wtorek, 12 listopada 2013

Kara boska

Wybierając się do kina na „Wenus w futrze”, nie miałam pojęcia, że otrzymam „trzy w jednym” czyli zgrabne połączenie literatury, teatru i kina. Punktem wyjścia jest opowiadanie Sacher-Masocha, którego adaptację reżyser Thomas Novacek (Mathieu Amalric) chce wystawić na scenie paryskiego teatru. Miejsce podrzędne, aktorki startujące do roli kobiecej beznadziejne, a sam reżyser tak nieporadny, że nie potrafi nawet pozbyć się spóźnionej na przesłuchanie Wandy (Emmanuelle Seigner). Ta wulgarna i mało inteligentna kobieta sprawnie wejdzie w rolę, by wkrótce całkowicie zdominować Thomasa.


Film Polańskiego można oglądać jako komedię, bo subtelna walka płci rozgrywająca się na scenie jest rzeczywiście zabawna. Gafy, przeciwieństwa charakterów oraz nieoczekiwane przemiany Wandy są siłą napędową tego filmu. Równie atrakcyjny jest temat przewodni czyli dominacja kobieca, tu w wersji ekstremalnej – aktorka i reżyser pracują wszak nad tekstem Sachera-Masocha. Powracające motto sztuki: „Bóg go ukarał i oddał w ręce kobiety” staje się przekleństwem Thomasa, który zostaje surowo ukarany. Czy aby słusznie? Mówi się, że to film o zemście kobiet na mężczyznach i trudno się z tym nie zgodzić. Wydaje mi się jednak, że Polański idzie znacznie dalej – nie tylko pokazuje rosnącą siłę kobiet, ale przestrzega przed ewentualnymi „nadużyciami”.  Novacek zostaje bowiem ukarany nie tylko za cudzy  tekst sprzed 200 lat, ale i za swoją szczerość i ufność, a nawet – paradoksalnie – za gotowość poddania się kobiecie. Najwyraźniej gniew bogiń jest równie ślepy co gniew bogów.

 
„Wenus w futrze” oglądałam z ogromną przyjemnością. Film jest inteligentny i dowcipny, dopracowany w najmniejszym szczególe (np. szminka Wandy ma ten sam rudawy odcień co skarpety Thomasa). W scenerii ograniczonej do jednego budynku, obsadą – do dwojga aktorów, Polańskiemu udało się stworzyć prawdziwy majstersztyk. Jest materiał literacki, jest nośny temat, są koncertowo zagrane role Amalrica i Seigner. W tym przypadku magia kina zadziałała w stu procentach.

____________________________________

"Wenus w futrze" (2013) Francja/Polska

reż. Roman Polański
wyst. Emmanuelle Seigner, Mathieu Almaric
więcej informacji tu



sobota, 9 listopada 2013

Doniesienia z poligonu nowoczesności

Znajomi moich rodziców wyemigrowali w latach 80-tych do Szwecji. Ich wizyty za każdym razem wywoływały małe poruszenie w towarzystwie, a opowieści o tamtejszych warunkach życia słuchano jak bajek – z podziwem, lekkim niedowierzaniem i w rozmarzeniu. Z czasem okazało się, że tak bajecznie nie jest: dobrobyt został okupiony wysokimi podatkami, przekonać do siebie Szwedów było trudno, a państwu zdarzało się zbyt często ingerować w życie obywateli.


Mit Szwecji jako kraju bogatego, przyjaznego i bezpiecznego upadł już dawno temu, jednak książka Macieja Zaremby Bielawskiego dobitnie pokazuje, że zmiany poszły znacznie dalej i Szwecja stała się również krajem absurdów. „Polski hydraulik” jest przedrukiem reportaży z prasy szwedzkiej, a nie – jak zaznacza autor – pisanych ku pokrzepieniu Polaków narzekających na Polskę. Niemniej po lekturze można odetchnąć z ulgą, że np. polska służba zdrowia nie podchodzi do zadań biznesowo i nie skupia się jedynie na opłacalnych kuracjach, opiekunki społeczne mogą bezkarnie okazywać życzliwość pacjentom, mobbing, choć trudny do udowodnienia, podlega karze, a w szkołach pracują nauczyciele, którzy odróżniają dzielenie od odejmowania.

