piątek, 29 marca 2013

Domysły

Zbigniew Herbert

Domysły na temat Barabasza

Co stało się z Barabaszem? Pytałem nikt nie wie
Spuszczony z łańcucha wyszedł na białą ulicę
mógł skręcić w prawo iść naprzód skręcić w lewo
zakręcić się w kółko zapiać radośnie jak kogut
On Imperator własnych rąk i głowy
On Wielkorządca własnego oddechu

Pytam bo w pewien sposób brałem udział w sprawie
Zwabiony tłumem przed pałacem Piłata krzyczałem
tak jak inni uwolnij Barabasza Barabasza
Wołali wszyscy gdybym ja jeden milczał
stałoby się dokładnie tak jak się stać miało

A Barabasz być może wrócił do swej bandy
W górach zabija szybko rabuje rzetelnie
Albo założył warsztat garncarski
I ręce skalane zbrodnią
czyści w glinie stworzenia
Jest nosiwodą poganiaczem mułów lichwiarzem
właścicielem statków - na jednym z nich żeglował Paweł do Koryntian
lub - czego nie można wykluczyć -
stał się cenionym szpiclem na żołdzie Rzymian

Patrzcie i podziwiajcie zawrotną grę losu
o możliwości potencje o uśmiechy fortuny

A Nazareńczyk
został sam
bez alternatywy
ze stromą
ścieżką
krwi


środa, 27 marca 2013

Aniela Dulska - reaktywacja

We wczesnych latach szkolnych Dulska miała dla mnie twarz Aliny Janowskiej, później została zdetronizowana przez Annę Polony. Musiało upłynąć ponad 30 lat, aby pojawiła się godna konkurentka. Owszem, zdarzały się po drodze inne odtwórczynie roli Anieli, niestety były najczęściej marną kopią swoich poprzedniczek. Dużą odmianę wprowadził bez wątpienia telewizyjny spektakl Marcina Wrony.


Drugim zaskoczeniem był pomysł na postać Dulskiej. To już nie jest niechlujnie ubrana megiera, ale dystyngowana pani domu, która swoim zachowaniem przypomina dyrektora zarządzającego przedsiębiorstwem: wciąż wydaje polecenia, podejmuje decyzje, rozlicza innych z wykonania zadań. Wszystko odbywa się szybko i sprawnie, niemal automatycznie, bez chwili odpoczynku – w salonie pani Anieli nawet kawa z kuzynką jest zawoalowanym spotkaniem biznesowym. Nieprzypadkowo chyba dom Dulskich przypomina firmę także swoją pozornie przyjazną atmosferą i luźnymi relacjami pomiędzy członkami rodziny.


Trzecia niespodzianka dotyczy scenerii i kostiumów. W czasach, kiedy dramaty klasyczne (z antycznymi włącznie) dopasowuje się do dzisiejszej rzeczywistości, Wrona postawił na epokę oryginału, dyskretnie podrzucając gadżety z XXI wieku: telewizor, telefon komórkowy, stepper, spryskiwacz do szyb. Pojawiają się stopniowo i, podobnie jak coraz nowocześniejsze stroje bohaterów dramatu, zgrabnie wtapiają się w krakowski salon sprzed wieku. Dopiero w finale zaistnieją en masse, tworząc płynne przejście do współczesności.


W stosunku do poprzednich adaptacja Wrony jest stonowana i wyciszona. Tekst Zapolskiej lekko okrojono i tak np. Felicjanowi (Robert Więckiewicz) pozostawiono do wypowiedzenia tylko jedną, acz znaczącą kwestię. Tu zresztą sporo dzieje się w sferze pozawerbalnej: wymowne spojrzenia, pauzy, powtórzenia tej samej czynności - nie bez powodu u Dulskich ściera się niewidoczne plamy na lustrze. O dramacie Anieli równie wiele co słowa mówi zmieniający się wyraz twarzy Magdaleny Cieleckiej.


W spektaklu nie wszystko przekonuje, głównie za sprawą upływu czasu. Tekst mocno się zestarzał i dawne skandale nie mają obecnie takiej siły rażenia jak sto lat temu. Ewentualne mezalianse nie bulwersują, a brudy coraz częściej pierze się publicznie. Wolę traktować telewizyjną „Moralność…” jako rzecz o rodzinie w ogóle, jej obraz wydaje mi się prawdziwy. Po jednokrotnym obejrzeniu spektakl Wrony uważam za całkiem niezłą adaptację z całkiem dobrą rolą Magdaleny Cieleckiej.


