę, i to chyba skłoniło ją do myślenia, że uda się Martę przeciągnąć "na swoją stronę". Względy też są wątpliwe. Lisa sprowadza Tadeusza, dzieli się z Martą śniadaniem, ale uważa, że za te gesty coś jej się należy. Nie robi więc tego ani bezinteresownie, ani tym bardziej dla Marty; robi to dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Godność to pierwsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy na myśl o Marcie.;)
      Zgadza się, Liza robi to dla siebie, jednak Martę traktuje inaczej niż pozostałe więźniarki. Reszta to niezidentyfikowana zbiorowość.

      Usuń
  2. 1. Pierwsza myśl, to ta, o której Liza sama wspomina - Marta nie błagała spojrzeniem o jej uwagę, zachowała coś w rodzaju godności, o ile w tych warunkach można było mówić o jakiejkolwiek godności. To Martę wyróżniało. Ależ swoją drogą jakie to okrutne na tle wszystkiego co działo się w obozach. Ludzie żebrali o łaskę, nadzieję, szansę, a wyróżniająca się w tym tłumie osoba, której być może, zwyczajnie było już wszystko jedno czy przeżyje (to tylko luźna hipoteza), czy nie, zwróciła na siebie uwagę i tym samym zasłużyła na lepsze traktowanie (powiedzmy...). Tak jakby cała reszta, wzbudzająca litość u przeciętnego człowieka, była w związku z tym gorsza (ale swoją drogą, czy to nie jest zawsze tak, że istnieje jakiś "bohater/ka", któremu wszystko się udaje i uchodzi cało, podczas gdy reszta ginie? ktoś jakby lepszy, niby nietzscheański nadczłowiek.. ), a jedna, jedyna jednostka zachowująca się inaczej, godna była pomocy.. Zresztą, ten wątek pomocy dla wybranej jednostki Posmysz kontynuuje w "Wakacjach nad Adriatykiem" (z rozpędu przeczytałam..).

    2. Marta jest po prostu słabo momentami zakreślona jako postać, bo w sumie na pierwszy plan wysuwa się Liza i jej wyznanie/wspomnienia. Gdy teraz myślę o Marcie kojarzy mi się niestety z Ptaszką z "Wakacji nad Adriatykiem" i przez to obie mi się zlewają. Podczas gdy Ptaszka jest nakreślona wyraźną kreską, wokół Marty jest sporo mgły. Nie znamy do końca jej losów (domysły), oprócz tego, że prawdopodobnie przeżyła, a wspomniane Lizy są w dużej mierze chęcią wybielenia się, pokazania, "popatrz, wcale nie byłam taka zła na tle innych" , poniosła tylko zbiorową odpowiedzialność biorąc udział w "wybiórce". W każdym razie w związku z tą mgłą Martę trudno do końca uznać za postać wyrazistą, jednak byłabym daleka od sformułowania "papierowa". Na pewno daje się odczuć jako ktoś wyróżniający się, pełen swoich własnych planów, nietuzinkowy w odwadze do działania. W pewien sposób Marta imponuje. Czy to z kolei można nazwać "pełnowymiarowością" Marty jako postaci? Hm..

    3. To szalenie trudne pytanie. Z jednej strony przecież trudno odmówić Bradleyowi racji - jednostka w społeczeństwie może być aktywna w wyborach, ale późniejsze decyzje, późniejsze rozkazy, nie zależą już od niej. Z drugiej strony nie można się wymawiać odpowiedzialnością zbiorową. Mówienie, że nie miało się innego wyboru, jak uczestniczyć w działaniach zbrodniczych biernie (jak Bradley, który ucieka na front), czy czynnie, bo taki się otrzymało rozkaz (jak Liza) jest takim samym udawaniem, że nie można było wziąć za swoje czyny odpowiedzialności. Trudno mi oczywiście dywagować z wygodnej pozycji kogoś, kto wojnę zna z literatury, a życie ma dość spokojne i nie musi dokonywać tak dramatycznych wyborów, ale odczuwam protest mimo wszystko na takie wyjaśnienie. Liza i Walter generalnie zadziałali w podobny sposób, choć jedno jak twierdzi, nie uwierzyło w filozofię Hitlera, a drugie dało się jej ponieść. Oboje wzięli jednak w tym wszystkim udział - w taki, czy inny sposób..zatem tak, mogą się tłumaczyć w podobny sposób. Zresztą, ostatecznie Bradley okazał się bardzo podobny do swojej żony..

    4. Zadziwiła mnie ta odpowiedź Bradleya. Próbować ratować małżeństwo - to jedno, owszem ważne, ale zamiatać wszystko pod dywan to drugie i już prowadzi na złą ścieżkę. Oczywiście Bradley stanął w obliczu bardzo ciężkiej sytuacji. Po wielu latach wspólnego życia żona odkrywa przed nim taką prawdę, którą ciężko przyjąć bez gwałtownych emocji. I tu Bradleya rozumiem. Jednak...

    c.d. nastąpi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Może to była ta wolność, o której mówiła Marta? Faktycznie sprawia wrażenie, jakby jej na niczym nie zależało. Wydaje mi się też, że Marta zaimponowała Lizie swoją postawą.
      "Pasażerka" chyba musiała Ci się bardzo spodobać, skoro przeczytałaś już drugą książkę Posmysz.;)

      2. Sama z Martą mam kłopot - ona nie ma żadnych wad.;( Kobieta-pomnik.

      3. Trudne, bo wydawanie sądów jest trudne.;( Mnie tu irytowało dobre samopoczucie Amerykanina i początkowo - Waltera. Niestety wszyscy troje na swój sposób wyrażają zgodę na rzeczywistość, która z czasem może okazać się zgodą na zbrodnię. Dodatkowo Bradley zapomina najwyraźniej o wojnie w Korei, która zdarzyła się "po drodze".

      4. No właśnie - jednak... Nie wyobrażam sobie, że po wojnie można żyć tak, jakby nic się nie stało. Bez względu na to, czy było się katem czy ofiarą.

      Usuń
    2. Zgodzę się z Kasią, że Marta jest raczej symbolem niż osobą, ma wzbudzać u Lizy pewne zamierzone przez autorkę reakcje. I faktycznie Ptaszka z "Wakacji" jest ciekawsza, mniej jednoznaczna. Zresztą Wakacje są lepsze od Pasażerki.

      Usuń
    3. Widzę, że "Wakacje..." trafią na listę "koniecznie przeczytać";)

      Usuń
    4. Warto, to powieść dużo mniej tendencyjna i ciekawsza pod względem literackim, jednak w Pasażerce widać ten słuchowiskowy rodowód.

      Usuń
    5. 1. W tym zaimponowaniu też coś jest, a teraz jak przeczytałam wypowiedź ZWL muszę przyznać, że coś w tym jest, w tym, że Lizie mogło zależeć na ściągnięciu Marty do swojego poziomu.
      Potwierdzam - bardzo mi się spodobał styl Posmysz, narracja i sposób budowania napięcia.

      2. O, właśnie, kobieta pomnik, coś w tym jest! I małe sprostowanie - Ptaszka mi siedzi w głowie a to nie o nią chodziło, tylko o główną bohaterkę/narratorkę! Obie- Marta i główna bohaterka "Wakacji.." miały tę samą silną wolę przetrwania, której z kolei Ptaszce brakowało, ale nie chcę zdradzać za bardzo fabuły, gdyby kogoś zainteresowała lektura

      3. Mogę tylko potakiwać głową...

      4. Własnie to miałam dopisać, tylko ktoś mi przerwał ;) Że też nie wyobrażam sobie udawania, że nic się nie stało. Takiego mętnego filozofowania jakie uprawiał Bradley w rozmowach z Walterem, niby spokoju obywatela z narodu katów. Bo dla mnie jak dla ZWL to było dość pozorowane, te spokojne dyskusje obu panów, nie do końca wierzyłam Bradleyowi, choć przyznaję, że jako postać miał w sobie sporo odwagi, by się w ogóle podejmować tego, w końcu trudnego tematu. Inna sprawa jak ów temat lekko podjął..

