Tym razem proponuję powieść Italo Calvino "Jeśli zimową nocą podróżny" (1979). Książka głośna, bo specyficzna: autor bawi się z czytelnikiem, bawi się także literaturą jako taką. Oto próbka czyli pierwszy akapit:
Zabierasz się do czytania nowej powieści Italo Calvina "Jeśli zimową nocą podróżny". Rozluźnij się. Wytęż uwagę. Oddal od siebie każdą inną myśl. Pozwól, aby świat, który cię otacza, rozpłynął się w nieokreślonej mgle. Drzwi lepiej zamknąć: tam zawsze gra telewizor. Powiedz im to od razu: Nie, nie chcę oglądać telewizji! Podnieś głos, inaczej cię nie usłyszą: Czytam! Nie chcę, aby mi przeszkadzano! Może cię nie usłyszeli przy całym tym hałasie, powiedz głośniej, krzyknij: Zaczynam czytać nową powieść Italo Calvina! A jeśli nie chcesz, nic nie mów, miejmy nadzieję, że zostawią cię w spokoju.
Książka może by trudna do zdobycia, na szczęście można pobrać ją z sieci.
Mam nadzieję, że dacie się skusić na ten eksperyment literacki w wydaniu włoskim. Początek dyskusji w piątek 27 stycznia 2012 r.
Zapraszam;)
wtorek, 29 listopada 2011
sobota, 26 listopada 2011
Pierrot mon ami
"Pierrot mon ami" Raymonda Queneau to jedna z dwóch książek (obok Murphy'ego Samuela Becketta), którą podczas wyprowadzki zabiera ze sobą główny bohater "W sieci" Iris Murdoch. Powieść Brytyjki oferuje wiele interesujących tropów (patrz: ostatnia klubowa dyskusja), szkoda byłoby pominąć ciekawie zapowiadający się wątek literacki. Autorka otwarcie przyznawała, że wiele zawdzięcza twórczości Queneau i w jej powieści to widać, choćby na poziomie treści. Główni bohaterowie "W sieci" i "Pierrot mon ami" mają ze sobą wiele wspólnego: obaj są po 30-tce, samotni, bez stałej pracy i pieniędzy. W miłości szczęścia nie mają, za to w ściąganiu na siebie drobnych nieszczęść - owszem. Obaj odbędą podróż (także w sensie metaforycznym) napędzaną bardziej przypadkami niż decyzjami. Podobieństw sporo, można zatem przyjąć, że Murdoch postanowiła zabawić się powieścią uwielbianego pisarza i/lub złożyć mu swoisty hołd.
Zapominając na chwilę o Murdoch pozostajemy z powieścią Queneau osadzoną w przedwojennym (?) Paryżu, w świecie lunaparku i cyrku, podejrzanych typków i kochliwych kobiet. Fabuła jest prosta, z uroczymi humorystycznymi wstawkami i gdyby nie posłowie tłumaczki Anny Wasilewskiej, zapewne odłożyłabym książkę bez możliwości docenienia w pełni talentu pisarza;). Byłoby ze mną tak, jak w epilogu z głównym bohaterem:
Okazuje się bowiem, że "Pierrot mon ami" to istna kopalnia skarbów. A to świetnie oddany potoczny (żeby nie powiedzieć "knajacki") język, a to wykorzystanie pojęć matematycznych do opisywania rzeczywistości (ważną rolę odgrywa liczba osiem). Profanum (wesołe miasteczko, cyrk) sąsiadujące z sacrum (grobowiec), ład z chaosem. Czas przeszły przeplatający się wbrew logice z czasem przeszłym. Śledztwo, które nie jest śledztwem, bo nie było żadnej zbrodni ani przestępstwa. Była za to mistyfikacja i powoli za takową zaczynam uważać samą powieść Queneau;).
