Chyba żaden inny pisarz nie fascynował mnie w czasach licealnych tak bardzo jak Marek Hłasko. Złożyła się na to niechęć do literatury „dziewczyńskiej”, legenda pisarza i naturalnie jego utwory. Smaczku dodawał ten sam dzień obchodzenia urodzin. Nie pamiętam już, czy najpierw przeczytałam „Pięknych dwudziestoletnich”, czy zbiór opowiadań, ważne, że wpadłam po uszy. Brutalny, męski świat Hłaski okazał się na swój sposób atrakcyjny – mimo wszechobecnego brudu i zgnilizny. Oprócz lektur były też adaptacje teatralne i filmowe, oglądane bez wyjątku: od świetnej „Pętli” Hasa po słabą „Sonatę marymoncką” Ridana. A potem przyszły studia i pojawiły się zupełnie inne fascynacje.
Od tamtej pory nie ciągnęło mnie do odnowienia znajomości. Miałam niejasne przeczucie, że proza Hłaski mocno się zestarzała i nowych fanów raczej się nie doczeka. Fragmenty „Pięknych dwudziestoletnich” wysłuchane latem w radiowej Dwójce potwierdziły moje przypuszczenia: uderzał niewyszukany styl, treść nie porywała. I dopiero osiemdziesiąta rocznica urodzin pisarza skłoniła mnie do przejrzenia biblioteczki i powtórnej lektury. Wybór padł na „Ósmy dzień tygodnia” - całkiem udany obrazek obyczajowy z warszawskiej Pragi lat 50. oraz „Cmentarze” – utwór dość nierówny, ale głębszy i ciekawszy.
Hłasko uważał „Cmentarze” (1957) za nieudane, bo zawierały zbyt wiele historii z życia wziętych (z czasem uznał, że proza powinna składać się wyłączenie ze zmyśleń). Faktycznie, dialogi takie jak ten z celi w komisariacie MO:
– Mówię panu; byłem trochę wstawiony i śpiewałem.lub ten telefoniczny z kolegą z pracy:
– Co pan śpiewał?
– Czy to nie wszystko jedno?
– Jasna sprawa, że nie. Śpiew a śpiew to kolosalna różnica. O czym pan śpiewał?
– Już nie pamiętam, zresztą naprawdę nieważne… Wojskowa stara piosenka. […]
Nieznajomy gwizdnął.
– Gorzej być nie mogło – powiedział. Leży pan jak amen w pacierzu… (s. 100)
– Słuchaj, tutaj małe nieporozumienie. Zatrzymano mnie.i z zebrania partyjnego:
– Na odprawie?
– Nie. W komisariacie.
– W ramach akcji „Miasto – Wsi”?
– Nie. Normalnie.
– Aha: deratyzacja.
– Nie. Rzekomy alkoholizm.
– Przecież do walki z alkoholizmem wydelegowaliśmy Cebulaka. Ty, Kowalski, jesteś wydelegowany dla akcji łączności miasta ze wsią. (s. 119)
– Towarzysz Nowak ma airdale-terriera, który się nazywa „Samba”. Pytam się: dlaczego „Samba”? Z tym trzeba raz nareszcie skończyć.
– To w wolnych wnioskach – podniosły się okrzyki. – To w wolnych wnioskach.
– Dlaczego czekać aż do wolnych wniosków? – krzyczeli inni. – Z takimi rzeczami trzeba skończyć od razu, słusznie. Dzisiaj „Samba”, a jutro co? Dzieci koreańskie napalmem bombardować, tak? (s. 136)
mogą dzisiaj uchodzić za zabawne i po prostu wyssane z palca, niestety pisarz zaledwie ubrał w słowa prawdziwe sytuacje. Ta historia przykładnego obywatela i działacza partyjnego, który, posądzony o dywersję, szuka wsparcia u dawnych kolegów z partyzantki, chwilami kuleje i ociera się o patos, dobrze jednak oddaje grozę epoki stalinowskiej. Styl może nie zachwycać, natomiast kafkowski klimat i dialogi zwięźle oddające sedno problemu wyróżniają się tu zdecydowanie na plus. Mnie się podobało, pozostaje pytanie, czy dywagacje o wypaczeniach ideologii mogą jeszcze porywać kolejne pokolenia.
Przeglądając książki Hłaski, dochodzę do wniosku, że nawet jeśli straciły na aktualności, pozostaną dla mnie ważne ze względu na dawne dyskusje i całą otoczkę towarzyszącą ich poznawaniu (że o zdobywaniu nie wspomnę). Przy całym swoim pozerstwie, ten James Dean polskiej literatury niewątpliwie wniósł do niej sporo fermentu i pozostawił kilka niezłych opisów powojennej Polski. Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie: Hłasko miał dobrą rękę do tytułów np. „Następny do raju”, „Wszyscy byli odwróceni”, „Opowiem ci o Esther”, „Palcie ryż każdego dnia” i kilka innych. Wyraziste i intrygujące jak ich autor.
Na stronie radiowej Jedynki można wysłuchać fragmentów biografii Marka Hłaski autorstwa Andrzeja Czyżewskiego w wykonaniu Andrzeja Chyry.
Przeglądając książki Hłaski, dochodzę do wniosku, że nawet jeśli straciły na aktualności, pozostaną dla mnie ważne ze względu na dawne dyskusje i całą otoczkę towarzyszącą ich poznawaniu (że o zdobywaniu nie wspomnę). Przy całym swoim pozerstwie, ten James Dean polskiej literatury niewątpliwie wniósł do niej sporo fermentu i pozostawił kilka niezłych opisów powojennej Polski. Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie: Hłasko miał dobrą rękę do tytułów np. „Następny do raju”, „Wszyscy byli odwróceni”, „Opowiem ci o Esther”, „Palcie ryż każdego dnia” i kilka innych. Wyraziste i intrygujące jak ich autor.
Na stronie radiowej Jedynki można wysłuchać fragmentów biografii Marka Hłaski autorstwa Andrzeja Czyżewskiego w wykonaniu Andrzeja Chyry.
______________________________________________
Marek Hłasko "Cmentarze", Czytelnik, Warszawa 1989
______________________________________________








