poniedziałek, 31 maja 2010

Ci, co pozostali - Paul Scott

"Ci, co pozostali" to powieść bardzo melancholijna, opowiadająca o schyłku życia państwa Smalley będących reliktem minionej epoki. On to Tusker, emerytowany brytyjski pułkownik, ona to Lucy, żona przy mężu. Dzieci brak. Spędzili w Indiach ponad 30 lat; ominęła ich wojna, przetrwali uzyskanie niepodległości przez Indie i właściwie spokojnie dotrwali do siedemdziesiątki. Spokojnie nie oznacza jednak nie ponosząc żadnych kosztów.

Oboje są ludźmi przegranymi: Tusker jako mężczyzna nieambitny nie zrobił kariery ani wojskowej, ani tym bardziej w handlu. Nie zapewnił w ten sposób sobie i żonie spokojnej starości; żyją skromnie, bez możliwości na jakiekolwiek ekstrawagancje, nie wspominając o powrocie do ojczyzny. Co więcej, niska pozycja męża mocno odbiła się na pozycji Lucy - nie była poważana przez inne żony oficerów, niekiedy wykorzystywały ją do pracy. Nie zaznała zbyt wiele szczęścia także u boku Tuskera, który najwyraźniej nie dbał o potrzeby żony. Lucy to postać niespełniona w miłości, małżeństwie i macierzyństwie, nie dane jej było nawet poświęcić się swojej pasji czyli teatrowi amatorskiemu. Mimo to nie narzeka.

A jednak to małżeństwo z 40-letnim stażem sprawia wrażenie udanego. O ile nawzajem się irytują, o tyle doskonale znają swoje nawyki, dzięki czemu całkiem nieźle razem funkcjonują. Ba, można śmiało powiedzieć, że łączy ich silna i głęboka więź, czego nie można niestety powiedzieć o drugim małżeństwie przedstawionym w książce, a mianowicie o państwu Bhulabhoj. Tu sytuacja jest odmienna, albowiem to Lila dominuje w związku i twardą ręką zarządza nie tylko hotelem, ale również swoim małżonkiem. Pan Bhulabhoj to dusza pokrewna Lucy: niespełniony, sfrustrowany, niemal całkowicie uzależniony od swojej drugiej połowy.

Wydawać by się mogło, że to przygnębiająca historia, jednak tak nie jest. Scott potraktował swoich bohaterów z dużą dozą humoru i ciepła, toteż powieści nie brak lekkości. Styl jest miejscami nierówny i miałam wrażenie, że autor pisał bez konkretnej wizji i rozwijał akcję pod wpływem chwili, wypełniając jedynie miejsce między początkiem a końcem, który jest tak naprawdę powrotem do punktu wyjścia. Książka w 1977 r. otrzymała nagrodę Bookera, czy dzisiaj powtórzyłaby swój sukces - wątpię. Jak dla mnie jest za mało przemyślana, brak jej dyscypliny.

Warto wiedzieć, że "Ci, co pozostali" to ostatnia część tetralogii zaadaptowanej na serial "Klejnot Korony". Był on wyświetlany także w Polsce (bodajże w latach 80-tych) i cieszył się sporą popularnością.

Moja ocena: 7/10

Paul Scott, "Ci, co pozostali", PIW, 1992

piątek, 28 maja 2010

Herman - Lars Saabye Christensen

Minipowieść z 1988 roku, która według informacji na okładce stała się w Norwegii bestsellerem, doczekała ważnej nagrody, a nawet ekranizacji. Przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem ten fenomen.

Herman to chłopiec ok. 10-letni, z natury samotnik, nękany przez kolegów z klasy. Jest dzieckiem wyjątkowo bystrym i o dużej wyobraźni, jego inteligentne riposty potrafią dorosłych wprawić w konsternację. Zapada na nietypową w dzieciństwie chorobę - zaczyna łysieć i w krótkim czasie całkowicie traci włosy. Naturalnie cierpi z tego powodu, ale to reakcje otoczenia są tu najciekawsze.

Rodzice starają się zaradzić sytuacji, podnoszą - z marnym skutkiem - syna na duchu. Nieco inaczej jest w szkole - początkowo wszystkich denerwuje zydwestka noszona przez Hermana także na lekcjach. Kiedy prawda wychodzi na jaw, przestają chłopca zauważać - i nauczyciele, i koledzy. Z chwilą pojawienia się peruki ich zachowanie ulega kolejnej zmianie: dają chłopcu fory i pozwalają wygrywać, co główny zainteresowany odbiera jako litość.

