wtorek, 15 stycznia 2019

150

Równo 150 lat temu 15 stycznia 1869 r. urodził się Stanisław Wyspiański - dramaturg, malarz, poeta, wizjoner. Dla mnie jeden z najwybitniejszych artystów polskich, jeśli nie najwybitniejszy, a Wesele (niestety - od lat aktualne) to zdecydowanie najlepszy polski dramat.


Pocztówka z reprodukcją fotografii przedstawiająca scenę z Wesela S. Wyspiańskiego 
wraz z fragmentem utworu (źródło)

 

wtorek, 8 stycznia 2019

Stycznia zona sina

Zima. Biała jak zęby po butelce czerwonego wina. Godzina szósta, wiszą spaliny nad Warszawą jak zły czar, krzyczą kominy smrodem. Stycznia zona sina […]

Na początku jest chaos: nie bardzo wiadomo, kto mówi i o czym, ale w końcu główny bohater jest na ostrym kacu i czuje się rozkojarzony. On zresztą w ogóle czuje się źle: w głowie ma samotność tak wielką jakby przez morze płynął puszką. Cóż, taki los wrażliwców, a nasz 32-latek z Grochowa ma artystę w sobie. Chciał robić rap i go robi. Takie wyobrażenie ma o sobie Kamil, inni widzą w nim zwykłego luja.


Samozwańczy raper w rozpadających się najkach i bluzie spryskanej damskim dezodorantem peregrynuje z jednego końca Warszawy na drugi, załatwiając rzekomo ważne sprawy, a w istocie tylko płynie z prądem, bierze, co mu los podrzuci. I tu robi się ciekawie, ponieważ w Innych ludziach nie oglądamy stolicy w wersji serialowej czyli cukierkowej, przeciwnie, to raczej Warszawa klasy C, spowita smogiem i zamieszkana przez ludzi przeciętnych i szarych, często z aspiracjami i/lub pretensjami do świata.

Podoba mi się u Masłowskiej ta wszechobecna brzydota i nieatrakcyjność, podobają mi się również rozsypane igły z choinki oraz nieapetyczne niedopałki i brunatne plamy „zdobiące” stronice książki. Jeszcze bardziej podoba mi się celnie uchwycona życia panorama czyli aktualne trendy i mody: od Ubera i pudełkowej diety przez plazmy błyskające w oknach i wino Carlo Rossi za 30 zł aż po tatuaże z Małym Powstańcem i selfie na Instagramie.

Autorka nie zaskakuje, niemniej kupuję jej balladę o smutnej Warszawie i niespełnionym Kamilu, z kapitalnymi chórkami modeli z ulicznych reklam i sąsiadów z bloku. O nas jest ta piosenka, chciałoby się rzec, bo ci inni ludzie to przecież my sami. Całość może nie jest literacką petardą, ale gwarantuje refleksję i dobrą zabawę – Masłowska jak zwykle stylistycznie wymiata.

_______________________________________________________
Dorota Masłowska Inni ludzie, Wyd. Literackie, Kraków 2018 


środa, 2 stycznia 2019

Do wszystkiego

Służące do wszystkiego powstały z chęci przywrócenia pamięci kobietom pomijanym przez całe dekady: tym, których chlebodawcy często nie pamiętali z imienia i dla własnej wygody nazywali je po prostu Marysią albo Kasią. Stanowiły najniższy szczebel w hierarchii służby domowej tj. gotowały, sprzątały i zajmowały się dziećmi. Ich praca często przybierała formę (pół)niewolnictwa, przywileje były nieliczne lub żadne.


Joanna Kuciel-Frydryszak zgrabnie przedstawiła specyfikę zawodu przedwojennej służącej, wykorzystując w tym celu wspomnienia i artykuły prasowe z pierwszej połowy XX wieku. Najciekawsze wydały mi się rozdziały pokazujące, na czyją i jakiego rodzaju pomoc mogła liczyć ta grupa zawodowa. Były więc nieliczne szkoły i kursy uczące fachu, były tzw. kantory stręczeń czyli odpowiednik biur pośrednictwa pracy. O prawa służących upomniały się z czasem socjalistyczne związki zawodowe, wobec których kontrę stanowiły katolickie stowarzyszenia służących – skuteczne i dobrze zorganizowane, ale tworzone głównie ze strachu przed komunizmem. Wiele problemów z pewnością rozwiązałaby ustawa rządowa, niestety ta omawiana w parlamencie w 1920 r. przepadła za sprawą partii chłopskiej i dopiero od 1933 r. służba domowa mogła liczyć na ochronę prawną.

Swoją drogą wyimki z debat sejmowych oraz przedruki artykułów prasowych cytowane w książce są frapujące. Oględnie mówiąc, temat wzbudzał duże emocje, wielu obywateli ostro występowało przeciw przyznawaniu praw „garnkotłukom”. Tym bardziej pozytywnie zaskakuje dalekowzroczność Narcyzy Żmichowskiej, która już w 1867 r. na łamach Bluszcza zalecała panienkom i paniczom samodzielność i wieszczyła, że […] w epoce przyszłej kobieta hartowniej się wykształci, [...] nauczy się w domu żyć, tak jak czasem w podróży bez służącej żyje, byle tylko od wschodnich zwyczajów odwykła — byle na moralne przekonanie to wzięła, że istotnie złem jest nie zrobić dla siebie i kolo siebie wszystkiego, co zrobić można, i że grzechem narzucać służącej to, czego ona może nie zrobić. Długo trzeba było czekać, ale proroctwo spełniło się.

