wtorek, 14 sierpnia 2012

Ten paskudny Nowy Jork

Kochał to ludne miasto, z ciągnącymi się mila za milą slumsami, tymi morowymi czynszówkami wyrastającymi we wszystkich zakątkach, pełnymi żywego zgiełku i pijackich burd, trzaskania drzwiami i cuchnących kuchennych wyziewów, nieoświetlonych przejść oraz niepewnych schodów; kochał to poczucie, że każda ściana i każde drzwi to możliwie najcieńsza błona, utrzymująca wrzącą, robaczą masę, która zaraz buchnie i przeistoczy się w jeszcze bardziej kleistą formę życia. [str. 77]


Nowy Jork końca XIX wieku widziany oczami Edmunda White'a to prawdziwe piekło. Nie ma tu eleganckich domów, bogato ubranych dam i dżentelmenów znanych z książek Wharton czy Jamesa, są za to spelunki i osoby podejrzanej konduity. Miasto oglądane od podszewki odstręcza i każe z niego czym prędzej uciekać. Podobnie jest z lekturą "Hotelu de Dream", który za sprawą ponurej scenerii i fabuły nie jest książką przyjemną w odbiorze. Po krótkiej chwili odpoczynku czyta się jednak dalej i brnie przez wśród nędzy i zgnilizny do końca.


White miał przede wszystkim niezły pomysł na swoją powieść, a właściwie dwie powieści. Umierający na gruźlicę Stephen Crane usiłuje dokończyć "Malowanego chłopca" czyli książkę o męskiej prostytutce z Nowego Jorku. Nie wiadomo, co bardziej przygnębiające: agonia pisarza czy los młodego Elliotta, który miał pecha stać się obiektem uczuć dwóch mężczyzn. Oba wątki są równie interesujące, w dużej mierze dzięki pieczołowicie oddanym realiom oraz wyraźnie zróżnicowanemu stylowi. Ten styl idealnie współgra z naturą głównych bohaterów: o ile historia Crane'a wydaje się gorączkowa i duszna, to "powieść w powieści" cechuje prostota i lekkość. Zabieg sprytnie pomyślany i wykonany, podobnie jak zakończenie, które niemal nokautuje.

Co napisawszy, wypadałoby stwierdzić, że "Hotel de Dream" to dzieło wybitne, niestety tak nie jest. Przy wszystkich wspomnianych wyżej zaletach książka pozostawia pewien niedosyt. Nie zachwyca, a jedynie bardzo się podoba, co jest i naturalnie wynikiem bardzo dobrym. W sumie nie ma co narzekać, nieprawdaż?;)

______________________________________________________________________________________

Edmund White „Hotel de Dream”, przeł. Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński, Biuro Literackie, Wrocław 2012
______________________________________________________________________________________

23 komentarze:

  1. czuję się skutecznie zniechęcona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie ;)

      Usuń
    2. Cholerka, trzeba było wybrać lepszy fragment.;(

      Usuń
  2. Zdecydowanie nie ma co narzekać, zawsze jak wchodzę na Twojego bloga, kończy się to dodaniem nowej książki na półkę "Chcę przeczytać":) Nauczyłam się już nawet otwierać go synchronicznie ze stroną lubimyczytac.pl:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to czytać, dziękuję. Byłoby mi jeszcze przyjemniej, gdyby się okazało, że coś z tej półki Tobie również się podobało.;)

      Usuń
  3. A ja właśnie kończę inną książkę z Nowym Jorkiem w tle - "Buszującego w zbożu" i też nie napiszę, że to książka wybitna :-), może więcej szczęścia będzie miał "Manhattan Transfer" Dos Passosa :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie wybitna, ale jak się słuchało/czytało w wieku szczenięcym, to mile się wspomina.;)
      Założę się, że grubaśne tomiszcze z nowojorskimi opowiadaniami Henry Jamesa (ważna postać w "Hotelu de Dream":)) już zrejestrowałeś w pamięci.;)

      Usuń
    2. Zarejestrować, zarejestrowałem :-) ale chcę sobie najpierw przypomnieć Ambasadorów i Portret damy, opowiadania na deser :-)

      Usuń
    3. A tu jeszcze Europejczycy, Bostończycy, Maisie i parę innych jego książek. Na całe życie by starczyło.;)

      Usuń
    4. The Bostonians owszem znam ale tylko jako sklep :-)

      Usuń
    5. A ja nawet sklepu nie znam.;)

      Usuń
  4. A ja lubię zgniliznę i rozkład, więc czuję się naprawdę zachęcony:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie.;) Ja to nawet zwiedzając metropolie lubię zapuścić się w mniej reprezentatywne dzielnice.;)

      Usuń
    2. Tylko trzeba uważać, żeby w łeb nie dostać:P Chociaż odkąd koło północy przeleciałem się kiedyś pieszo z Targowej na Rondo Starzyńskiego, to już mało co mi straszne:))

      Usuń
    3. Mnie się zdarzało późno w nocy chadzać Ząbkowską, nie było tak źle, jak sobie wyobrażałam.;) Natomiast teraz to, panie, eligancka dzielnica się robi.;)

      Usuń
    4. Aha, i teraz to dopiero będzie strach tamtędy chodzić:P

      Usuń
    5. Tak, bo warszawka zacznie lansować się na Pradze i zrobi się tłoczno.;)

      Usuń
    6. Do tego to może jeszcze trochę brakuje, ale coraz bliżej...

      Usuń
    7. Jak powstanie druga linia metra, pójdzie szybko.;)

      Usuń
    8. Chwilowo linię zalało, więc bez obaw:P

      Usuń
  5. A to "paskudne" miasto i tak chciałabym odwiedzić :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie miałabym nic przeciwko temu.;) Może nie w pierwszej kolejności, ale w odległej przyszłości - b. chętnie.;)

      Usuń