I ten aspekt psychologiczny jest w książce najciekawszy, bo proces godzenia się z chorobą został przedstawiony dość sztampowo. Oto po usłyszeniu kilku budujących historyjek od starszych osób, które borykają się z poważnym problemem, Herman zaczyna bardziej optymistycznie patrzeć na swoją przyszłość. Dodajmy do tego nowo zyskaną przyjaciółkę i otrzymamy coś, co doskonale znamy przynajmniej z wielu filmów.

Powieść raczej przeciętna, niezbyt pomaga jej nawet dość oryginalny główny bohater. Oby "Półbrat" tego samego autora okazał się lepszy.

Moja ocena: 6/10

Lars Saabye Christensen, "Herman", Świat Literacki, 2000

środa, 26 maja 2010

Kamyki pamięci - Kate O'Riordan

Na powieść trafiłam przypadkiem przeglądając stroną internetową antykwariatu. Okładka na tyle mi się spodobała, że po przeczytaniu streszczenia książkę zakupiłam. I dobrze się stało, bo sugerując się okładką polską (patrz niżej), lekturę raczej bym sobie darowała. A szkoda by było.

Główną bohaterką jest 48-letnia Irlandka Nell, od lat mieszkająca w Paryżu, gdzie pracuje jako uznana kiperka. Wiedzie spokojne, poukładane życie, a jej jedynym zmartwieniem jest dorosła córka, która wcześniej borykała się z narkomanią i nie jest tak silną osobą jak jej matka. Ali mieszka na odludziu w Irlandii i prowadzi rodzinny pub. Jest to również miejsce, które Nell opuściła ponad 30 lat temu i nawet śmierć własnej matki nie zmusiła jej do choćby krótkiej wizyty. Po otrzymaniu niepokojącej wiadomości od sąsiadów decyduje się jednak pojechać w rodzinne strony.

Moją uwagę zwróciły przede wszystkim dwie rzeczy: zmyślna fabuła i psychologiczny rys postaci. Autorka nie daje gotowych odpowiedzi, a podrzucane tropy często okazują się mylące. Powody niechęci Nell do powrotu czytelnik poznaje stopniowo i właściwie razem z nią "przepracowuje" problem. Wydarzenia i ludzie zmuszają ją do zrewidowania wspomnień i wyjaśnienia dawnych spraw, co nie jest chwilami przyjemne. Poniekąd to tak, jakby główna bohaterka odbyła sesję z psychoterapeutą i próbowała odnaleźć źródło problemu. Naturalnie daje to efekty, a przy okazji staje się jasne, od czego ucieka Nell także w swoim udanym życiu.

Autorka wykazała się dużą wnikliwością i doskonale oddała niuanse w ludzkich zachowaniach. Znakomicie widać to zwłaszcza w opisie relacji matka-córka, która w powieści jest trudna i przypomina istne pole minowe. To dlatego Nell waży słowa, aby niczym nie urazić Ali, i powstrzymuje się od robienia rzeczy, które ta mogłaby odebrać jako wtrącanie się. A przecież w sytuacji, gdy matka uchodzi za niemal doskonałą, dziecko "z problemami" - nawet jeśli jest dorosłą kobietą posiadającą własną rodzinę - ma prawo czuć się niekomfortowo. Podobnie jak niekomfortowo czuła się w dzieciństwie Nell wobec własnej rodzicielki błędnie interpretując jej oschłość.

"Kamyki pamięci" są świetną powieścią psychologiczną, którą czyta się z dużym zainteresowaniem, a nawet w napięciu. Całości dopełniają sugestywne opisy przyrody, która również odgrywa tu ważną rolę. Jedyny zarzut, jaki mogę postawić, to zbyt optymistyczne zakończenie;)

Moja ocena: 9/10

Kate O'Riordan, 'The Memory Stones', Pocket Books, 2003

poniedziałek, 24 maja 2010

Oczyszczenie - Sofi Oksanen

O fabule "Oczyszczenia" lepiej pisać jak najmniej, aby czytelnikom nie popsuć przyjemności jej odkrywania. Zwłaszcza, że dużo tu tajemnic i przemilczeń. Ale pokrótce: historia brutalnie ingeruje w życie dwóch młodych Estonek, miłość naznacza ich życie na zawsze, przemiany polityczne determinują ich wybory. Sytuacja tym trudniejsza, że bohaterki są siostrami, a spodobał im się ten sam mężczyzna. I jak się wkrótce okaże, zakochana kobieta jest zdolna do wielu poświęceń...