Służące do wszystkiego czyta się i ogląda z przyjemnością, choć treść do wesołych nie należy. Dobrze się stało, że przynajmniej garstka tych kobiet została z imienia i/lub nazwiska uwieczniona, teraz także przez Kuciel-Frydryszak.

_____________________________________________________________________________
Joanna Kuciel-Frydryszak Służące do wszystkiego, Wyd. Marginesy, Warszawa 2018


piątek, 21 grudnia 2018

Antyarka

Ten nasz szpital przypomina nabity ludźmi statek, kiwający się na wzburzonym oceanie. To taka antyarka załadowana samymi smutnymi i samotnymi kobietami, kobietami o fatalnej kombinacji genów, kobietami przeznaczonymi do wyginięcia. Antyarka nie ratuje i donikąd nie zmierza. Ona tylko wypływa na sam środek oceanu, gdzie być może wymrą w nas, jej pasażerkach, te wirusy świńskiej melancholii, co atakują dusze, mózgi i serca. [s. 89]

Olga Hund napisała krótką, acz poruszającą relację z pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Psy ras drobnych to rzecz o arcytrudnych zmaganiach z depresją i stanami lękowymi i próbie powrotu do tzw. normalnego życia na zewnątrz, które chorym wydaje się piekłem. To również książka o tym, jak niefunkcjonalny jest system opieki zdrowotnej i jak nieudolnie leczy się pacjentów na oddziale zamkniętym.

Co napisawszy, przyznaję się bez bicia, że mimo niewesołej wymowy powieści, podczas lektury niejednokrotnie parskałam śmiechem. Tyle tu absurdalnych sytuacji, że trudno się choćby nie uśmiechnąć, głównie z niedowierzania. Bo na przykład test (sic!) na depresję czyli stara pożółkła odbitka z maszynopisu składa się z zaledwie jednego pytania: Czy masz depresję? Zaznacz odpowiedź Tak/Nie. Obchód lekarski jest równie pobieżny, plastyczne zajęcia terapeutyczne prowadzi salowa, gorszy jest już chyba tylko wieczorek muzyczny z kantatami barokowymi granymi na gitarze.

Autorka ma oko i ucho do kuriozalnych sytuacji, humorem oswaja niewesołą szpitalną rzeczywistość. A w szpitalu jest naprawdę źle i taki jest też stan psychiczny narratorki oraz innych pacjentek: […] większość dziewczyn na oddziałach nie jest aż tak szalona i pamięta, co robili im ojcowie, wujkowie, mężowie, matki, co robił im Kościół, ZUS i rynek pracy. [s.49] Otępiałe od leków kobiety snują się jak tłuste sumy, bez chęci do jakiejkolwiek aktywności. Zamiast bólu i ataków paniki pojawia się bezbrzeżna nuda, zabijana snem, kąpielami i oglądaniem telewizji. Żyć się odechciewa.

Psy ras drobnych są lekturą przygnębiającą, zanurzoną w beznadziei i brzydocie. Nie ma szczęśliwego zakończenia, tu się nawet nie udaje, że główna bohaterka i jej znajome z oddziału wyzdrowieją. To obraz choroby rzadko spotykany w literaturze – prosty i zarazem szczery aż do bólu, zapewne dlatego książka tak mocno daje w kość czytającemu. Mam nadzieję, że Olga szybko nie wróci na te wczasy dla smutnych dzieci.

________________________________________________________
Olga Hund, Psy ras drobnych, Korporacja Ha!art, Kraków 2018


środa, 5 grudnia 2018

Czytać

[...] Nie wystarczy czytać. Rzeczą ważniejszą jest - wedle wszystkich ekspertów - czytać ponownie.

I nie tylko książkę, którą pamiętamy jak przez mgłę albo której za pierwszym czytaniem nie zrozumieliśmy w pełni; należy ponownie przeczytać każde zdanie, każdy rzeczownik i czasownik, a także przydawkę, która w książce coś definitywnie określa. Bo czego chce książka? Abyśmy ją zrozumieli. Ale coś takiego następuje powoli, nieomal tak wolno i w sposób tak skomplikowany jak w życiu. Małżonkowie potrzebują niekiedy dziesięcioleci, nim wreszcie jedno zdoła zrozumieć drugie. Książki to także trudni znajomi.


Nie wystarczy czytać zgodnie z katalogiem, modą albo tradycją; instynktownie należy szukać książki, która-właśnie nam - może powiedzieć coś istotnego. Trzeba czytać regularnie, podobnie jak człowiek śpi, je, kocha i oddycha. Książki, jak ludzie, tylko wtedy zdradzą ci swoje sekrety, obdarzą cię zaufaniem, jeśli i ty oddasz im się bez reszty.

Nie lubię czytać książek innych niż te, które są moją własnością. Nie wystarczy mieć w posiadaniu myśl i wiedzę, jaką zawiera książka. Niech zatem książka, która jest ziemską powloką myśli, będzie moją, bezwarunkowo, jak tego domagają się kochankowie.

Sandor Marai, Niebo i ziemia, przeł. Feliks Netz, Czytelnik, Warszawa, 2011, s. 98