wtorek, 19 listopada 2013

Podróż do korzeni

Miasteczko Lotus w stanie Georgia nie ma w sobie nic pięknego - jest podłą dziurą, z której młodzi uciekają przy pierwszej lepszej okazji. Dla Franka był nią wyjazd na wojnę w Korei, dla jego siostry Cee – małżeństwo z mężczyzną z wielkiego miasta. Obojgu przyszło jednak wrócić w rodzinne strony. Znienawidzone miejsce okazało się po latach przystanią, w której można wylizać rany i nabrać sił. Wbrew pozorom osada miała jednak w sobie coś z kwiatu lotosu (lotus – ang. lotos) – głęboko ukryte, silne korzenie.


Toni Morrison mówi w „Domu” nie tylko o przywiązaniu do miejsca i więzach rodzinnych. Na zaledwie 144 stronach potrafiła opowiedzieć również o wchodzeniu w wiek męski oraz odkupieniu winy. Jakby mimochodem kontrastuje siłę kobiet z siłą mężczyzn, nowoczesność z tradycją, a miasto z prowincją. Najciekawszy jest jednak sposób, w jaki pisze o dyskryminacji rasowej – ani razu nie określa koloru skóry bohaterów, a mimo to czytelnik nie ma wątpliwości, czy pisze o białych, czy o czarnych. Doprawdy niesamowite.

„Dom” przyjemnie zaskoczył mnie również swoją prostą formą – zwięzły styl autorki ograniczył fabułę do minimum, dając w efekcie kameralną historię w kilkunastu odsłonach. Historię czarnoskórego Odysa, albo jak kto woli – syna marnotrawnego. Lubię takie małe cacka; a Morrison można tylko pogratulować formy - książkę napisała mając 81 lat.

_____________________________________________________________

Toni Morrison „Dom”, tłum. Jolanta Kozak, Świat Książki, Warszawa 2013
_____________________________________________________________

26 komentarzy:

  1. Twoja recenzja brzmi baaardzo zachęcająco. Sięgnę po tą książkę na pewno, jeśli wpadnie mi w ręce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, naprawdę warto. Aż mi się zachciało wrócić do wcześniejszych książek Morrison.

      Usuń
  2. aż wstyd przyznać, ale Toni Morrison jeszcze wcale nie czytałam - i to nie ze strachu, że się nie będzie podobać, ale chyba raczej w obawie, że spodoba się bardzo, i wtedy co? kolejna autorka do ciagle wydłużającej się listy ulubionych? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się podobać, oj może.;) Trochę się obawiałam, że pisze tak gęsto jak w "Umiłowanej", ale widzę, że na szczęście nie. To jest czwarta książka jej autorstwa, jaką czytam, i bardzo chcę przeczytać resztę. Czyli podoba się.;)

      Usuń
  3. Znam tylko "Umiłowaną" i kontrast pomiędzy tamtą powieścią, a tu jak mówisz skondensowaną historią jest nawet duży. Aż mnie zaintrygowałaś :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontrast jest duży, przede wszystkim w warstwie językowej. Warto obie książki porównać, zachęcam.

      Usuń
  4. U kogoś czytałem zachwyty nad Morrison i nabrałem ochoty, Można zacząć od "Domu", czy raczej coś innego na początek polecasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem "Dom" będzie b. dobrym początkiem znajomości. Zastanawiałam się nawet, czy nie nadawałaby się na lekturę klubową, ale jest chyba za mało kontrowersyjna.;(

      Usuń
    2. Dzięki. Lektura klubowa musi mieć moc:)

      Usuń
    3. Naturalnie. W przypadku "Domu" moglibyśmy jedynie uznać, że to dobra książka.

      Usuń
    4. No to faktycznie byłoby słabo:) Najfajniej, jak można się pokłócić, czy gniot, czy nie gniot :P

      Usuń
    5. Zdecydowanie tak.;) Albo jeśli bohater jest irytujący.;)

      Usuń
    6. I ma paranoję na punkcie żony :P

      Usuń
    7. Albo jest kontrowersyjną nauczycielką.;)

      Usuń
  5. Nie czytałam jeszcze nic pióra Toni Morrison, na pewno chciałabym spróbować, ale zdecydowałabym się na początek na "Umiłowaną", a potem ewentualnie coś z późniejszej twórczości - np. tak zwięźle i przekonująco opisany przez Ciebie "Dom".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że każdy wybór jest dobry. "Umiłowaną" czytało mi się nieco żmudnie, ale nie wszyscy muszą mieć ten sam problem, prawda?:) Tak czy owak, lektura była w pełni satysfakcjonująca - potwierdza regułę, że dobra książka wymaga czasem wysiłku.;)

