W lutym 2008 r. Joyce Carol Oates została wdową - jej mąż zmarł niespodziewanie na zapalenie płuc. Autorka opisuje próby przetrwania i odnalezienia się we wdowieństwie, rejestrując drgania swojego nastroju z dokładnością sejsmografu. Żal, bezradność i tęsknota mieszają się z irytacją i wzburzeniem. Dla instytucji zmarły jest kolejną sprawą do zamknięcia i nazwiskiem do usunięcia z baz danych, dla wdowy - wciąż żywą postacią. Przepaść nie do pokonania, przynajmniej w pierwszych miesiącach po stracie. Oates naturalnie przetrwała, głównie dzięki wsparciu przyjaciół i środków farmakologicznych oraz paradoksalnie - myśli o samobójstwie. Ta ostatnia pojawiała się w chwilach skrajnej niemocy na zasadzie celnie ujętej przez Nietzschego: "Myśl o samobójstwie jest nie lada pociechą, dzięki niej niejedną noc złą spędza się dobrze".
Czytelnik niemal dzień po dniu towarzyszy zmaganiom autorki, śledzi jej cierpienie jak film w zwolnionym tempie. Z jednej strony jest to nużące, z drugiej doskonale pokazuje stan emocjonalny osoby na skraju załamania psychicznego. Lektura wartościowa, bo naświetla sytuację, która może dotknąć każdego, choćby w sposób pośredni. A że właściwie zachowanie się wobec osób w żałobie jest trudne, "Opowieść wdowy" udowadnia niejednokrotnie. Oates nieco zgryźliwie mówi o swojej książce jako podręczniku wdowy, ale w rzeczywistości to może być podręcznik dla wszystkich. Tylko czy radzenia sobie ze śmiercią bliskich można się w ogóle nauczyć?
______________________________________________________________________________
Joyce Carol Oates "Opowieść wdowy" tłum. Katarzyna Karłowska, Wyd. Rebis, Poznań 2011
______________________________________________________________________________
piątek, 5 października 2012
wtorek, 2 października 2012
Sarny, karpie i odkurzacze
Rzadko się zdarza, żeby ekranizacja podobała mi się bardziej niż pierwowzór literacki, ale tym razem tak było. "Śmierć pięknych saren" Oty Pavla próbowałam już dwukrotnie, niestety sił starczało na jakieś kilkadziesiąt stron - książka nie była w stanie mnie wciągnąć. Co innego film Karela Kachyňy. Nie przeszkadzała mi ani średniej jakości kopia, ani kiepski lektor wyprzedzający czasem kwestie aktorów.
Oto bowiem główny bohater, ojciec synom i mąż potulnej żonie, postanawia, że zostanie najlepszym obwoźnym sprzedawcą odkurzaczy, a w rezultacie, niejako w nagrodę, zdobędzie "twierdzę" dyrektorowej. Do zadania zabiera się metodycznie, nie powstrzymają go ani chłopi mało wyrozumiali dla jakichkolwiek wynalazków, ani namiętne gospodynie, ani krewcy oficerowie zazdrośni o swoje kochanki. Na drodze do sukcesu zdarzają się i poważniejsze wpadki, któż w końcu choć raz w życiu nie dokonał nietrafionej inwestycji w postaci zakupu rzekomo zarybionego stawu. Tatko wychodzi jednak z opresji bez szwanku, kłopoty zaczynają się w chwili, gdy okazuje się, że ma niewłaściwe pochodzenie, za długi nos oraz zbyt duże i czarne oczy. Coś, co mogło uchodzić za komedię, przeradza się niepostrzeżenie w prawdziwy dramat.
Ekranizacja Kachyňy (1987) bez problemu wytrzymuje konkurencję z najlepszymi produkcjami starej szkoły filmu czeskiego. W "Śmierci pięknych saren" znajdziemy i humor, i zrozumienie dla ludzkich słabości, czyli elementy, za które szczególnie lubimy kino czeskie. Do tego dochodzi dobrze opowiedziana historia z barwnym bohaterem i miejscem na refleksję. Film jest na tyle świetny, że przyjdzie się chyba przeprosić z książką.