____________________________________________________________________________________
Raymond Queneau "Pierrot mon ami", tłum. Anna Wasilewska, Wydawnictwo PIW, Warszawa, 2002
____________________________________________________________________________________
Zapominając na chwilę o Murdoch pozostajemy z powieścią Queneau osadzoną w przedwojennym (?) Paryżu, w świecie lunaparku i cyrku, podejrzanych typków i kochliwych kobiet. Fabuła jest prosta, z uroczymi humorystycznymi wstawkami i gdyby nie posłowie tłumaczki Anny Wasilewskiej, zapewne odłożyłabym książkę bez możliwości docenienia w pełni talentu pisarza;). Byłoby ze mną tak, jak w epilogu z głównym bohaterem:
(...) wyobraził sobie powieść, która by z tego mogła powstać, powieść kryminalną, która zawarłaby zbrodnię, winowajcę i detektywa oraz niezbędne zestrojenie wszelkich nieścisłości dochodzenia, tymczasem widział powieść, z która tego powstała, powieść tak dalece pozbawioną przemyślności, że nie sposób było ustalić, czy istniała w ogóle jakaś zagadka, czy też nie, powieść, w której wszystko mogłoby się zazębiać zgodnie z policyjnym zamysłem, a tak naprawdę było doskonale wyzute z przyjemności, jakich dostarcza wszelkie widowisko i każda działalność tego rodzaju. [str. 177]
Okazuje się bowiem, że "Pierrot mon ami" to istna kopalnia skarbów. A to świetnie oddany potoczny (żeby nie powiedzieć "knajacki") język, a to wykorzystanie pojęć matematycznych do opisywania rzeczywistości (ważną rolę odgrywa liczba osiem). Profanum (wesołe miasteczko, cyrk) sąsiadujące z sacrum (grobowiec), ład z chaosem. Czas przeszły przeplatający się wbrew logice z czasem przeszłym. Śledztwo, które nie jest śledztwem, bo nie było żadnej zbrodni ani przestępstwa. Była za to mistyfikacja i powoli za takową zaczynam uważać samą powieść Queneau;).
____________________________________________________________________________________
Raymond Queneau "Pierrot mon ami", tłum. Anna Wasilewska, Wydawnictwo PIW, Warszawa, 2002
____________________________________________________________________________________
czwartek, 24 listopada 2011
Kojące solo
Powodzenia u mężczyzn nie miałam nigdy. Szczęścia w miłości także niewiele. Uczucie, które najczęściej przeżywam, to tęsknota. Jestem szczęśliwym człowiekiem. [str. 7]
No właśnie - czy aby na pewno autorka jest szczęśliwa? Wątek samotności stale przewija się przez zapiski w "Solo", a te obejmują przecież ponad 10 lat. Dojrzała kobieta próbuje "rozgościć się" w swoim życiu bez dzieci, które dorosły i wyprowadziły się z domu, oraz bez mężczyzny, którego brakuje z różnych powodów. Sądząc po przytaczanych wyimkach z lektur autorka wciąż oswaja nową sytuację, jeszcze się uczy być sama. Nie jest to żałosne użalanie się, o nie! Odnoszę wrażenie, że Raduńska samą siebie chce przekonać, że jest już dobrze, że samotność jej nie doskwiera, a w rzeczywistości jest inaczej: nadal tęskni. To nie zarzut, to uwaga osoby postronnej. I wierzę, że można być szczęśliwym odczuwając tęsknotę.
Raduńską lubię za spokój. Jej książki (wszystkie bazują na notatkach w dzienniku) są szansą na wyciszenie i głębszą refleksję. Od ich czytania robi się ciepło na duszy, a na sercu jakby lżej. To nie jest wielka literatura, ale ma silne właściwości kojące. Nawet dla kogoś takiego jak ja, kto żyje całkowicie odmiennymi problemami. W porównaniu z "Białymi zeszytami" i "Kartami z białego zeszytu" w obecnym tomie najwięcej jest cytatów i przemyśleń, pracy "nad sobą". Odnotowywanie wydarzeń jest mniej istotne, wyjątek stanowi odchodzenie bliskich osób i relacje z dziećmi, z rzadka - wojna w Iraku. W moim przypadku "Solo" z pewnością zaowocuje lekturą kilku książek, które wspomina Raduńska - najwyraźniej nadeszła pora na przeczytanie "Biegnącej z wilkami" Estes. I tylko żal, że wydawnictwo zdecydowało się na tak infantylną okładkę;(.
