Każde
europejskie miasto z aspiracjami może się poszczycić przynajmniej jednym eleganckim
bistro, w którym warto się pokazać, i pracujesz właśnie w tego typu miejscu. To
tutaj, w restauracji Essaouira (właścicielka dobrze udaje akcent i kładzie
nacisk na fuzję francuskich przepisów
ze śródziemnomorskimi składnikami), nauczyłaś się kuchni, której dania teraz serwujesz.
Tutaj też postanowiłaś zatrzasnąć drzwi przed smakami z poprzedniego życia. Nie
ocaliłabyś nawet pół wspomnienia, gdybyś za pomocą kilku elektrowstrząsów mogła
wyczyścić sobie pamięć, ale zachowujesz te myśli dla siebie, przygotowując
mleko do pain perdu. Tego całego pain perdu na wszelki wypadek też nie
tykasz. Od jedzenia pewnych rzeczy mogłabyś postradać zmysły.
Starłaś
skórkę z cytryny i pomarańczy, by dodać ją do mleka z miodem, stojącego już na
gazie. Dodałabyś cynamonu, gdyby nie trzeba było go wąchać. Poczekasz, aż mleko
wystygnie, by namoczyć w nim chleb — z każdą kromką obejdziesz się tak, jak z pierwszą. Ten chleb
to także wynik twojego wysiłku — owoc cierpliwości i czasu poświęconego
zakwasowi. Podarował ci go dawny kolega niedługo po twoim przyjeździe — miałaś
go strzec jak żywego dziedzictwa. Nie pracowałaś wcześniej z zakwasem i dbałaś
o niego, jakby chodziło o jakąś dziwną roślinę. Cierpliwie go dokarmiałaś i
rozmawiałaś z nim, prowadząc dialogi wewnętrzne, oczarowana zdolnością tej żyjącej
istoty do wywoływania cichych rewolucji w absolutnych ciemnościach.
Marta Carnicero Hernanz, Matrioszki; przeł. Marta Pawłowska, Biuro Literackie 2025 s. 12
Pain
perdu znany jest w Polsce jako francuskie tosty. Nazwa
oznacza stracony chleb i do wykonania tego przysmaku najlepiej wykorzystać
podeschnięte pieczywo. Bodaj najprostszy sposób wykonania (czyli bez skórki z
cytryny i pomarańczy) jest następujący:
Składniki na 2 porcje:
4 grube kromki chałki, ciasta drożdżowego lub chleba tostowego
Sposób przygotowania:
W misce roztrzepać jajka, dodać mleko, cukier i cynamon. Dokładnie wymieszać.
Kromki chleba maczać w przygotowanej masie, im bardziej czerstwy, tym dłużej należy go nasączać.
Na patelni rozgrzać tłuszcz, kromki pieczywa smażyć z obu stron na złoty kolor.
Jako dodatek można wykorzystać dżemy lub sezonowe
owoce.

Smażony chleb, i to jeszcze z cukrem... Niestety mam ochoty próbować tego „przysmaku”. :)
OdpowiedzUsuńNigdy nie jadłam właśnie ze względu na ilość cukru i tłuszczu .;( Za to fragment bardzo dobry, wielce mówiący.
UsuńJeszcze pamiętam czasy, kiedy jako dziecko jadało się chleb posypany cukrem- pyszota, jak mawiał Piotruś z Kogla mogla. Dziś bym nie zjadła. O ile jeszcze smażony chlebek w postaci grzanek od czasu do czasu chętnie, to już z cukrem nie. Ale, jak mawiają, nigdy nie móc nigdy, może nie będzie nic innego do jedzenia i skuszę się na taki "frykas":)
OdpowiedzUsuńChleb z cukrem też jadałam w dzieciństwie, owszem. Obowiązkowo z masłem.;) Natomiast smażony - tylko z solą, do dziś uwielbiam.
UsuńNie wiem czy mówi do niego, ale o swoim zakwasie kolega z pracy może mówić dość długo. Tosty w takiej postaci, już nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuńZakwas to temat rzeka, pewnie wiele historii z nim się wiąże, w literaturze też się je spotyka.
UsuńTosty i nie dla mnie, ale z serem namiętnie jadam, niestety.;(