W kotlinie wisiała ciepła cisza, podbijana od spoda kijankami: dwie baby klepały przy brzegu szmaty - moczyły, wykręcały, coś pośpiewywały, podkasane spódnice odsłaniały kolana białe, nie opalone. Płynąc cicho po drugiej stronie, pod nawisami leszczyn, przyglądałem się wioszczynie. Widok przypominał dziewiętnastowieczne landszafty. Georginie i malwy płonęły w ogródkach na tle bielonych ścian. Ściany te przykryte były strzechami jak czapami, za dużymi, czarnymi. Pod strzechami kłębiły się korony starych klonów z bocianimi gniazdami. Obrazu dopełniały jabłonki, pokropkowane dojrzałymi owocami... Bosa babina w długiej spódnicy pędziła ze skarpy ku rzece stadko czerwonodziobych gęsi. Oczy skoczyły ku znajomej chacie... ta przedostatnia... rety, jaka maleńka! Mech pokrywał strzechę zielonym pluszem, bielony dymnik sterczał jak purchawka...
Pytania do dyskusji:
1. Marian Grzyb to naprawiacz czy niszczyciel świata?
2. Czy stereotypy dot. polskiej wsi przedstawione w „Awansie” zdezaktualizowały się od czasu powstania książki?
3. W finale Malwina mówi o wczasowiczach: Udają, że nie wiedzą, że my udajemy… Czy podejście współczesnych "miastowych" do mieszkańców wsi i kultury wiejskiej zmieniło się?
4. Jakie dramaty kryją się pod komediową otoczką „Awansu”?
5. Czy "Awans" uważacie za książkę ważną dla literatury polskiej? Dlaczego?
6. Miejsce na Wasze pytania
Zapraszam do rozmowy.