___________________________________________________________
Sonia Raduńska "Solo", Wydawnictwo Dobra Literatura, Słupsk, 2011
___________________________________________________________
No właśnie - czy aby na pewno autorka jest szczęśliwa? Wątek samotności stale przewija się przez zapiski w "Solo", a te obejmują przecież ponad 10 lat. Dojrzała kobieta próbuje "rozgościć się" w swoim życiu bez dzieci, które dorosły i wyprowadziły się z domu, oraz bez mężczyzny, którego brakuje z różnych powodów. Sądząc po przytaczanych wyimkach z lektur autorka wciąż oswaja nową sytuację, jeszcze się uczy być sama. Nie jest to żałosne użalanie się, o nie! Odnoszę wrażenie, że Raduńska samą siebie chce przekonać, że jest już dobrze, że samotność jej nie doskwiera, a w rzeczywistości jest inaczej: nadal tęskni. To nie zarzut, to uwaga osoby postronnej. I wierzę, że można być szczęśliwym odczuwając tęsknotę.
Raduńską lubię za spokój. Jej książki (wszystkie bazują na notatkach w dzienniku) są szansą na wyciszenie i głębszą refleksję. Od ich czytania robi się ciepło na duszy, a na sercu jakby lżej. To nie jest wielka literatura, ale ma silne właściwości kojące. Nawet dla kogoś takiego jak ja, kto żyje całkowicie odmiennymi problemami. W porównaniu z "Białymi zeszytami" i "Kartami z białego zeszytu" w obecnym tomie najwięcej jest cytatów i przemyśleń, pracy "nad sobą". Odnotowywanie wydarzeń jest mniej istotne, wyjątek stanowi odchodzenie bliskich osób i relacje z dziećmi, z rzadka - wojna w Iraku. W moim przypadku "Solo" z pewnością zaowocuje lekturą kilku książek, które wspomina Raduńska - najwyraźniej nadeszła pora na przeczytanie "Biegnącej z wilkami" Estes. I tylko żal, że wydawnictwo zdecydowało się na tak infantylną okładkę;(.
___________________________________________________________
Sonia Raduńska "Solo", Wydawnictwo Dobra Literatura, Słupsk, 2011
___________________________________________________________
wtorek, 22 listopada 2011
Karamazowy
Na mrocznej scenie widać tylko duży czarny sześcian. Kiedy rozlegnie się głośna, rytmiczna muzyka, ściany pudła opadną ukazując poupychanych w środku aktorów i elementy scenografii. Widok przypomina szkatułkę z licznymi przegródkami, w których przechowuje się rozmaite skarby. Scena obrotowa rusza, aktorzy ożywają i zaczynają ustawiać rekwizyty. Wszyscy - pogrupowani w swoich "celach" - pozostaną na scenie do końca spektaklu: czasem będą z przodu, czasem w głębi, będą też przenikać do innych przegródek. Scena obracać będzie się często, w miarę rozwoju wydarzeń w coraz szybszym tempie, w finale będzie pędzić ze stukotem niczym pociąg po szynach.
O czym są "Bracia Karamazow", większość czytelników raczej wie, od ponad 130 lat nic w tej kwestii się nie zmieniło.;) U Opryńskiego jest i portret rodziny, i namiętności, są też pytania o Boga czyli to, co w powieści Dostojewskiego najważniejsze. Dla mnie inscenizacja Teatru Provisorium pozostanie na długo w pamięci głównie dzięki Adamowi Woronowiczowi grającemu starego Karamazowa. Śmiało mogę powiedzieć, że ten spektakl Woronowiczem stoi. Jego ojciec to rozmemłany facet w pasiastym szlafroku i starych kapciach, który ciągle roi o młodej kochance, popija koniaczek i zmusza innych do wysłuchiwania jego pseudo-mądrości. Kabotyn pierwszej wody - tak śmieszny, że aż straszny. Do złudzenia przypominał mi domorosłych mędrców, jakich można spotkać u cioci na imieninach albo na przystankach autobusowych. Niech no tylko trafi się temat i przygodny słuchacz, a już - przekonani o swojej nieomylności - zaczynają snuć teorie i robić wykłady. Było tak, jak powiedział inny wybitny Rosjanin: z czego się śmiejecie? z samych siebie się śmiejecie.
