piątek, 25 lutego 2011

Klub czytelniczy (odc. 2) - Malowany ptak

Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby z "Malowanego ptaka" usunąć wszystkie okropieństwa, niewiele by pozostało. Osobiście jestem innego zdania, ale z chęcią poznam Wasze opinie.


Szczególnie interesują mnie takie oto kwestie:

1. O czym w Waszym odczuciu jest książka Kosińskiego?

2. W swoich uwagach do tekstu autor napisał, że negatywnym bohaterem powieści jest chłopiec, ponieważ "ze wszystkich postaci on jeden nienawidzi świadomie, ciągle i płomiennie; pragnie odpłacać nienawiścią za wszystko, co przydarzyło mu się na tym świecie". Czy Wy również w ten sposób postrzegacie głównego bohatera?

3. Chłopiec z racji swojego pochodzenia jest obiektem dotkliwych prześladowań, tymczasem autor postanowił tę postać dodatkowo pognębić i w rezultacie chłopiec wskutek traumy traci głos. Jaką rolę Waszym zdaniem odgrywa niemota w powieści? (o inne symbole nie pytam - autor w uwagach dość dokładnie je wyjaśnił;)

4. Czy pośród okropieństw dominujących w książce jest jednak coś, co Wam się podobało? Jakiś wątek, scena, postać albo pomysł autora? Czy w ogóle będziecie zachęcać innych do tej lektury?

5. Kosiński długo utrzymywał, że wydarzenia opisane w powieści przytrafiły mu się naprawdę, z czasem kłamstwo wyszło jednak na jaw. Czy miało to jakikolwiek wpływ na Wasz odbiór "Malowanego ptaka"? Czy czytając beletrystykę bierzecie pod uwagę życiorys twórcy czy też nie ma on dla Was znaczenia?

Jeśli chcecie dodać własne pytania - proszę bardzo.

Zapraszam do dyskusji;)

czwartek, 24 lutego 2011

Czarny Ptasior - Joanna Siedlecka

Joanna Siedlecka lubi szperać w życiorysach znanych twórców, w tym przypadku zajęła się dzieciństwem Jerzego Kosińskiego. Jak sama zaznacza, nie chodziło jej o zdemaskowanie pisarza, który przez lata utrzymywał, że "Malowany ptak" opisuje wydarzenia z jego dzieciństwa. Autorce chodziło o odpowiedź na pytanie, jakie przeżycia kryją się za okropieństwami przedstawionymi w powieści.


Wynik poszukiwań jest bardzo ciekawy i zaskakujący, ponieważ wojenne losy rodziny Kosińskich były - oględnie mówiąc - niezbyt dramatyczne. Udało im się przeżyć Holocaust w znośnych warunkach, a zważywszy na okoliczności - nawet bardzo dobrych. W zasadzie nie ukrywali się - mieszkali w tarnobrzeskiej wsi, w miarę normalnie "funkcjonowali", starali się jedynie nie afiszować. Niektórzy twierdzą, że powodziło im się wręcz całkiem dobrze - byli dobrze ubrani, nie głodowali, a Jurek był po prostu wychuchany.

Rozmówcy Siedleckiej to najczęściej potomkowie osób, które z Kosińskimi się zetknęły lub rówieśnicy pisarza, którzy jako dzieci czasem się z nim bawiły. Siłą rzeczy mało tu faktów, całość bazuje na opowieściach, niekoniecznie świadków. Niemniej wielu z nich rozpoznało na kartach "Malowanego ptaka" konkretne miejsca i bohaterów, przy czym wszyscy są zgodni co do tego, że opisane wydarzenia mocno odbiegają od prawdy. Przede wszystkim niebywale dużo w nich okrucieństwa i wynaturzeń, co w okolicy w ogóle nie miało miejsca, a co niektórzy mają pisarzowi do dzisiaj za złe.

Bez względu na rzeczywistą wartość faktograficzną książka (a właściwie książeczka, bo zaledwie to 154 strony) zasługuje na lekturę. Warto poznać dzieciństwo pisarza choćby dlatego, że było tak odmienne od losów milionów innych Żydów, którym nie udało się przeżyć.