      5. "Pasażerka" jest nieco inna bo poznajemy obozową rzeczywistość z pozycji strażniczki, a więc kata w dużym uproszczeniu. Jest też ciekawie skomponowana, bo zanim dowiemy się, że Liza miała taką, a nie inną przeszłość widzimy ją jako zwykłą kobietę spędzającą coś w rodzaju wakacji z mężem. Jest niepozorna, jest przez męża kochana, mają miłą przeszłość jeśli chodzi o pierwsze spotkanie. I nagle czytelnik musi zweryfikować swój pogląd na tę postać. To jest bardzo interesujące budowanie napięcia narracyjnego. Niejako skojarzyło mi się z "Wyborem Zofii", choć to ogromne uogólnienie, ale to coś podobnego, to znaczy odsłanianie prawdy w kolejnych sekwencjach, prawdy coraz brutalniejszej, łączy oba te teksty.

      Usuń
    6. Kasiu, a mnie się wydaje, że jednak narratorka Wakacji i Marta to odmienne postacie, u Marty ta chęć przeżycia wydaje się dużo słabsza, chociaż może to tylko wrażenie wywołane tym, że poznajemy ją z punktu widzenia Lizy, która siłą rzeczy niewiele wiedziała o podskórnym życiu komanda. Ale jednak u dziewczyny z Wakacji jest jakaś bezwzględność, której u Marty nie widzę.

      Usuń
    7. Masz rację, że odmienne, jedynie jedna skojarzyła mi się z drugą i to dość mocno. Teraz na dobrą sprawę mogę powiedzieć, że w Marcie jest coś z obydwu bohaterek wakacji. Bo zauważ, że jednak Marta ryzykuje sporo pomagając w "zamachu" na psa, ukrywając niemowlę, działa trochę podobnie jak główna bohaterka "Wakacji..". Z kolei gdy już jest chora w szpitalu przejawia podobną niechęć do życia jak Ptaszka.

      Usuń
    8. Korekta zatem - tam gdzie piszę Bradley mam na myśli Waltera rzecz jasna. Przepraszam, to chyba z emocji, że debiutuję w klubie :D

      Usuń
    9. Ten "bezwład" Marty może być pozą na użytek Lizy, a w rzeczywistości ona była dużo mniej bierna niż wydawałoby się esesmance, przykłady działań wymieniłaś.
      Można zaryzykować tezę, że Wakacje to Pasażerka opowiedziana z pozycji Marty. W każdym razie dobrze widać, jak Posmysz pogłębia swoje postacie i sama się rozwija pisarsko.

      Usuń
    10. Ta teza, o której piszesz - też mi to przyszło na myśl w pewnym momencie :) Przecież działań Marty w "Pasażerce" za bardzo nie znamy, więcej jest tu podejrzeń niż dowodów, a w "Wakacjach.." można by rzecz, nastąpiła pewna ich odsłona. Choć też tylko częściowa, bo niewiele jest tu z kolei tej partyzantki Marty..

      Usuń
    11. To jest oczywiście dość daleko posunięte, bo jednak mogę sobie wyobrazić, że Marta była trochę mniej skupiona na sobie niż bohaterka Wakacji, która raczej by nie brała udziału w ukrywaniu dziecka czy zabiciu psa.

      Usuń
    12. Zgadza się, to tylko takie spekulacje. Nic nie wskazuje wprost, że "Wakacje.." są jakąkolwiek kontynuacją "Pasażerki". Inna sprawa, że konstrukcja fabuły jest bardzo podobna, stąd może być wrażenie związku.

      Usuń
    13. ale im dalej w las, tym podobieństw mniej, w sumie zostaje chyba tylko motyw przenosin w czasie pod wpływem bodźców: widoku znajomej twarzy albo dźwięku.

      Usuń
    14. Właśnie ten wątek jest zdecydowanie mocniejszy w "Wakacjach.." (zgadzam się z Tobą, że to lepsza pozycja od "Pasażerki") bo czasami te przeskoki są tak gwałtowne - z chwili na plaży przerzucają do obozowej rzeczywistości ze zdania w zdanie. I jest taki drobny szok, bo przed chwilą rozmowa na plaży, głośno grający tranzystor, a po chwili zimny maj i praca w wodzie po pas..

      Usuń
    15. Mnie to trochę męczyło z początku, ale to szybko mija. Chociaż rzecz jasna sceny obozowe też dużo lepsze od współczesnych. Przy okazji, jak tak sobie podyskutowaliśmy, to udało mi się napisać o Wakacjach, a nosiłem się z tym od półtora tygodnia.

      Usuń
    16. A ja próbuję pisać! O nie, i będzie, że zmowa, albo coś ;P

      Usuń
    17. Będzie, i dobrze. Po pierwsze autorce się należy, bo chyba popadła w zapomnienie, a po drugie mam dziwną pewność, że zwróciliśmy uwagę na zupełnie inne kwestie, więc się będziemy uzupełniać.

      Usuń
    18. Autorka nie popadła w zapomnienie, była fetowana w tym roku z okazji 90-tych urodzin. Nie wiem tylko, ile osób zwróciło na to uwagę. TVP raczej nie, filmu nie przypominano.

      Usuń
    19. No więc co to za feta, o której nikt nie wie? Do mnie np. w ogóle nie dotarło, a przecież Pasażerkę czytałem ho ho lat temu i cenię autorkę.

      Usuń
    20. Uściślę: była fetowana w PR2 i Teatrze Wielkim.;) Na szczęście kilka audycji jest wciąż do odsłuchania na stronie radia.
      TVP w tym roku nawet Kolumbów nie powtarzało, przynajmniej w znośnej porze.

      Usuń
    21. No jak w PR 2, to nic dziwnego.
      A telewizja chyba już w ogóle nie poczuwa się do fetowania jakichkolwiek rocznic, choćby w tak ograniczony sposób jak wyemitowanie jakiegoś klasyka :(

      Usuń
    22. Niestety masz rację, na TVP 1 i TVP2 nie ma co już liczyć w tej kwestii, chyba że Klossa uznamy za klasyka.;)

      Usuń
  3. 5. Mocne strony to odmienna perspektywa - oglądamy obóz oczami strażniczki, tego chyba wcześniej nie było w literaturze i jest to bardzo ciekawe doświadczenie, tym bardziej że to była więźniarka próbuje się wcielić w postać wachmajsterki. Druga ciekawa rzecz to problem rozliczenia się Niemców z przeszłością - w rozmowach Waltera z Bradleyem padają chyba wszystkie stereotypowe frazesy o nazistowskiej przeszłości Niemców, których chyba nie ma w literaturze niemieckiej - u takiego Fallady "umoczenie" Niemców w nazizm jest przedstawiane mniej górnolotnie.
    Ale ta górnolotność, to odwoływanie się do filozofów to jest moim zdaniem słabość utworu, dyskusje Waltera z Bradleyem są zbyt niestrawne, tendencyjne - autorka wkłada w ich usta tyle wielkich słów, że robi się mdło. I w sumie chyba niewiele z tych debat wynika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobną perspektywę pokazał Grochowiak w powieści "Trismus". Swoją drogą ciekawe, dlaczego jest tak mało znana, nawet wśród polonistów. Zdecydowanie warta lektury.
      Zgadzam się co do górnolotnych dyskusji niemiecko-amerykańskich. Gdyby je okroić, chyba lepiej pasowałyby do całości, w takiej formie stanowią za duży kontrast z resztą.

      Usuń
    2. O Trismusie pisali Lirael i Marlow, nabrałem ochoty, żeby przeczytać.
      Dyskusje nie tylko stanowią kontrast, ale jest ich zdecydowanie za dużo, zaburzają proporcje.