Bardzo dobrych ról jest w tym przedstawieniu więcej, w moim odczuciu to jednak nie bracia Karamazow, ale ich ojciec jest osią wydarzeń. Ciekawie poprowadzona została postać Smierdiakowa (Jacek Brzeziński) - wyfraczony, ze stoickim spokojem znosi humory i rozkazy starego; niby sługa, a jednak wydaje się ponad to. Maniera, z jaką recytuje kwestie, zawsze frontem do widowni, jest równie irytująca, co frapująca. Smierdiakow zupełnie niepodobny do tych, jakich do tej pory oglądałam w teatrze. Inaczej potraktowane zostały także postaci kobiece - wokół miłości dramat się rozgrywa, ale nawet Gruszeńka wydaje się bohaterką dalszego planu.
Spektakl Opryńskiego jest bardzo udany, choć najlepiej byłoby go obejrzeć kilka razy, aby lepiej ogarnąć całość. Jedyne, co mi zgrzytało, to całkowicie zbędne odniesienia do współczesności, zwłaszcza do komór gazowych. Poza tym - bez zarzutu. W ubiegłym tygodniu przedstawienie można było obejrzeć na gościnnych występach w Warszawie. Podobno jest szansa na to, że w przyszłym roku "Braci Karamazow" będzie można obejrzeć w TVP Kultura.
********************************************************************************************
Teatr Provisorium „Bracia Karamazow” na motywach powieści F. M. Dostojewskiego
tłumaczenie: Cezary Wodziński
adaptacja tekstu i reżyseria: Janusz Opryński
asystent reżysera: Adam Woronowicz
obsada: Tomasz Bazan, Anastazja Bernad, Jacek Brzeziński, Romuald Krężel, Łukasz Lewandowski, Mariusz Pogonowski, Karolina Porcari, Magdalena Warzecha, Adam Woronowicz, Marek Żerański
więcej informacji na stronie Teatru
fot. nr 1 Bartlomiej Sowa
fot. nr 2 Małgorzata Genca
O czym są "Bracia Karamazow", większość czytelników raczej wie, od ponad 130 lat nic w tej kwestii się nie zmieniło.;) U Opryńskiego jest i portret rodziny, i namiętności, są też pytania o Boga czyli to, co w powieści Dostojewskiego najważniejsze. Dla mnie inscenizacja Teatru Provisorium pozostanie na długo w pamięci głównie dzięki Adamowi Woronowiczowi grającemu starego Karamazowa. Śmiało mogę powiedzieć, że ten spektakl Woronowiczem stoi. Jego ojciec to rozmemłany facet w pasiastym szlafroku i starych kapciach, który ciągle roi o młodej kochance, popija koniaczek i zmusza innych do wysłuchiwania jego pseudo-mądrości. Kabotyn pierwszej wody - tak śmieszny, że aż straszny. Do złudzenia przypominał mi domorosłych mędrców, jakich można spotkać u cioci na imieninach albo na przystankach autobusowych. Niech no tylko trafi się temat i przygodny słuchacz, a już - przekonani o swojej nieomylności - zaczynają snuć teorie i robić wykłady. Było tak, jak powiedział inny wybitny Rosjanin: z czego się śmiejecie? z samych siebie się śmiejecie.
Bardzo dobrych ról jest w tym przedstawieniu więcej, w moim odczuciu to jednak nie bracia Karamazow, ale ich ojciec jest osią wydarzeń. Ciekawie poprowadzona została postać Smierdiakowa (Jacek Brzeziński) - wyfraczony, ze stoickim spokojem znosi humory i rozkazy starego; niby sługa, a jednak wydaje się ponad to. Maniera, z jaką recytuje kwestie, zawsze frontem do widowni, jest równie irytująca, co frapująca. Smierdiakow zupełnie niepodobny do tych, jakich do tej pory oglądałam w teatrze. Inaczej potraktowane zostały także postaci kobiece - wokół miłości dramat się rozgrywa, ale nawet Gruszeńka wydaje się bohaterką dalszego planu.
Spektakl Opryńskiego jest bardzo udany, choć najlepiej byłoby go obejrzeć kilka razy, aby lepiej ogarnąć całość. Jedyne, co mi zgrzytało, to całkowicie zbędne odniesienia do współczesności, zwłaszcza do komór gazowych. Poza tym - bez zarzutu. W ubiegłym tygodniu przedstawienie można było obejrzeć na gościnnych występach w Warszawie. Podobno jest szansa na to, że w przyszłym roku "Braci Karamazow" będzie można obejrzeć w TVP Kultura.