Powieść rozpoczyna się w estońskiej wiosce w 1992 r. od nieoczekiwanego spotkania mieszkającej tu staruszki z obcą, sponiewieraną dziewczyną. Obie niosą ze sobą ciężki bagaż doświadczeń, obu Matuszka Rossija dała się mocno we znaki. Akcja cofa się aż do lat 30-tych ubiegłego wieku, to znów wraca do lat 90-tych. Wydarzenia nie są przedstawiane chronologicznie, jednak świetnie obrazują życie pewnej rodziny na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Jest to duży atut książki, ponieważ równocześnie przybliża historię samej Estonii, zwłaszcza tej z lat 40-tych (przejęcie przez ZSRR) i początku lat 90-tych (narodziny niepodległego kraju). Podobnie jak częste przeskoki w czasie, tak i stopniowe odsłanianie kulis historii były znakomitym zabiegiem, dzięki czemu autorce udało się utrzymać napięcie do ostatnich stron.

"Oczyszczenie" to solidnie skonstruowana powieść, sprawia wrażenie dokładnie przemyślanej. Porównania z "Pokutą" McEwana nie są bezpodstawne, choć rozmach jest tu zdecydowanie mniejszy, a i język Oksanen prostszy. Cieszy również fakt, że okładka doskonale koresponduje z treścią książki, nawet mucha nie znalazła się tu przypadkiem;)

Moja ocena: 8/10

Sofi Oksanen, "Oczyszczenie", Świat Książki, 2010

piątek, 21 maja 2010

Ja, Tituba, czarownica z Salem - Maryse Conde

Lubię zabawy literackie, więc opowiedzenie historii znanej m.in. "Czarownic z Salem" Arthura Millera z perspektywy czarnej służącej uznałam za świetny pomysł. Tytułowa Tituba, dziecko gwałtu i sierota, od najmłodszych lat uważana była za istotę o nadprzyrodzonych mocach. Posądzona o rzucanie uroku trafia jako niewolnica do rodziny purytańskiego pastora. Z Barbados płyną do Bostonu, w poszukiwaniu parafii docierają do wioski Salem, gdzie Murzyni - jeszcze nieliczni - są postrzegani jako dzieło szatana i uosobienie wszelkiego zła. Tituba zostaje posądzona o czary przez zawistną siostrzenicę pastora i jej koleżanki. Uruchamia się machina wzajemnych oskarżeń, kilkanaście mieszkańców osady (także białych) trafia do więzienia.

Ta część powieści znakomicie pokazuje, co może wywołać strach przed Innym. Podejrzenia i pomówienia przybierają na sile, a w purytańskiej, na domiar złego zakłamanej i ciemnej, społeczności Salem nie wróży to nic dobrego. Zastraszeni mieszkańcy obwiniają swoich sąsiadów, byle tylko ujść z życiem. Dla niektórych jest to doskonała okazja do zemsty za rzekome krzywdy, wszystko naturalnie w imię boże. Spirala szaleństwa nakręca się, prawda i uczciwość przegrywają z kłamstwem, kilka osób skończy na szubienicy. Tituba z lęku przed śmiercią, ale i z żalu do nielojalnych koleżanek, również ucieknie się do podłości. A przecież tak naprawdę była tylko skuteczną znachorką, nie w głowie było jej szkodzenie innym - jej opiekunka zawsze przestrzegała dziewczynę przed posługiwaniem się bronią białych.

Gdyby powieść zakończyć w tym momencie, byłaby to niezła książka o hipokryzji i strachu, o łatwości manipulowania tłumem, o zbiorowej histerii. Autorka niestety puściła wodze fantazji i tak w więzieniu Tituba spotyka ciężarną Hester, bohaterkę "Szkarłatnej litery" Hawthorne'a oskarżoną o cudzołóstwo. Mogłoby to mieć sens, ale po co robić z niej feministkę o biseksualnych skłonnościach, która popełnia samobójstwo? Po wyjściu z więzienia Tituba trafia do rodziny prześladowanego Żyda, z czasem wraca na ukochany Barbados, gdzie z kolei Murzyni żyją w ucisku białych, a kobiety - w ucisku mężczyzn. Stanowczo za dużo tej opresji w powieści, stąd jej wymowa staje się dość stereotypowa i naiwna: źle być czarnym, Żydem też nie warto być, a i los kobiety jest nie do pozazdroszczenia.

Jak dla mnie Maryse Conde zaprzepaściła szansę na dobrą książkę, wyszła jej zaledwie - mimo ciekawego tematu - książka przeciętna.

Moja ocena: 6/10

Maryse Conde, "Ja, Tituba, czarownica z Salem", Wydawnictwo W.A.B, 2007