poniedziałek, 25 czerwca 2012

Ostatnia droga

Nie widzą nas, gdy się tłoczymy i przepychamy wokół nich. Oczywiście, że nie. jakżeby mieli widzieć. Ale do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Do tego przywykliśmy od dawna, jeszcze długo przed. Przed tym. [str. 12]
Przyjemnie nie będzie. Zaczyna się od znalezienia rozkładających się zwłok przez policję, kończy w krematorium. Po drodze czytelnikowi przyjdzie spędzić sporo czasu w prosektorium i na sali sądowej, bo tędy prowadzi ostatnia droga zmarłego. Towarzyszą mu duchy kolegów, za życia tworzących małą komunę alkoholików i narkomanów. Czas mija, procesja trwa, żałobnicy rozpoczynają opowieść.


Siła książki McGregora tkwi w narracji - nerwowej i chaotycznej niczym narkoman na głodzie, urozmaiconej scenami jak z niezłego odlotu. Częste zmiany wątku, zdania urywane w połowie, luki w pamięci robią mocne wrażenie. Dają iluzję obcowania z żywym człowiekiem, a właściwie pół-żywym, bo balansującym na krawędzi życia. I może to śmierć jest najlepszym, co zdarza się bohaterom powieści, których egzystencję wypełnia oczekiwanie na kolejną działkę. Chociaż nie, w tej marnej wegetacji będącej drogą jednokierunkową w dół, czeka się na coś jeszcze:
Na ogół wszyscy ludzie cię omijają, pilnują się, żeby cię przypadkiem nie dotknąć, nie otrzeć się o ciebie, nie nawiązać nawet kontaktu wzrokowego. A potem coś takiego. Myje, wyciera, bierze do ręki twoje stopy. Właśnie takie rzeczy zostają w pamięci na zawsze, ogólnie rzecz biorąc. Na coś takiego można siedzieć i czekać przez cały dzień. [str. 108]

Na takie powieści jak "Nawet psy" można - i warto - czekać znacznie dłużej.

___________________________________________________________________

Jon McGregor "Nawet psy" tłum. Jolanta Kozak, SW Czytelnik, Warszawa, 2012
___________________________________________________________________

7 komentarzy:

  1. Właśnie czytam i jestem szczerze zachwycony, chociaż przyznaję, że lektura nie jest łatwa (nie tyle z uwagi na styl, bardziej z racji zawartego w niej ładunku emocjonalnego).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa. Ale jak to jest napisane, prawda? Aż żal, że książka w ogóle się u nas nie przebiła.

      Usuń
    2. O tak - pomysł z narracją jest kapitalny. Totalny rozgardiasz i chaos przywodzący na myśl narkotyczne omamy. Destrukcja, rozkład, unicestwienie parują z kart tej powieści (i dlatego właśnie lektura jest taka trudna).

      Seria "Nike" to fabryka dobrych bądź bardzo dobrych pozycji, ale Czytelnik nie inwestuje zbyt wielkich pieniędzy w reklamę. W efekcie (czego bardzo żałuję), wiele ich książek wchodzi na rynek bez większego echa.

      Usuń
    3. Pomysł i narracja faktycznie znakomite. Podczas lektury miałam wrażenie, że jestem w środku tej historii.

      Tak, Czytelnik nie reklamuje się, a szkoda. Zwłaszcza że newsletter i FB nie wymaga zbytnich nakładów.;(

      Usuń
    4. Osobną sprawą jest fakt, że książki praktycznie nie egzystują w przestrzeni społecznej - w telewizji jest raptem kilka programów poświęconych literaturze, a większość czasopism poradnikowo-rozrywkowych koncentruje się na wydawniczych nowościach reklamowanych jako bestsellery. W rezultacie przeciętny zjadacz chleba, który sięga po 2 - 3 tytuły rocznie, w ogóle nie spogląda w kierunku literatury mniej komercyjnej.

      Usuń
    5. Zgadza się. Jeśli się promuje, to na ogół te same tytuły, które nie zawsze okazują się tak dobre, jak usiłuje nam to wmówić wydawca czy recenzent w czasopiśmie.
      Od dawna uważam, że do promowania książek powinno zatrudnić się celebrytów, to często chwyta, tylko nie można reklamować książki nachalnie.

      Usuń
    6. Ha, to mogłoby być naprawdę ciekawe - Natalia Siwiec i "Kobiety" Bukowskiego, Hanna Lis z "Wadą ukrytą" Pynchona, a na dokładkę Edyta Herbuś zaczytująca się w "Traktacie o łuskaniu fasoli" Myśliwskiego!

      Usuń