      Usuń
    3. "Trismus" faktycznie nie jest znany nawet wśród polonistów - smętnie potwierdza polonistka..;( co prawda jedynie z wykształcenia, ale zawsze.. Wpisuję na listę - tych koniecznie do nadrobienia :)

      Usuń
    4. @ ZWL

      Ja też pisałam, dawno temu.;)
      http://czytankianki.blogspot.com/2011/03/trismus-stanisaw-grochowiak.html

      @ Kasia

      Próbowałam rozmawiać z moimi znajomymi polonistami z liceów (pracującymi, przykładającymi się do pracy;)) - oboje nie czytali.;(

      Usuń
    5. O widzisz, chyba się z tym nie zdradziłaś u Lirael i Marlowa, bo pobiegłbym przeczytać:) Pobiegłem teraz za to. Ja tam też chyba od Lirael pierwszy raz usłyszałem, że Grochowiak nie tylko wiersze pisał, więc to raczej nie jest rzecz powszechnie wiadoma.

      Usuń
    6. Nawet ma kilka sztuk na koncie, "Chłopcy" są grywani do tej pory w teatrach, ostatnio w Starym w Krakowie.

      Usuń
    7. No właśnie. Czyli jak kogoś zaszufladkują w podręczniku do polskiego, to mogiła.

      Usuń
  4. 6. Mnie bardzo zainteresowała postać Waltera, który wydał mi się dość sprzecznie zarysowany. Raz odniosłem wrażenie, że też podczas wojny nie był święty, kiedy rzucał jakieś "rasowe" komentarze, potem ta jego spowiedź przed Bradleyem wydała mi się nieszczera, a całe to przerzucanie się filozofiami to już w ogóle. Jego reakcja na opowieść Lizy dość paskudna; rozumiem szok i niedowierzanie, ale potem próby zamiecenia tego pod dywan i równocześnie lęk o własną karierę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Walter wydał się b. ludzki w swojej nieszczerości - "mały", ale ludzki. Niby się przyznaje, ale umywa ręce. Zamiatanie pod dywan przeszłości żony wydaje mi się tutaj najbardziej pragmatyczną decyzją (moralnie to wszystko wygląda naturalnie inaczej).
      Czy nie jest tak, że Walter starał się robić dobre wrażenie na Bradleyu? Objął ważne, eksponowane stanowisko, stał się częścią elity niemieckiej, na dodatek reprezentował kraj. Może przejął się swoją rolą? Może był po prostu próżny, stąd takie uczone rozmowy?

      Usuń
    2. Owszem, jest ludzki, wręcz się miota w tym wszystkim. A dyskusje z Bradleyem to faktycznie z obu stron raczej popis erudycyjny niż próba dowiedzenia się czegokolwiek o drugiej stronie. Jak już pisałem wyżej zdecydowanie lepiej takie niemieckie spowiedzi wyszły np. Falladzie, bez górnolotnych słów i bez mydlenia oczu.

      Usuń
    3. Falladzie może jako Niemcowi bardziej to nawet uchodziło?

      Usuń
    4. Bo ja wiem, czy tu o niemieckość chodziło? On ogólnie bywał brutalnie szczery.

      Usuń
    5. Szczery aż do bólu. Inaczej chyba ocenia się oskarżenia ze strony rodaka, a inaczej ze strony cudzoziemca, na dodatek zwycięzcy - tak mi się skojarzyło.

      Przy okazji - czy fakt, że Posmysz była więźniem obozów koncentracyjnych miała dla Was znaczenie podczas lektury?

      Usuń
    6. To prawda, chociaż Niemcom oskarżenia ze strony Fallady też nie były w smak, wygładzili mu w końcu Każdy umiera w samotności, żeby było ciut bardziej cukierkowe.
      Przeszłość Posmysz bardzo podnosi autentyczność utworu, po prostu się wie, że była, widziała, przeżyła, nie konfabuluje, nie czerpie z drugiej ręki. Dla mnie to ważne.

      Usuń
    7. Dla mnie to też ważne. Tym bardziej, że spotkała podobną strażniczkę i podobną Martę.
      Tu ciekawy wywiad z autorką:
      http://pisarze.pl/publicystyka/839-z-zofi-posmysz-pisark-autork-pasaerki-rozmawia-krzysztof-lubczyski.html

      Usuń
  5. 1. Mam wrażenie, że Liza wybrała Martę po części po to, żeby ją złamać. Więźniarka zachowała to, czego nie miała Liza: dumę i godność, a tego Niemka nie mogła znieść - te wszystkie manipulacje wokół Marty służą ściągnięciu jej na poziom Lizy: człowieka umoczonego w różne świństewka i świństwa. Liza chciala odebrać Marcie jej wolność, którą Polka zachowywała właśnie poprzez ten brak służalczości i brak przywiązania do życia, do przywilejów. Później ich stosunek się skomplikował, pada tam takie twierdzenie, że Liza zazdrościła Marcie miłości, która dawała siłę, a jeszcze później, pojawił się strach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem zdania, że Liza zazdrościła Marcie jej straceńczej postawy/wolności oraz miłości. Przy czym chęć złamania jej traktuję jako działanie podświadome, Liza mówiła jednak o byciu ludzkim wobec więźniarki. Ale z grubsza - chyba chodziło o poprawienie sobie samopoczucia kosztem Marty.

      Usuń
    2. Na pewno działała podświadomie, raczej była wychowana w zbyt dużym drylu, żeby robić takie rzeczy świadomie. Być może też działała chęć zapewnienia sobie moralnego alibi - kiedy Liza się zorientowała, w co wdepnęła, mogła chcieć móc sobie kiedyś powiedzieć, że miała czyste ręce, a nawet pomagała więźniom. ten motyw czystych rąk pojawia się kilka razy: "nigdy nie uderzyłam więźnia", mówi, chociaż to przez jej raporty Ziuta trafiła do karnej kompanii.

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że za bytności Lizy w Auschwitz Niemcy wciąż jeszcze mieli mocną pozycję - Liza chyba nie musiała się obawiać o zapewnienie sobie alibi. Ale pewności nie mam.;( Ale że nie wiedziała, w co wdepnęła, to prawda.

      Usuń
    4. Teoretycznie wciąż mieli mocną pozycję i może Liza niekoniecznie zabezpieczała się z myślą o klęsce Niemiec. U niej chyba widać takie rozdarcie pomiędzy posłuszeństwem ideologii a sumieniem, nie chciała się zanurzyć w bagnie po uszy; na początku pewnie wierzyła w to, co jej mówiono na szkoleniu, ale w końcu musiała wyciągnąć własne wnioski po co te obozy były i co się tam działo, że to nie poprawczak.

      Usuń
    5. Zgadza się. Poza tym obóz chyba przerósł oczekiwania Lizy.
      Ech, cudowna była w jej roli Śląska, choć i Ciepielewskiej nic nie brakowało.

      Usuń
    6. Posmysz poniekąd potwierdza:
      "Byli jednak pośród nich i tacy, którzy nie wiadomo dlaczego się tam znaleźli. Nie byli narzędziami do zabijania i dlatego mnie jako pisarkę interesowali, w przeciwieństwie do sadystów. Nie wiem co robiła Franz w Ravensbruck, skąd przybyła do Auschwitz w 1943 roku i nie wiem, jaki miała staż w swojej roli, ale w tym czasie, kiedy mogłam ja obserwować ona nie zrobiła niczego takiego, co kwalifikowało by ją do warstwy zabójców, sadystów. Wykonywała swoją pracę i jeśli więzień wykonywał swoją pracę i przestrzegał regulaminu, to było – jeśli to można tak ująć - wszystko porządku."

      Usuń
    7. W sumie nie każdy strażnik musiał być psychopatą, sadystą itp. - niby oczywiste. Zdarzali się i tacy pracownicy obozów, którzy nie wytrzymywali i popełniali samobójstwo.