********************************************************************************************
Teatr Provisorium „Bracia Karamazow” na motywach powieści F. M. Dostojewskiego
tłumaczenie: Cezary Wodziński
adaptacja tekstu i reżyseria: Janusz Opryński
asystent reżysera: Adam Woronowicz
obsada: Tomasz Bazan, Anastazja Bernad, Jacek Brzeziński, Romuald Krężel, Łukasz Lewandowski, Mariusz Pogonowski, Karolina Porcari, Magdalena Warzecha, Adam Woronowicz, Marek Żerański
więcej informacji na stronie Teatru
fot. nr 1 Bartlomiej Sowa
fot. nr 2 Małgorzata Genca
piątek, 18 listopada 2011
Klub czytelniczy (odc. 11) - W sieci
Gwoli uzupełnienia do wydania polskiego powieści Iris Murdoch: w wersji oryginalnej na wstępie pojawia się cytat z The Secular Masque Johna Drydena. Brzmi on następująco:
Pytania na dzisiaj:
1. "W sieci" jest tylko komedią pomyłek czy czymś więcej?
2. Jakie są w Waszym odczuciu mocne i/lub słabe strony powieści Murdoch?
3. Tytuł powieści jest cytatem z książki głównego bohatera "Ostatni argument" (w wersji oryginalnej The Silencer):
Czym dla Was jest tytułowa sieć?
4. W powieści Murdoch sporo mówi się o książkach. Dwie powieści, jakie Jacek (Jake) Donaghue zabiera z mieszkania Magdy (Madge), to Murphy Samuela Becketta oraz Pierrot Mon Ami Raymonda Queneau (temu ostatniemu dedykowane jest zresztą "W sieci"). Jacek (Jake) jest nie tylko niespełnionym pisarzem, ale też tłumaczem książek J. P. Breteuila, który zostaje laureatem nagrody Goncourta. Czy wątek literacki służy Waszym zdaniem tylko budowaniu postaci i akcji czy ma głębsze znaczenie?
5. Iris Murdoch studiowała m.in. filozofię, dużo uwagi poświęciła przede wszystkim dziełom Sartre'a i Wittgensteina. W jakim stopniu jej zainteresowania znajdują odbicie w powieści?
6. Miejsce na Wasze pytania
Do dyskusji można się przyłączyć w dowolnej chwili - ograniczeń czasowych nie ma.
Zapraszam do dyskusji;)
All, all of a piece throughout:
Thy Chase had a Beast in view:
Thy Wars brought nothing about;
Thy Lovers were all untrue.
'Tis well an Old Age is out,
And Time to begin a New.
Pytania na dzisiaj:
1. "W sieci" jest tylko komedią pomyłek czy czymś więcej?
2. Jakie są w Waszym odczuciu mocne i/lub słabe strony powieści Murdoch?
3. Tytuł powieści jest cytatem z książki głównego bohatera "Ostatni argument" (w wersji oryginalnej The Silencer):
Wszelkie teoretyzowanie jest ucieczką. Musimy się poddać samej sytuacji, a ta jest zawsze i przede wszystkim szczegółowe. Tak naprawdę to do niej się nigdy nie zbliżymy dostatecznie, gdybyśmy nie wiem jak się starali wczołgać do sedna rzeczy, pod samą siatkę. [str. 144]
Czym dla Was jest tytułowa sieć?
4. W powieści Murdoch sporo mówi się o książkach. Dwie powieści, jakie Jacek (Jake) Donaghue zabiera z mieszkania Magdy (Madge), to Murphy Samuela Becketta oraz Pierrot Mon Ami Raymonda Queneau (temu ostatniemu dedykowane jest zresztą "W sieci"). Jacek (Jake) jest nie tylko niespełnionym pisarzem, ale też tłumaczem książek J. P. Breteuila, który zostaje laureatem nagrody Goncourta. Czy wątek literacki służy Waszym zdaniem tylko budowaniu postaci i akcji czy ma głębsze znaczenie?
5. Iris Murdoch studiowała m.in. filozofię, dużo uwagi poświęciła przede wszystkim dziełom Sartre'a i Wittgensteina. W jakim stopniu jej zainteresowania znajdują odbicie w powieści?
6. Miejsce na Wasze pytania
Do dyskusji można się przyłączyć w dowolnej chwili - ograniczeń czasowych nie ma.
Zapraszam do dyskusji;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