      Usuń
  6. Czytałam "Miłość" i "Umiłowaną", obydwie powieści wspominam jako trudne w odbiorze, ale nie ze względu na wysoką literacką poprzeczkę, bo to nie jest szczególnie wymagająca proza, tylko silne emocje, jakie we mnie wywołały. Obydwie historie są takie, że długo nie można się po nich otrząsnąć. Z Twojej recenzji wynika, że "Dom" jest bardziej wyciszony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dom" jest bardziej wyciszony, choć bez dawki przykrych zdarzeń nie obeszło się. Tu widać jednak kunszt autorki, która nie epatuje okrucieństwem, ale na różne sposoby daje czytelnikowi do zrozumienia, że coś okropnego się wydarzyło.
      Dla mnie "Umiłowana" była trudna w odbiorze, może czytałam ją w trudnym okresie.;( Niemniej b. mi się podobała i uważam ją za najlepszą książkę Morrison - przynajmniej z tych, które znam.

      Usuń
    2. Mimo prawie bliźniących tytułów "Miłość" i "Umiłowana" są dość różne, ale łączy je na pewno poruszanie się w trudnych i bolesnych rejestrach. Dla czytelnika, który nie jest na coś takiego przygotowany, to może być wstrząs. Po "Ukochanej" czułam się po prostu przenicowana i przez parę tygodni nie mogłam się pozbierać. "Miłość" działa podobnie.

      Usuń
    3. Może w takim razie "Umiłowana" nieco mnie impregnowała, bo "Miłość" wspominam dobrze. Tak czy inaczej, sięgając po dowolną książkę Morrison, można raczej za każdym razem spodziewać się bolesnych tematów.

      Usuń
  7. Pierwszą książkę pani Morrison przeczytałam z 10 lat temu. Pamiętam, że w Wysokich Obcasach ukazała się recenzja Raju, który wyszedł wtedy w Polsce. Recenzja była tak przekonywująca, że postanowiłam od razu sprawdzić co to za autorka. W bibliotekach Raju jeszcze nie było więc zaczęłam od Jazzu, potem była Pieśń Salomonowa (ponoć ulubiona książka Baracka Obamy), potem The Bluest Eye. Wszystkie były zachwycające i to ostatnie zdanie z Jazzu!
    Lata później przeczytałam Umiłowaną, która jakoś do mnie nie trafiła. Nie wiem czy to ja się zmieniłam czy to tylko ta jedna powieść mnie nie przekonała. Będę musiała sięgnąć po Dom i inne pozycje Toni Morrison żeby to zweryfikować. Co ciekawe Raju ciągle nie przeczytałam. Podsumowując, Toni Morrison warto czytać. Wg mnie to wielka pisarka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Raj" zaczynałam kilka razy czytać (w oryginale) i kończyłam lekturę po kilkunastu stronach.;( Przeczytany początek podobał mi się, ale chyba nie trafił w mój czas. Trzeba będzie do niego wrócić.
      Aż zajrzałam do "Jazzu" - powiedziałabym, że cały ostatni akapit jest niezły.;)
      Zgadzam się, że Toni Morrison warto czytać, nie tylko ze względu na Nobla. To pisarka, która może nie pisze dużo, ale nie publikuje byle czego. Z tego samego kręgu podoba mi się też Alice Walker (zwłaszcza "Possessing the secret of joy") - u nas znana chyba tylko z jednej książki. Szkoda.

      Usuń
    2. Masz rację, cały akapit jest piękny. Amerykańska literatura rzadko mnie nęci, ale ostatnio dużo dobrego słyszałam o Cynthi Ozick. Alice Walker sprawdziłam i wygląda na to, że w PL wyszedł tylko Kolor Purpury. Ale będę miała oczy szeroko otwarte, może coś nowego się ukaże.

      Usuń
    3. O tak, ja też dużo dobrego czytałam o C. Ozick - ciekawi mnie szczególnie 'The Messiah of Stockholm', bo nawiązuje do Brunona Schulza.;)

      Usuń
  8. Zacznę od "Miłości", gdyż ją mam, a później spróbuję czytać jej inne książki.

    OdpowiedzUsuń