      Usuń
    8. Wolałem Śląską, Ciepielewska miała chyba mniej do zagrania.
      W kwestii funkcjonariuszy, wszelkiej maści, najgorsze są czarno-białe uproszczenia, patrzymy na załogi obozów przez pryzmat tych najgorszych zbrodniarzy, sadystów i nawet nie wiemy, czy wszyscy tacy byli. Niedawno ukazała się praca o kobietach w III Rzeszy, Sprawczynie Kathrin Kompisch, tak jest to wycieniowane w odniesieniu do kobiet, które zresztą zazwyczaj postrzegano jako "mniej umoczone" w nazizm.

      Usuń
    9. Dzięki za ten trop, może kiedyś starczy mi czasu na tę książkę.;)

      Usuń
    10. Przyciężkawe to dzieło, ale dość kształcące. Na szczęście można czytać fragmentami.

      Usuń
  6. 4. Moim zdaniem małżeństwo się rozpadło, Walter zbyt by się bał "nieczystej" żony, żeby dla niej ryzykować karierę i własne zbrukanie, bo w końcu on sam nie ma sobie nic do zarzucenia i czuje wręcz rodzaj obrzydzenia, że "taką" kobietę trzymał tyle lat w ramionach. Wysłanie Lizy do siostry to pierwszy krok do odcięcia się od niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też odniosłam wrażenie, że Bradley próbuuje się Lizy pozbyć, jak niewygodnej rzeczy tak naprawdę. Swoją drogą to zrodziło we mnie pytanie (możemy od razu przyjąć, że to jest odnośnie punktu 6 ;D) jak to jest w tych związkach międzyludzkich (nie upraszczając, że tylko w damsko - męskich): człowiek jest z kimś blisko przez tyle lat i nagle dowiaduje się o drugiej osobie czegoś tak potwornego jak Bradley o Lizie. I co, tak po prostu się ucieka? Pozbywa człowieka jak niewygodnego buta? Albo udaje, że nic się nie stało? Jasne, wiem, że taka wiadomość może wiele zburzyć, zmienić, ale czy naprawdę przekreśla tyle wspólnych lat i wiary w siebie nawzajem jako ludzi sobie bliskich? Czy może potwierdza, że od początku relacja jednak była zbyt płytka (bo ktoś inny może by jednak dopytał o tę wojenną przeszłość?)

      Usuń
    2. Bradley to Amerykanin:)
      Zgadza się, Walter chce się pozbyć żony, bo jest niewygodna znienacka. Nawet mu przez głowę nie przejdzie, by trwać przy żonie. To może wskazywać, że to jednak nie było małżeństwo z miłości, tylko raczej związek z rozsądku.

      Usuń
    3. O, proszę, na dodatek nagminnie mylę imiona :)
      Mało udany debiut w klubie, ech, ale co tam :)
      Czyli hipoteza, że związek miał słabe podstawy może być całkiem realna.

      Usuń
    4. A debiutujesz? Serio? Nie przejmuj się, każdy kiedyś zaczynał :)
      Z jakichś aluzji tu i ówdzie wyszło mi, że biedna i zziębnięta Liza poleciała na obrotnego antykwariusza z ciepłym sklepem. Co prawda wydaje mi się, że u niej to mogło być uczucie i być może powinienem powiedzieć, że ustawiony antykwariusz przyhołubił sobie "wojenną sierotkę".

      Usuń
    5. Ano debiutuję. Trochę uczucie jak na egzaminie ustnym z literatury współczesnej (skądinąd najmilsze wspomnienie ze studiów) ;-)
      No tak, ale w tych aluzjach jest sporo ciepła. Tym jak Walter (Walter, Walter ;D) się zwraca do Lizy (co się dzieje mała?), jak "czyta" w jej oczach, niepokoi się zmianami nastrojów - w tym jest jakieś uczucie. To, że później okaże się jednak nieco płytkie, bo obawa o nowe stanowisko będzie silniejsza, cóż.. Ale na początku nic na to nie wskazuje.

      Usuń
    6. No właśnie, obraz Waltera jest sprzeczny i nie wiem, czy celowo, czy to jednak jakaś niedoróbka autorki. Mam w planie przeczytanie scenariusza słuchowiska, tam pewnie był on ukazany bardziej jednoznacznie.

      Usuń
    7. To jest bardzo dobry plan, w końcu książka jest na podstawie słuchowiska, a nie odwrotnie. A wydaje mi się, że Posmysz mogła właśnie próbować jednak pokazać sytuację w stylu - całkiem zwyczajne małżeństwo, po wielu wspólnych latach (ile tam ich było? dziesięć? więcej?) dowiaduje się o sobie czegoś bardzo ważnego z odległej przeszłości. Jak to udźwignie? Jak sobie z tym poradzi? Tylko właśnie zabrakło w tej historii kontynuacji z ciężarem przeszłości Lizy. To, że małżeństwo miało wszelkie predyspozycje by nie przetrwać po całej historii to jedno i dość hipotetyczne w końcu, a drugie, ukazanie ewentualnego rozpadu, bądź prób poradzenia sobie z tematem. No ale tu ciężar historii przejęła jednak obozowa rzeczywistość i chyba byłoby dość trudno przenieść ten ciężar na dalsze zmagania małżonków. Faktem jest też, że nie to było w "Pasażerce" najistotniejsze.

      Usuń
    8. Ta część współczesna jest w Pasażerce najsłabsza, jakby autorka jeszcze nie bardzo wiedziała, do czego zmierza. Sceny małżeńskie są dość niespójne, z powodu Waltera i jego własnej niespójności. Rozumiem szok, niedowierzanie, ale on chyba nie próbuje zrozumieć Lizy i tego, co dla niej oznaczało to wyznanie. Trudno wspierać kogoś, kto ukrył przed nami działalność nam wstrętną, ale jego reakcja jest dziwnie powierzchowna: niby się ugina, niby ucieka, ale w sumie mocno racjonalnie to wszystko traktuje, głównie pod kątem uniknięcia skandalu.
      Szkoda, że w filmie nie ma scen współczesnych, może tam byłaby jaśniejsza wykładnia.

      Usuń
    9. Muszę nadrobić i film i słuchowisko zatem. Przyznam bez bicia, ze ostatnio gonię w piętkę z wolnym czasem. W pracy huk roboty, po pracy wcale nie lepiej i tak słabo i z czytaniem i z pisaniem, że już nie wspomnę o zaległościach blogowych.
      To, ze w "Pasażerce" jest nacisk na lepszą "kondycję" scen z rzeczywistości obozowej to mnie nie dziwi. Wydaje mi się, że przeszłość Lizy ma tu największe znaczenie, nie zaś relacje z Walterem, czy późniejsze radzenie sobie z tematem (masz rację, on jest niespójny w zachowaniach, ale z drugiej strony niestety kojarzył mi się z małżonkami niektórych moich koleżanek.. Zachowywali się bardzo podobnie, może dlatego wydawał mi się dość realny mimo wszystko). I ta relacja z pozycji strażniczki, na dodatek takiej, która próbuje się mocno wybielić.. To jest najbardziej chyba intrygujące.

      Usuń
    10. Brak scen współczesnych w filmie to wynik śmierci reżysera, nie zdążył ich nakręcić. Też mi się wydaje, że część obozowa ważniejsza i bardziej autentyczna, te dyskusje z Bradleyem wioną sztucznością.
      Portret Lizy jest znakomity, doskonale pokazane wszystkie typowe mechanizmy: wyparcie własnej przeszłości, a potem sprawne jej wyretuszowanie, ustawienie się w roli zbawczego anioła.
      Nie wykluczam, że to miotanie się Waltera to wynik szoku, ale szczerze mówiąc nie wierzyłem mu, że go to aż tak poruszyło, że nigdy niczego się nie domyślał czy nie przeczuwał. On po prostu nie chciał tego wiedzieć, przez te lata małżeństwa nawet nie rozmawiali o przeszłości, wystarczyło mu jakieś zdawkowe wyjaśnienie. Czyli jednak cynizm i wygodnictwo. A reakcja dopiero wtedy, gdy spokojne i wygodne życie może być zagrożone.

