niedziela, 12 sierpnia 2012

Gentlemani ze Sztokholmu

Sięgając po "Gentlemanów" Östergrena warto znać "Czerwony pokój" Strindberga i mieć pod ręką plan Sztokholmu. Naturalnie nie są to warunki niezbędne do czerpania przyjemności z lektury, z pewnością pozwolą jednak więcej w niej dojrzeć. Po pierwsze, frajdą jest doszukiwać się paraleli między wspomnianymi książkami oraz trzecią, tworzoną przez narratora "Gentlemanów", nomen omen Klasa Östergrena. Po drugie, szwedzka stolica jest ważną bohaterką powieści, bo to również opowieść o mieście. Polskie wydanie uwzględnia na szczęście mapę ścisłego centrum Sztokholmu z zaznaczonymi miejscami ważnymi dla fabuły.


"Gentlemani" to przede wszystkim wciągająca powieść łotrzykowska osadzona na przełomie 1978 i 1979 r., która dzięki retrospekcjom z życia braci Morgan pozwala śledzić wydarzenia w Szwecji i Europie na przestrzeni czterech dekad. Ducha czasów za każdym razem daje się dobrze poczuć: lata powojenne upływają pod znakiem żelaznej kurtyny i jazzu, w paryskiej kawiarni Dali urządza happening, Sartre miga wśród demonstrujących studentów, a dziesięć lat później kibice boksu ekscytują się walką Spinksa z Alim. Potoczysty styl i finezyjny humor stanowią przeciwwagę dla poważniejszych zagadnień poruszanych przez Östergrena, a wcześniej przez Strindberga w rzeczonym „Czerwonym pokoju”: hipokryzji szwedzkiego rządu, korupcji i podejrzanych interesów wielkich firm. Nieprzypadkowo w prologu pojawiają się figurki Prawdy i Kłamstwa – to jeden z kluczy do tej wielowątkowej powieści. Powieści o straconych złudzeniach i bolesnym dojrzewaniu trzech artystów podszytych dzieckiem, z lekka melancholijnej i gorzkiej.

Źródło zdjęcia

„Gentlemani” są znakomici w swoim gatunku, bez wątpienia zadowolą dużą grupę czytelników: tych lubiących dobre książki przygodowe, tych spragnionych literackich gier i tych poszukujących ukrytych znaczeń. Polskie wydanie jest interesujące także ze względu na oprawę i szatę graficzną – grzbiet jest nieoprawiony, dzięki czemu można zobaczyć i podotykać chropowate „spoiwa” książki, natomiast pierwszy rozdział rozpoczyna się już na okładce. Jedyne minusy to literówki i zbyt współcześnie brzmiący język przekładu (a ponoć oryginał obfituje w archaizmy). Podsumowując: z Östergrenem warto się zapoznać.

___________________________________________________________________

Klas Östergren "Gentlemani" przeł. Anna Topczewska, DodoEditor, Kraków 2010
___________________________________________________________________


13 komentarzy:

  1. Dziwna sprawa z tymi Gentlemenami, niedawno widziałam ich w empiku z naklejka 50 procent off, i nawet zaczęłam się zastanawiać czy komuś nie sprawić prezentu. Kiedy przyszłam po paru dniach , wrócili grzecznie na półkę w miejsce swojej litry alfabetu a po przecenie nie było śladu. Oto jeszcze jedna tajemnica w repertuarze intrygujących Szwedów ;). A wydawnictwo teraz wszystkie tytuły wydaje w tej formie, tzn bez grzbietu i z tekstem na okładce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zniknięcie wyjątkowo dobrze współgra z treścią powieści.;)

      Czy nie jest tak, że tylko seria "Dreszczyk kulturalny" ma takie wydanie? Bo inne serie mają raczej tradycyjną oprawę.

      Usuń
  2. Nie masz litości - zrobiłem podejście do "Spowiedzi szaleńca" Strindberga, do dzisiaj tkwi jak wyrzut sumienia na półce a Ty jeszcze "Czerwony pokój" :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minęłam się z komentarzem Marlowa, ale podniósł mnie on na duchu. Jest nas więcej, uff!;)

      Usuń
    2. Podbiję piłeczkę - zamierzam zakręcić się wokół "Historii małżeńskich".;) Ale dramaty Strindberga podobały mi się.

      "Gentlemanów" można czytać bez obciążeń, to naprawdę książka dla różnych grup czytelników.

      Usuń
    3. Dramaty przyznaję da się czytać, chociaż moim skromnym zdaniem, jak już jesteśmy przy Skandynawach, Ibsen jest znacznie lepszy.

      Usuń
    4. Dramaty Strindberga znam tylko z teatru, nie czytałam ich. Zawsze robiły na mnie duże wrażenie, ale to były po prostu rzeczy dobrze wystawione.
      Ibsen jest głębszy, a zarazem mniej dosadny, tak go odbieram.

      Usuń
  3. Pierwsze zdanie Twojej recenzji mnie zmroziło - gdzież byłam, ach gdzie, gdy Ty czytałaś te wszystkie książki, bez których teraz ani rusz???
    Na szczęście dalej odżyłam: "wciągająca powieść łotrzykowska", "literackie gry" (byle nie na zbyt wysokim poziomie...)i - jak wnoszę z wcześniejszej zapowiedzi - też coś o jedzeniu się znajdzie?:P
    Chętnie sięgnę (najchętniej po wersję z tą cudną naklejką "50% off").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, bez znajomości Strindberga Ostergen też daje dużo przyjemności. Gry literackie nie są trudne, one są banalne.;)

      Zapewniam, że ta książka świetnie się czyta. Pod względem kulinarnym zbytniego rozpasania nie ma, ale będzie m.in. uczta z gęsi. A bracia Morgan to wyjątkowo interesujący panowie.;)

      Usuń
  4. "Gentelmeni" doczekali sie ciagu dalszego pt. 'Gangsterzy'[”Gangsters” (2005)] :) czyz nie tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej. Dobrze, że w Polsce oba tomy ukazały się w krótkim odstępie czasu, nie trzeba było czekać 25 lat.;)

      Usuń
  5. powieść łotrzykowska, czyli taki skandynawski Tyrmand, tak? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że miałam takie skojarzenie?;)

      Usuń