piątek, 18 października 2013

Klub Czytelniczy (odc. 34) - Awans

W kotlinie wisiała ciepła cisza, podbijana od spoda kijankami: dwie baby klepały przy brzegu szmaty - moczyły, wykręcały, coś pośpiewywały, podkasane spódnice odsłaniały kolana białe, nie opalone. Płynąc cicho po drugiej stronie, pod nawisami leszczyn, przyglądałem się wioszczynie. Widok przypominał dziewiętnastowieczne landszafty. Georginie i malwy płonęły w ogródkach na tle bielonych ścian. Ściany te przykryte były strzechami jak czapami, za dużymi, czarnymi. Pod strzechami kłębiły się korony starych klonów z bocianimi gniazdami. Obrazu dopełniały jabłonki, pokropkowane dojrzałymi owocami... Bosa babina w długiej spódnicy pędziła ze skarpy ku rzece stadko czerwonodziobych gęsi. Oczy skoczyły ku znajomej chacie... ta przedostatnia... rety, jaka maleńka! Mech pokrywał strzechę zielonym pluszem, bielony dymnik sterczał jak purchawka...


Pytania do dyskusji:

1. Marian Grzyb to naprawiacz czy niszczyciel świata?

2. Czy stereotypy dot. polskiej wsi przedstawione w „Awansie” zdezaktualizowały się od czasu powstania książki?

3. W finale Malwina mówi o wczasowiczach: Udają, że nie wiedzą, że my udajemy… Czy podejście współczesnych "miastowych" do mieszkańców wsi i kultury wiejskiej zmieniło się?

4. Jakie dramaty kryją się pod komediową otoczką „Awansu”?

5. Czy "Awans" uważacie za książkę ważną dla literatury polskiej? Dlaczego?

6. Miejsce na Wasze pytania


Zapraszam do rozmowy.


wtorek, 15 października 2013

Kawiarnianym szlakiem

„Warszawskie kawiarnie literackie” to książka, z którą nadzwyczaj przyjemnie się obcuje. Jest bardzo starannie wydana, fachowo opracowana, a ze względu na tematykę szczególnie interesująca. Dokonując przeglądu kilkunastu wybranych lokali z blisko stuletniego okresu, autor sprezentował czytelnikowi prawdziwą podróż w czasie i przestrzeni, dla wielbicieli literatury - rzecz nie do przecenienia.


Andrzej Z. Makowiecki rozpoczyna opowieść od „antenatek romantycznych i styczniowych”, zahacza o krakowski „Paon”, a kończy na kawiarni „Czytelnika”. Najciekawsze wydają się lokale z okresu międzywojnia (Picador, Kresy, Ziemiańska, IPS, SiM oraz Zodiak) – bodaj ze wszystkich najprężniej działające i odwiedzane przez wiele znakomitości. Idealnie wpisywały się w definicję kawiarni literackich jako ogólnodostępnych miejsc rozrywki, w których rozpowszechniano nowinki ze świata artystycznego, lansowano poglądy i mody, wydawano czasopisma literackie, a niekiedy organizowano mniej lub bardziej spontaniczne wystąpienia. Warto podkreślić, że w literatura nie istniała jako samodzielny byt, ale przenikała się z innymi dziedzinami sztuki oraz z polityką.

Wnętrze kawiarni „Ziemiańska", Józef Rapacki (1926)

„Warszawskie kawiarnie literackie” dowodzą, że można stworzyć rzetelną i przystępną książkę na atrakcyjny temat, nie wspominając o romansach czy skandalach. Autor konsekwentnie unika powtarzania znanych już z innych publikacji anegdot, a jednak udaje mu się uchwycić ducha epoki i poszczególnych miejsc. W zamian przytacza reporterskie wręcz wspomnienia bywalców i cytuje rozmaite dokumenty. W moim odczuciu to książka bardzo dobra, jedyne, czego mogłabym sobie życzyć, to więcej zdjęć.

P.S. Pod koniec lektury nasuwa się pytanie, czy kawiarnie literackie rzeczywiście bezpowrotnie zniknęły z krajobrazu metropolii. Makowiecki twierdzi, że tak, a za przyczyny tego zaniku uznaje obniżenie rangi literatury, malejące zainteresowanie ze strony publiczności oraz zmiany (także techniczne) w komunikacji literackiej. Smutne, ale prawdziwe.

___________________________________________________________________

Andrzej Z. Makowiecki "Warszawskie kawiarnie literackie" Iskry, Warszawa 2013
___________________________________________________________________


czwartek, 10 października 2013

Listopadowe spotkanie Klubu Czytelniczego

Lekturą listopada będzie „Pasażerka” Zofii Posmysz czyli książka o zagładzie napisana z punktu widzenia oprawców. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że autorka była więźniarką obozów koncentracyjnych w Auschwitz i Ravensbrück.

Streszczenie z okładki: Lata 60. XX wieku, rejs liniowca z Europy do Ameryki Południowej. Idylliczny nastrój podróżujących bohaterów pryska, kiedy była nadzorczyni obozu koncentracyjnego spostrzega wśród pasażerów okrętu osobę łudząco podobną do pewnej więźniarki z Auschwitz.