      Usuń
    11. Tak, racja, czytałam o tym! Tylko wyleciało mi teraz z głowy. Co do dygresji z Bradleyem to zgadzam się - wioną sztucznością, chwilami słychać w nich bardziej akademicki wykład, niż realną i szczerą wypowiedź własną, związaną z przemyśleniami odnośnie wydarzeń wojennych, postawy Niemców podczas wojny i wreszcie - postawy własnej. Tam nawet pada takie ciekawe zdanie, że jak się spotyka Niemca, to nigdy tego "złego" tylko zawsze takiego, co to nie brał w niczym udziału.
      Tak, portret Lizy jest świetny, bez dwóch zdań. Miotanie Waltera na początku można przyjąć jako wynik szoku, bo jest to całkiem naturalna reakcja, ale potem jak wspominasz, cynizm i wygodnictwo wzięło górę. Jak pisałam wyżej, ktoś inny może jednak by dopytał, dociekał, na czym dokładnie polegała praca Lizy.. Być może wygodniej było od początku nie chcieć wiedzieć.

      Usuń
    12. Może w tej części współczesnej słabością jest to, że autorka opiera się na swojej wyobraźni, a nie na przeżyciach. Wkłada dyskutantom w usta frazesy z gazet i propagandy, i jeszcze te Schopenhauery i Kanty, po prostu nie wierzę, żeby dwóch panów w barze dyskutowało z użyciem takich argumentów. Na dodatek Bradley robi wrażenie, jakby został wprowadzony wyłącznie po to, żeby Walter mógł te swoje komunały wypowiedzieć.

      Usuń
    13. Co do małżeństwa Lizy i Waltera - wydaje mi się, że między nimi była spora różnica wieku. Bradley w pewnym momencie mówi, że Liza w czasie wojny była pewnie dzieckiem, więc w domyśle - ma czyste ręce. Być może Lizie odpowiadało ciepełko antykwariatu, ale nie możemy wykluczyć miłości.;) Walter mógł po prostu chcieć się zaopiekować małą sierotką, zwłaszcza jeśli była od niego sporo młodsza - może wzbudziła w nim ojcowskie odruchy. Wyobrażam sobie, że po wojennej zawierusze każdemu było dobrze "przytulić się" do drugiego człowieka.

      Usuń
    14. @ Kasia

      Debiut b. udany, cieszę się, że dałaś się skusić.;) Zapraszam ponownie.;)

      Usuń
    15. Aniu, dziękuję :) Już się cieszę na "Sejm kobiet" :)

      Usuń
    16. Aniu, pewnie masz rację, oboje pragnęli się ogrzać w swoim cieple, ale to jednak nie jest tak mocna podstawa związku, która pozwoliłaby mu przetrwać taki szok, jak wyznanie Lizy. Może Walter faktycznie stworzył sobie obraz dziecka, które podczas wojny zachowało niewinność, a tu się okazuje - esesmanka z Auschwitz i wszystko się wali.

      Usuń
    17. @ Kasia

      Mnie "Sejm kobiet" też cieszy, może być wesoło.;)

      @ ZWL
      Podejrzewam, że to mogło być ogromnym szokiem. W końcu mógł potraktować zatajenie przeszłości jako kłamstwo, więc z jednej strony być może poczuł się oszukany, z drugiej - zdruzgotany jej działalnością wojenną. Tak, w takiej sytuacji można chcieć uciec od żony: "ja nie wiem, z kim się ożeniłem!".

      Usuń
    18. Mam wrażenie, że nie tyle był zdruzgotany jej działalnością, co obawą przed zawaleniem własnej kariery. Ale może go krzywdzę.

      Usuń
    19. Mnie też chodzi to po głowie.;) I co ten Walter musiał zrobić, żeby z antykwariusza stać się znanym ekonomistą, a z czasem dyplomatą? Wyjazd do Brazylii był nagrodą czy ucieczką?

      Usuń
    20. Początkowo go brałem za uciekającego przestępcę wojennego.
      Coś mi się nie zgadza z chronologią. Podczas wojny nie mógł być dużo starszy od Lizy, skoro wstąpił na ochotnika do Wehrmachtu, czyli miał 18 lat, może ciut więcej, jeśli studiował. Antykwariat tuż po wojnie, nawet jeśli zrobił jakieś studia i karierę, to miał trochę mało czasu, skoro jest rok 1961 chyba.

      Usuń
    21. Rzeczywiście matematyka się nie zgadza. Antykwariuszem mógł być z przypadku, ale kariera dyplomaty wymaga więcej doświadczeinia i czasu.;)

      Usuń
    22. No właśnie. Aż dziwne, bo część obozowa jest bardzo spójna. Obstawiam jednak jakiś pośpiech przy opracowywaniu wersji powieściowej ze słuchowiska.

      Usuń
    23. Czy w słuchowisku dyskusje panów też są takie górnolotne?

      Usuń
    24. Bradleya w ogóle nie ma; Walter, Liza i kelner, koniec obsady. Dopiero zacząłem czytać, a już widzę liczne różnice. Sprawozdam wieczorem, bo to zaledwie 30 stron.

      Usuń
    25. Hm, może kelner będzie miał coś ważkiego do powiedzenia.;)

      Usuń
    26. Nie miał:)
      Przeczytałem. Oczywiście słuchowisko to tylko zalążek powieści, ale historia Lizy i Waltera została w nim przedstawiona dużo dosadniej i prościej, ale przez to pewne rzeczy zostały bardziej zaakcentowane. Walter jest handlowcem, Liza chyba urzędniczką, płyną w rejs turystycznie. Walter jest trochę w sobie zadufany, pełen samozadowolenia, poznał właściwych ludzi, ma szansę na karierę polityczną. Dumny z tego, że w nazizmie lawirował, nie skalał się niczym. Wiedział, że żona była w SS, ale nie wnikał w jej przeszłość. Żonę traktuje trochę jak dziecko, protekcjonalnie.
      Liza natomiast jest dużo dosadniejsza w swych wypowiedziach, nie tonuje tak swojej przeszłości, jak w powieści. Marcie pomagała, bo podobała jej się niezależność więźniarki: "Schlebialo mojej ambicji posiadanie takiego niewolnika". Liza nie kreuje się na niewinną, bywa brutalna w swych wyznaniach.
      Powieść tę dobitność rozmydliła, szczególnie przez te debaty męskie. Zyskała za to opowieść Lizy, chociaż jej postać stała się mniej jednoznaczna.

      Usuń
    27. Faktycznie akcenty rozłożone inaczej. Najciekawsza wydaje mi się kwestia "posiadania niewolnika" - Marta nie pasuje do mojego wyobrażenia o całkowicie zniewolonej osobie.
      Swoją drogą można przyjąć, że książkowy Walter też nie wnikał w przeszłość żony - to może być taktyka obronna dyktowana strachem.
      Cóż, trzeba będzie porównać powieść ze słuchowiskiem.

      Usuń
  7. Moja "Pasażerka" zaginęła w akcji (jest podobno gdzieś w Polsce, ale nie wiadomo w którym urzędzie pocztowym), ale nie tracę nadziei, że kiedyś przybędzie. Pewnie wtedy, gdy już dogłębnie omówicie wszystkie wątki i problemy:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli: "Pasażerka" nadal w podróży.;( Mam nadzieję, że nawet jeśli wróci z wojaży późno, będziesz miała jeszcze chęć ją przeczytać - myślę, że mimo pewnych zastrzeżeń warto.

      Usuń
    2. Też jestem tego zdania.

      Usuń
  8. 1. Dlaczego Liza obdarzyła Martę szczególnymi względami?
    1. Myślę, że można tylko stawiać hipotezy. Może dlatego, że miała to, czego jej (czyli Lizie) brakowało, a przecież ona,strażniczka pochodziła z tzw. grupy większościowej, może postępowanie wobec Marty jest rodzajem usprawiedliwienia samej siebie i budowania obrazu dobrej SSmanki? A może „te specjalne względy” takie, aż specjalne nie były?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, Liza dostrzegła w Marcie cechy, które sama chciałaby mieć. I może całe szczęście, że ich nie posiadała, bo niezłomna SS-manka byłaby tragedią dla kobiet w więzieniu.
      Moim zdaniem względy były szczególne - przynosiła jej czasem jedzenie, załatwiła lepszą opiekę medyczną i cenne leki. Umożliwiła też spotkanie z Tadeuszem, chciała zabrać Martę z Auschwitz. Myślę, że w kilku sytuacjach narażała się. Przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy funkcjonariuszki obozu.