Joanna Siedlecka "Czarny Ptasior", Wydawnictwo Marabut / CiS, Gdańsk / Warszawa, 1994

wtorek, 22 lutego 2011

Marcowe spotkanie Klubu Czytelniczego

Po mrocznym "Jądrze ciemności" Conrada i okrutnym "Malowanym ptaku" Kosińskiego przyda się nieco odmiany, może zapewni ją "Kobieta z wydm" Kōbō Abe;) Napisana w 1962 r., uchodzi za jedną z najbardziej znanych na świecie powieści z kręgu literatury japońskiej.

Więcej o zasadach funkcjonowania Klubu tutaj.

Na dyskusję o książce zapraszam od piątku 25 marca 2011 r.


poniedziałek, 21 lutego 2011

After Leaving Mr Mackenzie - Jean Rhys

Kiedyś się mawiało: dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, dżentelmeni je mają. A kobiety? W latach 30-tych ubiegłego wieku najlepiej było mieć męża, to on stanowił zabezpieczenie finansowe. Julia zrezygnowała z tej możliwości, jednak tylko pozornie: żyje na koszt kolejnych protektorów. Niestety o tych coraz trudniej, jako że Julia nie jest już pierwszej młodości i uroda lekko przywiędła. Pozostaje proszenie o wsparcie rodziny i znajomych.


Rhys po mistrzowsku pokazuje, jak niewygodnym tematem są pieniądze - i dla proszącego o pożyczkę, i dla ewentualnego pożyczkodawcy. Taktyki przyjmowane przez obie strony, emocje związane z niewygodną sytuacją, zadawnione urazy przy okazji wychodzące na światło dzienne - to wszystko da się w powieści dokładnie prześledzić. Pikanterii dodaje ilustrowanie wypowiedzi bohaterów ich prawdziwymi myślami - oto hipokryzja jawi się w pełnej krasie. Światem Julii rządzą konwenanse i gra pozorów, a żeby jakoś egzystować, musi grać według tych samych zasad. Przygnębiające jest, że tu nawet nie chodzi o miłość czy przyjaźń, ale o zwykłe przetrwanie.

To moja druga - po 'Good Morning, midnight' - książka tej autorki i na pewno nie ostatnia. Mimo licznych podobieństw obie uważam za prawdziwe rarytasy. Skromne, ale eleganckie - jeśli tak można o prozie powiedzieć.

Jean Rhys 'After leaving Mr Mackenzie', Penguin Books, 2000

piątek, 18 lutego 2011

Balladyny i romanse - Ignacy Karpowicz

Z książką Karpowicza jest trochę tak, jak z pokazem sztucznych ogni: z zachwytem ogląda się kolejne eksplozje, podziwia coraz to nowe barwy i kształty, jednak po pewnym czasie zaczyna się przestępowanie z nogi na nogę, od zadzierania głowy cierpnie kark, a koniec widowiska przyjmuje się z zadowoleniem.


Podobne odczucia miałam podczas lektury "Balladyn i romansów" - powieści błyskotliwej, skrzącej się humorem i pełnej zaskakujących pomysłów. Nike związana z Jezusem, Atena z Ozyrysem, Afrodyta z Lucyferem, Ares z Hermesem - tak, to niesztampowe i zabawne rozwiązania. Jeszcze ciekawiej robi się, kiedy bogowie zstępują na ziemię, a dokładnie do kraju w aktualnej promocji czyli Polski i zamieszkują wśród tubylców.

Mimo to po jakiś 300 stronach powieść zaczęła mnie nużyć. Niby oprócz wartkiej akcji jest tu miejsce na refleksję (popkultura zamiast religii, kryzys wiary itp.), niby to dobra powieść, a jednak coś zaczyna uwierać. W moim przypadku to ogólny przesyt, trochę za dużo tu fajerwerków i przede wszystkim - stron (aż 575).

Jedno jest pewne: jeśli gdzieś zobaczę białe piórko, uśmiechnę się i pomyślę: Oho! Eros niedawno tu był;)

Uwaga do korektora: dowieść (str. 179) to nie to samo co "dostarczyć na miejsce".

Ignacy Karpowicz "Balladyny i romanse", Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2010