********************************************************
Gabriela Zapolska „Moralność pani Dulskiej”

Reżyseria: Marcin Wrona
Scenografia: Anna Wunderlich
Kostiumy: Aleksandra Staszko, Małgorzata Karpiuk

Obsada: Magdalena Cielecka (Pani Dulska), Robert Więckiewicz (Pan Dulski), Jakub Gierszał (Zbyszko), Jaśmina Polak (Hesia), Zofia Wichłacz (Mela), Dominika Kluźniak (Juliasiewiczowa), Agata Buzek (Lokatorka), Klara Bielawka (Hanka), Maria Maj (Tadrachowa)

Premiera 25.03.2013
Źródło zdjęć i więcej informacji o spektaklu TU.

poniedziałek, 25 marca 2013

Ojciec.p(r)l

To musi być COŚ, mieć idola w rodzicu. Osobę, która imponuje wiedzą, jest alfą i omegą, ostatnią wyrocznią. Nawet jeśli nie potrafi skręcać w lewo podczas jazdy samochodem albo znaleźć miejsca noclegowego późno w nocy w górach.  O wiele ważniejsze są światy, które przed dzieckiem odkrywa ojciec.  Oraz swoboda i zaufanie, którymi potrafi obdarzyć nastolatka.


Tak naprawdę figura ojca posłużyła narratorowi książki za pretekst do opowieści o samym sobie i o tym wszystkim, co go ukształtowało. Z racji wczesnej śmierci matki był to głównie ojciec, z racji urodzenia się pod koniec lat 60-tych – również PRL.  Dojrzewanie głównego bohatera zbiega się z dogorywaniem socjalizmu, i tak jak z hukiem upada system polityczny, tak z hukiem w dorosłe życie wchodzi Wojtek, któremu krótko po maturze rodzi się dziecko. Dwie dekady później dojdzie do kolejnego ważnego „rozjazdu”: Wojtek zacznie podróżować w przeciwnym kierunku niż jego ojciec, aż do momentu zmiany warty. Schorowany, starszy pan zacznie wymagać stałej opieki i kontroli syna, obaj mężczyźni zamienią się rolami.

Książkę Staszewskiego można czytać jako opowieść o różnych obliczach ojcostwa, a co istotne - obliczach niepoddanych retuszowi. O rzeczach przykrych pisze się tu wprost, braki i słabości (także własne) nazywa się po imieniu – bez eufemizmów i dorabiania filozofii.  W rezultacie powstał bardzo ciekawy i prawdziwy portret czterdziestolatka, a przy okazji drobiazgowy obraz epoki, bez której nie byłoby przecież dzisiejszego Wojciecha. Napisany zgrabnie i z pomysłem (choć chwilami zbyt efekciarsko),  „Ojciec.prl” zdecydowanie zasługuje na uwagę.

______________________________________________________

Wojciech Staszewski „Ojciec.prl”, Wyd. Agora, Warszawa, 2012
______________________________________________________




piątek, 22 marca 2013

Nie wszystko złoto

Nie wszystko złoto, co się świeci, nie wszystkie reportaże z serii Czarnego reprezentują dobry poziom. Przykładem „14:57 do Czyty” czyli zbiór tekstów Igora Miecika drukowanych wcześniej w Polityce w latach 2000-2005. Mam poważne wątpliwości, czy one w ogóle zasłużyły na książkowe wydanie, na dodatek w twardej oprawie.


Reportaże Miecika z pewnością mają walor poznawczy. Do najciekawszych zaliczyć można ten o dawnym Domu Rad w Moskwie, o konkursie piękności w kobiecej kolonii karnej i o krasnojarskim gimnazjum żeńskim dla przyszłych dam. Pozostałe teksty to powtórka dobrze znanych i wielokrotnie poruszanych tematów (zatonięcie „Kurska”, atak terrorystyczny w szkole w Biesłanie i teatrze na Dubrowce) oraz rzeczy nowe, ale bez większego znaczenia. W odbiorze książki nie pomaga również przeciętny styl i nie najlepszy warsztat reportera.

Na okładce napisano, że Rosja przeraża, fascynuje i nieustająco zdumiewa. Niestety nie w ujęciu zaprezentowanym na kartach „14:57 do Czyty”. Być może zawinił wybór reportaży, być Miecik ma niewiele do zaproponowania. Dla mnie jego książka to rozczarowanie.

___________________________________________________________________

Igor T. Miecik „14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji”, Wyd. Czarne, Wołowiec, 2012
___________________________________________________________________


środa, 20 marca 2013

Literatura i moda

W ubiegłym miesiącu w jednym z ekskluzywnych sklepów odzieżowych na Piątej Alei w Nowym Jorku pojawiły się niezwykłe wystawy. Nowe kolekcje znanych kreatorów mody (m.in. Prady, Balenciagi, Toma Forda) pojawiły się w literackiej scenerii. Każda z pięciu witryn stanowiła ilustrację do znanej powieści. Efekty niecodziennego mariażu literatury z modą wyglądały następująco:

Franz Kafka "Przemiana"


Rudyard Kipling "Księga dżungli"


Charles Dickens "Opowieść o dwóch miastach"


George Orwell "Folwark zwierzęcy"


Marcel Proust "W poszukiwaniu straconego czasu"

Dla mnie rewelacja. A co Państwo na to?


źródło zdjęć