      Usuń
  9. 3. W rozmowie o odpowiedzialności społeczeństw Bradley stwierdza: „Jedyny kanał, w którym może się wyrazić moja aktywność społeczna, to wybory. Potem… mogę iść spać. Ci panowie już robią, co chcą, nie pytając nikogo o zdanie.” (s. 105) Czy Liza i Walter w identyczny sposób mogą tłumaczyć się ze swojej przeszłości wojennej?
    Nie zgadzam się z Bradley’em, to próba zrzucenia z siebie odpowiedzialności. Także dzisiaj, w XXI wieku, w czasach pokoju. I podobno w czasach tzw. społeczeństwa obywatelskiego. Ale wróćmy do czasów wojny, rozumiem, jakie mechanizmy i waruni socjoekonomiczne pozwoliły Hitlerowi dojść do władzy (Trochę więcej o tym w biografii Gebbelsa), ale stwierdzenie, że jedyne co można było zrobić to pójść na wybory to hiperbola, zresztą pełno tutaj usprawiedliwień, i stereotypów.Jeśli chodzi o tłumaczenia się. Oczywiście, mogą tłumaczyć się tak samo, ale czy będzie to tłumaczenie uprawnione to zależy od tego, kto się temu tłumaczeniu przysłuchuje. Chodzi tutaj o winę. Zwróciłabym uwagę na coś innego. Nie, żeby Lizę rozgrzeszać. Ani pytać, czy my mamy prawo ważyć, kto jest bardziej winny, czy zrobienie czegoś, gdy się pozornie „nie musi” a „może” jest mniejszym złem? Czy bycie „przyzwoitym” wystarczy? I omijanie wszystkiego złego z daleka? Pełno takich zachowań i dzisiaj, w czasach pokoju, a co dopiero w czasie wojny. „Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - dzisiaj pełno takich zachowań. Cały czas zadaję sobie pytanie, mogę zrobić coś więcej niż pójść na wybory. Ostatnie demonstracje i kontr-demonstracje pokazują, że można - świata może nie zmienią, ale pokazują, że nie ma "zgody na rzeczywistość."
      Myślę, że bycie przyzwoitym to b. dobre podstawy do stworzenia zdrowego społeczeństwa. Czy nie masz jednak wrażenia, że ta postawa kojarzy się dzisiaj z frajerstwem? Wydaje mi się, że górę bierze cwaniactwo.

      Usuń
    2. Bycie przyzwoitym, to za mało, święcie wierzę w to, że można więcej, bardziej, ale może ja nie znam się na życiu.

      Usuń
    3. Zawsze można więcej i lepiej, ale obecnie trudno nawet o przyzwoitych ludzi. Uczciwych, życzliwych, pracowitych itp.

      Usuń
  10. 4. Po wysłuchaniu opowieści żony Walter mówi: „Wyznałaś mi to, wiem wszystko i postaram się do tego nie wracać. Nigdy! Żadne z nas. To jest jedyne możliwe wyjście, Lizo. Będziemy żyli tak, jakby tego nie było.” (s. 127) Czy rzeczywiście jest to jedyne możliwe rozwiązanie? Jak Waszym zdaniem potoczyły się dalsze losy Kretschmerów?
    Walter jawi mi się jako człowiek słaby na pierwszy rzut oka, który nigdy nie związałby się z Lizą, gdyby wiedział o jej przeszłości, z drugiej strony jego rozmowy z żoną mogą świadczyć o tym, że stawia dla niej samej niewygodne pytania, od których ona sama ucieka. Małżeństwo już jest skończone. Takiego zdania byłam po przeczytaniu powieści, z drugiej jednak strony, po wysłuchaniu słuchowiska myślę, że to nie jest jedyny możliwy scenariusz, odnoszę momentami wrażenie, jakoby Walter upajał się w specyficzny dla siebie sposób, władzą jaką posiada nad żoną, znając jej tajemnicę. Czy przyjdzie mu tak łatwo z tego zrezygnować, do czasu, gdy współżycie z nią nie zagrozi jego interesom i dobremu imieniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeszłość żony z pewnością stała się niewygodna dla Waltera. Wg mnie wszystko zależy od Marty - jeśli nie wyjawi tajemnicy Lizy, być może państwo Kretschmerowie będą nadal razem, choćby na pokaz.
      Mnie zaskakuje, że Walter tak łatwo dystansuje się od przeszłości Marty - sam w końcu walczył na froncie, ba! sam się zgłosił do wojska. Niby chciał uniknąć mniejszego zła, ale jakoś mu do końca nie wierzę.

      Usuń
    2. Dla mnie z kolei nie jest to zaskoczeniem, także i ja mu nie wierzę, Polecam "Adresat nieznany" takanowelka...

      Usuń
    3. W poprzednim komentarzu chodziło mi o dystansowanie się Waltera od przeszłości żony, ale widzę, że wszystko jasne.
      Jak znajdę "Adresata", to obadam, dzięki za podpowiedź.

      Usuń
  11. 5. Co wyróżnia „Pasażerkę” spośród innych książek z nurtu literatury obozowej? Jakie są mocne i słabe strony tej powieści?
    I tutaj nasuwają mi się bardziej pytania niż odpowiedzi. Czy istnieje bardziej lub mniej, świadomie, lub nie, bardziej uprawniony sposób opowiadania o czasach Wojny? Przyzwyczajeni/Przyzwyczajone (być może) jesteśmy do bohatersko- cierpiętniczego portretu Polski, spływającej krwią niewinnych ofiar, być może jest tak, że te narracje są wpisane w czas, w poczucie straty, opowiadania o niej, bardziej ciekawić będzie mnie narracja za 20, 40 lat o tych czasach. O mocnych i słabych str. Muszę jeszcze pomyśleć. Nieco przypomina mi książkę „Adresat nieznany przyznam, że jestem trochę skonsternowana…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie pozytywnie zaskoczył brak martyrologii i brutalnych scen, bo do tego jednak książki i filmy z nurtu obozowego mnie przyzwyczaiły.
      Książka jest niezła, ale pozostawiła we mnie pewien niedosyt. Też muszę się zastanowić, skąd się on bierze.;)

      Usuń
    2. O właśnie! Mam tak samo, i także nie wiem, skąd ów niedosyt się bierze...

      Usuń
  12. 1.
    Na początku była to sympatia, potem walka o wpływy, złość, że Marta nie okazuje wdzięczności, że solidaryzuje się z innymi więźniarkami, a nie z nią. Chciała upokorzyć Martę, złamać. Czuła też zazdrość, bo Marta - w przeciwieństwie do niej - była mocno kochana przez mężczyznę. Zdawała sobie sprawę z tego, że jej nikt tak nie kocha, że żaden mężczyzna nie patrzy na nią z taką miłością jak Tadeusz na Martę. "Kobieta, na którą nikt nie patrzył w ten sposób, jest upośledzona przez życie" - to słowa Lizy.
    Na początku pomagała więc Marcie z sympatii, potem znęcała się nas nią psychicznie.

    2.
    Marta to postać dosyć tajemnicza. Niewiele o niej wiemy. Ciekawa jestem, dlaczego Marta postanowiła nie ujawniać prawdy o przeszłości Lizy. Czy dlatego, że nie chciała wracać do przeszłości i uczestniczyć w przesłuchaniach?