Właściwie każdy reportaż i opisywane w nim zjawisko bulwersuje. Najciekawszym dla mnie fenomenem okazało się pojęcie „urażenia”, czyli narzędzie umożliwiające czerpanie rozmaitych korzyści: od legalnych zwolnień chorobowych (także grupowych, zgłaszanych miesiąc wcześniej), przez usuwanie ze stanowisk niewygodnych osób po dość hojne wypłacane odszkodowania finansowe. Powody do niezadowolenia czy "urażenia" zawsze się znajdą:

(...) młoda para czuje się urażona, bo ksiądz wspomniał o Bogu. Gdzie indziej ktoś czuje się urażony, ponieważ znalazł nieapetyczną grudę w słoiku dżemu malinowego. Mieszkańcy Skvöde czują się urażeni, bo Linneusz dwa wieki temu napisał o ich miasteczku „mała plamka”. Oficer marynarki na Gottlandii doznał „pogwałcenia” swoich uczuć, kiedy łodzie podwodne przeniesiono do Sztokholmu. Podobnie ktoś, komu psa zgwałcił (sic!) wilk. Obecnie przestępców uraża aresztowanie, ateistów zaś egzemplarz Biblii w pokoju hotelowym. (s. 346)

Powyższy fragment może wywoływać uśmiech, niestety cały zbiór robi przygnębiające wrażenie. Szwecja według Zaremby to państwo bezduszne i ślepo posłuszne przepisom, w którym roi się od przykładów dyskryminacji, korupcji i zwykłej niesprawiedliwości. I choć trudno stwierdzić, jak powszechne są opisywane zjawiska (swoją drogą autora zbadał je nadzwyczaj wnikliwie i rzetelnie), nasuwa się wniosek, że kraj słynący niegdyś z opiekuńczości i nowoczesności od dłuższego czasu zjada własny ogon. Warto przyjrzeć się Szwedom bliżej, zwłaszcza mając takiego przewodnika jak Zaremba.

_____________________________________________________________________________________

Maciej Zaremba Bielawski „Polski hydraulik i nowe opowieści ze Szwecji", Wyd. Agora, Warszawa 2013
_____________________________________________________________________________________



czwartek, 7 listopada 2013

Grudniowe spotkanie Klubu Czytelniczego

Starożytna Grecja w dobie kryzysu demokracji. Niezadowolone z rządów mężczyzn kobiety postanawiają przejąć władzę. Przebrane za swoich małżonków udają się na zgromadzenie, aby przegłosować uchwałę o przekazaniu władzy kobietom. Co z tego wyniknie, będzie można sprawdzić, czytając „Sejm kobiet” Arystofanesa – komedię napisaną prawdopodobnie w 392 r. p.n.e. Tekst jest zabawny, miejscami pikantny, tak więc szczególnie gorąco zachęcam do lektury i późniejszej rozmowy.  

Początek dyskusji – 13 grudnia 2013 r.




Tekst dostępny jest w zbiorach komedii Arystofanes wydanych przez PIW (1970), Bibliotekę Narodową (1981) oraz Prószyńskiego i S-kę (2003). Mogę go również udostępnić w formie skanu, proszę tylko o informację i adres maila.

Pomocne w lekturze i dyskusji mogą okazać się  informacje ogólne o epoce i autorze, do przeczytania na przykład w tym miejscu.

Ogromne podziękowania dla Zacofanego w Lekturze, który z poświęceniem (czasu na pewno;) ten skan przygotowywał. DZIĘKUJĘ!


Jeszcze raz zapraszam - warto!;)


poniedziałek, 4 listopada 2013

Światowiec z Borzęcina

Mrożek prawie nie palił w piecu, nie otwierał okien. Miał niewiarygodnie uregulowany tryb życia. Wychodził rano do baru na ulicę Rajską, zjadał bułkę, wypijał szklankę mleka i jak najszybciej wracał. Nie chcąc tracić czasu na rozpalanie w piecu, bo to przecież głupstwa, zakładał rękawiczki i pisał. Okna zaklejał papierem, żeby ciepło nie uciekało i żeby mu nikt nie przeszkadzał. (s. 66)

Taki obraz Sławomira Mrożka z lat 50-tych utrwalił się w pamięci Bronisława Maja. Opowieść dotyczy krakowskiego Domu Literatów, czyli jednego z ważniejszych adresów w karierze satyryka. Inne wymienione w książce Niemczyńskiej to włoskie Chiavari, Paryż i Vence, Meksyk i ponownie Polska. Zamysłem autorki było bowiem pokazanie Mrożka przez miejsca i osoby, które znacząco wpłynęły na życie Mrożka. Pomysł świeży i bardzo dobry, bo w ciekawy sposób przybliża postać klasyka.


Można się spierać, czy portrety przyjaciół nie są chwilami zbyt szczegółowe jak na tego rodzaju publikację, ostatecznie czyta się jednak o nich z zaciekawieniem. Na przykład o negatywnie dzisiaj ocenianym Adamie Włodku, który bardzo pomógł Mrożkowi w literackich początkach lub o prof. Janie Błońskim, który przez lata korespondencyjnie służył pisarzowi za „kozetkę psychoanalityczną”. O przyjaźni ze Stanisławem Lemem wiadomo od dawna, dla mnie nowością był fakt, że uznawał on „Tango” za dramat nieudany, mimo że sam autor wyjaśniał mu problematykę utworu. Wyjątkowo interesujące są fragmenty o mrożkowym uwielbieniu dla Gombrowicza oraz o relacjach damsko-męskich, w których chyba najjaskrawiej widać trudny, czasem wręcz niszczący, charakter pisarza.