Ciekawa jest historia powstawania książki: najpierw, w 1959 r., powstało słuchowisko radiowe pt. „Pasażerka z kabiny 45” (reż. Jerzy Rakowiecki), w 1960 r. zrealizowano przedstawienie telewizyjne „Pasażerka” (reż. Andrzej Munk), a rok później autorka napisała nowelę filmową i - wspólnie z Andrzejem Munkiem - scenariusz filmowy. Zdjęcia do filmu przerwała śmierć reżysera, niemniej „Pasażerka”, zmontowana przez jego współpracowników, pojawiła się w kinach w 1963 r. W międzyczasie ukazała się wersja powieściowa (1962).

Książka doczekała się wielu przekładów, adaptacji teatralnych, a nawet operowych. W tym roku Zofia Posmysz obchodziła 90-te urodziny.

Zapraszam serdecznie na dyskusję. Początek w piątek 15 listopada 2013 r.

poniedziałek, 7 października 2013

Na siedemnastym kilometrze

Wydarzenie wydawało się całkiem zwyczajne. Taksówka spadła w przepaść na siedemnastym kilometrze autostrady prowadzącej na lotnisko. Dwoje pasażerów zginęło na miejscu, a ciężko ranny kierowca został przewieziony nieprzytomny do szpitala. (s. 11)


Wypadek, dochodzenie, zamknięcie sprawy. W śmierci pary Albańczyków nawet przedstawiciele rządów bałkańskich nie doszukali się niczego podejrzanego. Tylko anonimowy badacz nie jest usatysfakcjonowany wynikami śledztwa. Uporczywie studiuje zgromadzone materiały, świadkom zdarzenia i znajomym ofiar zadaje coraz bardziej zaskakujące pytania, chwyta się najmniejszych drobiazgów. Zupełnie bez powodu odtwarza ostatnie czterdzieści tygodni życia Roveny i Besforda.

Zaangażowanie badacza bliskie jest obsesji i taki był też związek łączący ofiary. Zmęczeni sobą nawzajem, przygodnymi spotkaniami i atmosferą zagrożenia nie potrafią (i po trosze nie chcą) się rozstać. W tej relacji, karmionej niedomówieniami i fałszywymi sygnałami, nie ma żadnego punktu zaczepienia, nic pewnego – w rezultacie gubią się kochankowie, gubi się dociekliwy badacz, a wraz z nimi czytelnik. Granica między prawdą a domysłami staje się tak słabo widoczna, że cała historia wydaje się snem albo projekcją chorego umysłu.

„Wypadek”, jak większość książek o obsesji, wymaga dużo cierpliwości, jednak efekt końcowy wart jest tego wysiłku. W pozornie prostej powieści Kadare pomieścił historię miłosną, obsesję i politykę, wplatając w całość mit o Orfeuszu i Eurydyce. I choć „Wypadek” trudno uznać za szczytowe osiągnięcie albańskiego pisarza, nie sposób oprzeć się niezwykłej atmosferze książki.

___________________________________________________________________

Ismail Kadare „Wypadek”, tłum. Dorota Horodyska, Świat Książki, Warszawa 213
___________________________________________________________________


czwartek, 3 października 2013

Kusi i przyciąga

Przeglądając „Howards End is on the Landing” Susan Hill, trafiłam na taki oto fragment:

Uwielbiam tytuły książek i uważam, że są ważne. Wiele powieści przepadło bez śladu, ponieważ ich tytuły były nudne i nie do zapamiętania. „Jeden z nas”. „Dwa na dwa”. „Daleko i blisko”. Wymyśliłam je, ale podobnych można znaleźć sporo i gdybyście zobaczyli je w sklepie, prześliznęlibyście się po nich wzrokiem; gdyby ktoś je polecał, natychmiast zapomnielibyście, jak brzmiały.

Dobry tytuł kusi, przyciąga, uwodzi, pozostaje na dłużej. Mam mnóstwo ulubionych tytułów, chociaż, co dziwne, niekoniecznie są tytułami ulubionych książek. Dobry tytuł tworzy związek, ma rytm i można go od czasu do czasu z satysfakcją obrócić w ustach, a nawet dla przyjemności wypowiedzieć na głos.

Serce to samotny myśliwy
Ballada o smutnej knajpie
Lokatorka Wildfell Hall
Połów szczęścia w Jemenie
Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg
Tajemnicza historia w Styles
Dziwny przypadek psa nocną porą
Musimy porozmawiać o Kevinie
Jeśli zimową nocą podróżny
Papuga Flauberta
Człowiek ze złotym pistoletem
Szkarłatna litera
Pies Baskervillów
Pełnia życia panny Brodie

Wszystkie mają pewne/określone brzmienie. Powodują, że chce się przeczytać książkę.(…)

(Susan Hill ‘Howards end is on the Landing’, Profile Books Ltd 2010, p. 9-10; tłum. własne)



Nie wszystkie wymienione wyżej tytuły działają na mnie tak jak na Susan Hill, ale przyznam, że „Pies Baskervillów oraz „Jeśli zimową nocą podróżny” zawsze mi się podobały. Od siebie dodałabym (w kolejności przypadkowej):

Malte
Tramwaj zwany pożądaniem
Słońce też wschodzi
Komu bije dzwon

Na Zachodzie bez zmian
Żałoba przystoi Elektrze

Ladacznica z zasadami
Raz do roku w Skiroławkach
Nieznośna lekkość bytu
Opowieść się rozpoczyna
Kochanie, zabiłam nasze koty


i od niedawna wśród nowości:

Dziewczynko, roznieć ogieniek


A Wy? Podobają Wam się typy Susan Hill? Macie swoje? Czy jakiś tytuł ostatnio zaintrygował Was szczególnie?