    4.
    Najlepiej byłoby, gdyby przeszłość Lizy została ujawniona i gdyby ta "dobra" esesmanka stanęła przed sądem. Ale raczej do tego nie dojdzie. Odniosłam wrażenie, że Marta będzie milczała.
    Myślę, że Walter opuści Lizę ze stachu, że prawda o jej przeszłości wyjdzie kiedyś na jaw. Te słowa, które zostały przytoczone w pytaniu czwartym, Walter powiedział do żony wtedy, kiedy sądził, że pasażerka jest Angielką. Kiedy tylko okazało się, że to jednak Polka i że ma walizki podpisane imieniem Marta, znowu zaczął odsuwać się od żony. Walter to typ, dla którego ważne jest to, co ludzie o nim pomyślą. Mam wrażenie, że gdyby kazano mu objąć posadę w obozie, zrobiłby to. Tłumaczyłby się potem podobnie jak Liza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Poruszyłaś ciekawą kwestię - zaskoczyła i nawet ubawiła mnie reakcja Lizy na statku, kiedy chciała podejść do Marty i żądać podziękowań za uratowanie życia.
      Na pewno można uznać, że (jeszcze w obozie) Liza chciała się odegrać na Marcie, także za własne niepowodzenia. Na pewno była też zła z powodu braku wdzięczności - to takie ludzkie.;(

      2 i 4. Ale czy mamy pewność, że Marta nie ujawni przeszłości Lizy? Nie wiadomo, co zrobiła po zejściu na ląd, chociaż podobnie jak Ty myślę, że będzie milczeć. I to może być większą karą dla Lizy niż postawienie jej przed sądem - będzie poniekąd trzymana w szachu.
      Masz rację, Walter zmienił zachowanie po sprawdzeniu walizki. Ale nie dziwię mu się - międzynarodowy skandal to nic przyjemnego.;(


      Usuń
    2. Mnie też zaskoczyła i ubawiła scena, podczas której Liza chciała podejść do Marty i zażądać podziękowań. Przez wiele lat bała się, że spotka kogoś, kto rozpozna w niej esesmankę, a kiedy doszło do takiej sytuacji, szybko wmówiła w siebie, że nie powinna zostać ukarana, tylko nagrodzona :)
      Zofia Posmysz bardzo ciekawie i przekonująco ukazała jej przemianę wewnętrzną.
      Nie mamy pewności, że Marta nie zdradzi przeszłości Lizy, jednak podczas czytania miałam silne wrażenie, że wybierze milczenie. Zresztą bardzo wielu byłych więźniów nie chciało wracać do przeszłości i zeznawać.

      Usuń
    3. A nie wydawało się wam, że - jeśli kobieta na statku była Martą - to zrobiła całkiem sporo, żeby się na Lizie odegrać? Te spojrzenia, nagłe pojawianie się, próby zbliżenia - na pewno wiedziała, w jaki popłoch może to wpędzić Lizę. Udało jej się wprawić Lizę w nerwowy dygot, o odebraniu jej trwałego spokoju i męża, nie wspominając.

      Usuń
    4. To spotkanie na statku na pewno i Martę wpędziło w przerażenie.
      Nerwowy dygot i odejście męża to niewielka kara. A spokoju Liza nie czuła od wielu lat, wciąż obawiała się, że pojawi się jakiś duch z przeszłości i rozpozna ją. Często jest tak, że czekanie na jakieś wydarzenie jest gorsze niż samo wydarzenie.
      Paradoksalnie właśnie spotykając Martę odnalazła spokój, przekonała się, że nic gorszego już nie może ją spotkać. „Jest wolnym ten, kto nie ma nic do stracenia" - takie słowa padają w książce. A Liza już nie ma nic do stracenia.

      Usuń
    5. Za mało wiemy o Marcie, żeby uważać, że była przerażona. Sobie nie miała nic do zarzucenia, natomiast mogła mieć świadomość, że dysponuje wiedzą, którą może zniszczyć życie Lizy (Walter przecież boi się piętrowego skandalu!).
      Owszem, czekanie było straszne, ale nie uważam, żeby spotkanie z Martą uspokoiło Lizę, może o tyle, że musiała zająć się walącym się małżeństwem. Liza naprawdę miała dużo do stracenia.

      Usuń
    6. @ ZWL

      Tego rodzaju odgrywanie się nie pasuje mi do Marty, ona byłaby ponad to. Obawiam się, że wojenne wspomnienia mogły w niej samej wywołać nerwowy dygot. Do tego jeszcze epizod z rzucającym się psem...

      @ koczowniczka

      Coś w tym jest, co piszesz. Zbrodniarze, przestępcy często męczą się z powodu popełnionych czynów, a ujawnienie przynosi ulgę. Myślę, że mogło tak być i w przypadku Lizy - niepewność jest czasem gorsza od kary.

      Usuń
    7. Posągowa Marta na pewno byłaby ponad to. Czyli co? Nie perwersyjne karanie Lizy, tylko próby zbliżenia do niej? Wyjaśnienia przeszłości? Usłyszenia jakichś wyjaśnień? Bez względu na zamiar Marty udało jej się Lizę ukarać.

      Usuń
    8. A może Marta zbliżała się do Lizy po to, by się przekonać, czy to na pewno ona? Przecież od wydarzeń w obozie minęło kilkanaście lat, Liza się postarzała, zmieniła.

      Usuń
    9. Może starała się wytrwać do najbliższego portu? W sumie tu nie było nic do wyjaśniania - Liza była dla niej przedstawicielką wroga/oprawcy, nic poza tym.

      Liza sama się ukarała.;)

      Usuń
    10. Koczowniczko: ale co by jej to dało? Mogłaby podejść i powiedzieć "Guten tag, Frau Aufseherin", jak bała się Liza? Przecież raczej powinna unikać Lizy, tak na wszelki wypadek.
      Aniu: myślę, że o kilka rzeczy mogłaby zapytać.

      Usuń
    11. Jedyne pytanie, jakie przychodzi mi do głowy, dotyczy Tadeusza, ale wiąże się z tym, że nie mam pewności co do okoliczności jego śmierci. Twoim zdaniem o co mogłaby zapytać? "Co u pani słychać, Frau Aufseherin?" Ja bym tak zapytała.;(

      Usuń
    12. Ofiara boi się prześladowcy, nawet kiedy prześladowca już jej nie zagraża. Po prostu Marta miałaby pewność, że Niemka ze statku to Liza. Może zastanawiała się, czy kontynuować rejs, czy uciekać ze statku? Oczywiście to tylko takie gdybanie; za mało wiemy o Marcie.

      Usuń
    13. Aniu: Moim zdaniem mogłaby zapytać o dużo więcej rzeczy. Dlaczego ja? Dlaczego pani tam była? Dlaczego Tadeusz, dlaczego róże, dlaczego regulamin znaczył dla pani więcej niż ludzie...
      Koczowniczko: najwyraźniej, o ile to była Marta, obie panie miały zaplanowaną podobną ucieczkę. Masz rację, też bym uciekł ze statku, przecież to miałyby być tygodnie rejsu, nie do wytrzymania.

      Usuń
    14. Właśnie, ja też bym uciekła. Taka wspólna podróż stałaby się męczarnią nie do wytrzymania.

      Usuń
    15. @ ZWL

      Ja raczej taką osobę omijałabym (z podniesioną głową;)) jak zadżumioną, może rzuciłabym pod nosem jakiś epitet.;( Może wg Marty Liza nie zrobiła dla niej w obozie nic nadzwyczajnego? Może była taką samą zbrodniarką jak inne strażniczki?

      Usuń
    16. Epitet pod nosem? Jakoś sobie nie wyobrażam Marty w takim scenariuszu, raczej nie brakowało jej odwagi, więc mogłaby doprowadzić do konfrontacji, nawet publicznej.
      I tu nam się objawia brak wiedzy o Marcie, możemy sobie tak gdybać. Wydaje mi się jednak, że Marta była doskonale świadoma, jak na tle innych funkcjonariuszek wygląda Liza; każdy ludzki odruch był cenny, choćby dyktowały go niskie pobudki, jak u Lizy, więc raczej nie traktowałaby jej jak zbrodniarki. Ten problem stosunków wiezień-strażnik jest rozwinięty w Wakacjach nad Adriatykiem, Kasia Sawicka o tym pisała - rzecz dużo bardziej skomplikowana niż układ zbrodniarz-ofiara.