Książka Małgorzaty I. Niemczyńskiej pokazuje, jak trudną do opisania postacią jest Mrożek. Główny zainteresowany o wielu sprawach nie mówił, wiele zdarzeń i osób po latach ocenił odmiennie, niejednokrotnie podawał mylne tropy. Zapowiadany w podtytule striptiz nie jest więc możliwy - rozbierany obiekt spowija zbyt wiele warstw, uniemożliwiających całkowitą odsłonę i dokładną lustrację. Dość wyraźnie daje się natomiast zauważyć, że Mrożek był od zawsze mocno na sobie skupiony i - mimo częstych wahań - przeświadczony o swojej wartości. W tym kontekście uderza także łatwość, z jaką pisarz pozbył się kompleksów i wszedł na światowe salony.

Myślę, że „Striptiz neurotyka” warto mieć na własność. Dla początkujących będzie przyjemnym wstępem do dalszej znajomości z klasykiem, dla zaawansowanych – niekonwencjonalnym albumem. Używam słowa „album”, ponieważ strona graficzna publikacji Agory przyciąga uwagę. Kopie dokumentów, kolaże, słynne rysunki autora, afisze teatralne i fotografie ze spektakli w dużym stopniu decydują o atrakcyjności książki. Jedyne co mi w niej przeszkadza to pierwszy rozdział – miałam mieszane uczucia, czytając o terapii Mrożka po udarze i myślę, że śmiało można było ten fragment pominąć. Poza tym - fajna rzecz.

______________________________________________________________________

Małgorzata I. Niemczyńska „Mrożek. Striptiz neurotyka”, Wyd. Agora, Warszawa 2013
______________________________________________________________________


piątek, 1 listopada 2013

Patrząc poprzez czas, wskroś zdarzeń

Ostatnio nie miałam szczęścia do Stasiuka i jego najnowsza książka właściwie też nie powinna przypaść mi do gustu. „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” obejmuje teksty drukowane wcześniej w Tygodniku Powszechnym, rozrzucone w czasie i w przestrzeni. Ten misz-masz, o dziwo, urzekł mnie, nawet bardzo. Spodobała mi się przede wszystkim zaduma nad przemijaniem i niespieszna wędrówka po miejscach oddalonych od turystycznych szlaków. Do tego mocno obecna melancholia, o której autor pisze m.in. następująco:
To jest bezmierna melancholia strefy umiarkowanej. To jest środkowoeuropejski spleen czterech pór roku, gdy zimne bez przerwy zamienia się w ciepłe, mokre w suche, a jasne w zachmurzone, a potem odwrotnie i tak do samej śmierci, bez żadnej nadziei na odmianę. To jest smutek Słowiańszczyzny, gdzie gdy coś się zaczyna, to zaraz się kończy albo zmienia we własne przeciwieństwo i żadna ostateczność nie jest ostateczna.


Stasiuk nieustannie pochyla się nad brzydotą i burością, patrzy na miejsca "poprzez czas, wskroś zdarzeń, na przestrzał tego wszystkiego, co było". Jest w tym szacunek dla przeszłości, pokora wobec słowiańskiej natury (która czasem potraf także irytować, fakt), jest i sympatia. Porównując zapiski pisarza z różnych stron świata łatwo zauważyć, że o niebo lepiej czuje się w zapyziałym miasteczku rumuńskim czy na mongolskim stepie niż w uporządkowanych, eleganckich miastach Europy Zachodniej. To szczególne upodobanie do nieładu dobrze tłumaczy fragment dotyczący podróży do Stanów Zjednoczonych:
Od pierwszego wejrzenia pokochałem ten kraj. Za to, że się nie przejmuje, że w gruncie rzeczy jest czystą energią, która ma gdzieś formę. No, za barbarię pokochałem Amerykę. I za to samo kocham Polskę. Za to, że ma gdzieś, żeby być ładna. Że jest cudnym Proteuszem strefy umiarkowanej i szuka odpowiedniego wcielenia, ale go nie znajduje, więc porzuca kolejne jak wąż wylinkę. I pewnie nie odnajdzie swej ostatecznej postaci nigdy. I buduje swoją tandetę niczym piękna, wielka i dzika Ameryka. Tyle że buduje ją nie z paździerza, ale z prawdziwego muru. Ponieważ Polska nie ma dokąd pójść. Nie porzuci swych budowli. Zostanie z nimi do końca.
I choć chwilami Stasiuk – być może z rozpędu - stawia karkołomne tezy i za daleko posuwa się w skojarzeniach, w „Nie ma ekspresów…” więcej znajduję tekstów świetnych niż słabych. To prosta i niespieszna, a jednocześnie bardzo plastyczna proza, która pozwala razem z autorem oglądać jego świat i czuć się w nim dobrze. Aż się nie chce wracać do rzeczywistości.

_________________________________________________________________________

Andrzej Stasiuk „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach”, Wyd. Czarne, Wołowiec 2013
_________________________________________________________________________