      Usuń
    17. Czytając "Pasażerkę" nie odniosłam wrażenia, że Marta doceniała odruchy Lizy. Zauważyłam za to, że wykorzystywała słabość strażniczki i pozwalała sobie na dość zuchwałe jak na tamte warunki zachowania (nie oceniam tego, tylko stwierdzam fakty).

      Usuń
    18. Może Marta wiedziała, że te odruchy nie są szczere, może bała się popaść w jakąś emocjonalną wieź, może... I znowu rozbijamy się o brak danych.

      Usuń
    19. Niestety. Być może chodzi o to, że bardziej powinna interesować nas Liza?

      Usuń
    20. Na pewno:) I tylko mamy jakąś taką zupełnie niepotrzebną skłonność do drążenia na boki:P

      Usuń
    21. Przynajmniej dyskusja nie jest sztywna.;)

      Usuń
    22. Oczywista:) Już się cieszę na te boki, w które zweksluje dyskusja o Arystofanesie :P

      Usuń
    23. Myślisz? Może się okazać, że będziemy jednogłośni.;)

      Usuń
    24. Ale temat taki, że łatwo na d. Maryni zejść:) Liczę jednak, że może ktoś się zgorszy albo oburzy tematem.

      Usuń
    25. Dzisiaj trudno o zgorszenie, nawet kudłaczem.;)

      Usuń
    26. Masz rację, tekstu jeszcze nie przeczytałam, a obiecywałeś skatologiczne wątki - może sama się zgorszę.;)

      Usuń
    27. A no widzisz. Nie wykluczam, że i ja się zgorszę :P

      Usuń
    28. To byłoby wielce interesujące.;)

      Usuń
    29. Najwyżej wzorem Szwedów będziemy urażeni.;)

      Usuń
    30. Żeby jeszcze u nas dawali na to zwolnienie :)

      Usuń
    31. Cóż, sami się na ten "Sejm kobiet" zgłosiliśmy.;)

      Usuń
    32. Ale to nam chyba nie odbiera prawa, by się poczuć urażonymi?

      Usuń
    33. Jasne.;)
      Gdyby Arystofanes wiedział, ze jego utwór poruszy czytelników po tysiącach lat, chyba doznałby pomieszania zmysłów.;)

      Usuń
    34. E tam. Na pewno by się ucieszył. A wczoraj się doczytałem, że A. był jednym z prekursorów fantastyki:))

      Usuń
    35. Tak, tak - to z tej radości doznałby pomieszania zmysłów.;) Prekursor fantastyki? No, no. Może i genderu?:)

      Usuń
    36. Ponoć Ptaki i Chmury to czysta fantastyka. Gender by mu się raczej w głowie nie pomieścił:P

      Usuń
    37. Na pewno by mu się nie pomieścił.;)

      Usuń
  13. 5.
    "Pasażerka" to na pewno książka ciekawa, inna od typowych książek o obozach. Wyróżnia się tym, że przedstawia obóz z perspektywy Niemki. Po przeczytaniu tej książki nie jest łatwo wydać wyrok na esesmankę. Liza jawi się jako osoba zaplątana w trybiki historii. Gdyby nie wojna, byłaby porządną kobietą.

    Niestety, książka nie jest pozbawiona wad. Całkowicie zgadzam się z tym, co napisaliście powyżej - że rozmowy Waltera i Bradleya brzmią sztucznie, i że w książce są nieścisłości. Oto jedna z nich:

    Pewnego dnia w obozie "ober" mówi do Lizy: "Będziesz mogła zafundować sobie bebi. Małżeństwo powinno mieć dzieci, Annie. Twój mąż dostaje przecież urlopy z frontu". O jakiego męża mogło tu chodzić? Przecież z treści książki wynika, że Liza poślubiła Waltera kilka lat po ukończeniu wojny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liza miała wcześniej męża, z powodu jakiegoś "wypadku" nie mogli mieć dzieci. Małżeństwo chyba nie było szczęśliwe, dlatego za bardzo nie rozpaczała z powodu jego wyjazdu na front.

      Usuń
  14. 1. Przeczytałam książkę, przeczytałam dyskusję i wywiad, do którego link podała Ania; trochę ochłonęłam, nabrałam dystansu. I nadal trudno mi znaleźć okoliczności łagodzące dla Lisy. Nie jestem pewna, czy rzeczywiście Lisa żywiła jakieś pozytywne uczucia względem Marty - pasuje mi tu przytoczone przez ZWL zdanie ze słuchowiska, które w powieści nie padło: "Schlebialo mojej ambicji posiadanie takiego niewolnika". Od początku traktuje Martę jako osobę stojącą niżej od niej, za każdy gest domaga się podziękowań, wdzięczności - już samo to dobitnie świadczy, że uważa Martę za kogoś gorszego. Ponadto Lisa podkreśla, że nigdy nie uderzyła żadnej więźniarki - ale napisała raport na jedną z nich, zabrała Marcie róże, nie dotrzymała słowa, że zachowa w tajemnicy wizytę Tadeusza u chorej Marty. Wcale nie musiała uciekać się do przemocy fizycznej, jej okrucieństwo i pogarda dla więźniarek były chyba bardziej dotkliwe. W powieści aufseherin Annelise Franz wyróżnia tylko jedną z kobiet osadzonych w kacecie; gdyby rzeczywiście chciała zachować człowieczeństwo, tak jak mówi o tym na początku, chyba odnosiłaby się w ludzki sposób do większej liczby więźniarek, a nie tylko do jednej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, Liza uważa więźniarki za coś gorszego. W zasadzie stanowią dla niej "zadanie do wykonania", nie ma wobec nich ludzkich odruchów, można nawet powiedzieć, że z wyjątkiem Marty los innych kobiet jest jej całkowicie obojętny. Tak jakby to po niej całkowicie spływało - zastanawiam się, czy to było w ogóle możliwe. Przecież te krzyki, płacz, zwłoki musiały wywoływać jakieś reakcje.
      Przy tym wszystkim Liza wydaje mi się teraz b. egoistyczna, skupiona głównie na swoim dobrym samopoczuciu. Moim zdaniem usprawiedliwia ją tylko młody wiek - dała się zwieść nazistowskiej propagandzie i wsiąkła.

      Usuń
    2. Trafna uwaga. Gdyby Liza chciała zachować człowieczeństwo, pomagałaby większej liczbie więźniarek, a nie tylko tej jednej. Też odniosłam wrażenie, że po niej wszystko spływało. Gdyby Liza była dobra i łagodna dla więźniarek, inne Niemki nie szanowałyby jej. A ona cieszyła się wśród Niemek szacunkiem.

      Usuń
    3. Funkcjonariusze zwykle zapijali swoją pracę, wręcz dostawali dodatkowe przydziały np. po selekcjach. Liza wydaje się być impregnowana na okoliczności przez swoją, przynajmniej początkową, wiarę w regulamin i to, co jej mówią przełożeni. Jak się orientuje w rzeczywistości, to już za późno na uniki, zostaje przecież nawet zmuszona do udziału w selekcji, bo wszyscy mają być jednakowo winni, jak mówi przełożona.

      Usuń
  15. 2. Marta z całą pewnością nie jest postacią papierową - w książce jest wiele sygnałów, ile musiało ją kosztować zachowanie godności w tak nieludzkich warunkach. Trudno mówić też o pełnowymiarowości, skoro widzimy ją tylko oczami Lisy; jej obraz jest niepełny. Między innymi dlatego mam niedosyt po tej lekturze - mam wrażenie, że ta historia nie jest do końca dopracowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój niedosyt wynika z tego samego powodu. Postać Marty jest wg mnie zbyt mało zróżnicowana, wciąż widzę ją jako kobietę ze spiżu.;( Ale niewykluczone, że takie osoby istniały.

      Usuń