************************************
Śmierć pięknych saren (1987)
reżyseria: Karel Kachyňa
scenariusz wg książki Pavla Oty: Karel Kachyňa
obsada: Jan Jirásek, Dana Vlková, Karel Heřmánek, Valérie Čižmárová, Marta Vančurová, Zdeněk Dítě, Jan Přeučil
więcej informacji o filmie tutaj
Oto bowiem główny bohater, ojciec synom i mąż potulnej żonie, postanawia, że zostanie najlepszym obwoźnym sprzedawcą odkurzaczy, a w rezultacie, niejako w nagrodę, zdobędzie "twierdzę" dyrektorowej. Do zadania zabiera się metodycznie, nie powstrzymają go ani chłopi mało wyrozumiali dla jakichkolwiek wynalazków, ani namiętne gospodynie, ani krewcy oficerowie zazdrośni o swoje kochanki. Na drodze do sukcesu zdarzają się i poważniejsze wpadki, któż w końcu choć raz w życiu nie dokonał nietrafionej inwestycji w postaci zakupu rzekomo zarybionego stawu. Tatko wychodzi jednak z opresji bez szwanku, kłopoty zaczynają się w chwili, gdy okazuje się, że ma niewłaściwe pochodzenie, za długi nos oraz zbyt duże i czarne oczy. Coś, co mogło uchodzić za komedię, przeradza się niepostrzeżenie w prawdziwy dramat.
Ekranizacja Kachyňy (1987) bez problemu wytrzymuje konkurencję z najlepszymi produkcjami starej szkoły filmu czeskiego. W "Śmierci pięknych saren" znajdziemy i humor, i zrozumienie dla ludzkich słabości, czyli elementy, za które szczególnie lubimy kino czeskie. Do tego dochodzi dobrze opowiedziana historia z barwnym bohaterem i miejscem na refleksję. Film jest na tyle świetny, że przyjdzie się chyba przeprosić z książką.
************************************
Śmierć pięknych saren (1987)
reżyseria: Karel Kachyňa
scenariusz wg książki Pavla Oty: Karel Kachyňa
obsada: Jan Jirásek, Dana Vlková, Karel Heřmánek, Valérie Čižmárová, Marta Vančurová, Zdeněk Dítě, Jan Přeučil
więcej informacji o filmie tutaj
piątek, 28 września 2012
Klub czytelniczy (odc. 21) – Dom lalki
Helmer: Nie byłaś szczęśliwa?...
Nora: Nie, byłam tylko wesoła. A tyś był zawsze wobec mnie miły i uprzejmy. Ale dom nasz był zawsze tylko pokojem dziecinnym. W domu, u ojca, traktowano mnie jak małą laleczkę, tu, u ciebie, jak dużą. A dzieci – to były już moje własne lalki. Cieszyłam się, kiedyś ty się ze mną bawił, tak samo jak się dzieci cieszyły, kiedy ja się z nimi bawiłam. Tak wyglądało nasze małżeństwo, Torwaldzie. (Dom lalki, Akt III)
Pytania na dziś:
1. Czy zdarza Wam się czytać dramaty? Lubicie ten gatunek literacki?
2. "Dom lalki" pokazuje model małżeństwa z drugiej połowy XIX w. W jakim stopniu Nora i Torvald są ofiarami swoich czasów, a w jakim własnych poczynań?
3. Jak oceniacie drogę Nory do wolności?
4. Co dramat Ibsena ma do zaoferowania dzisiejszym czytelnikom? Czy warto go jeszcze wystawiać?
5. Jak wyobrażacie sobie dalsze losy Nory?
6. Miejsce na Wasze pytania
Serdecznie zapraszam do dyskusji.
Nora: Nie, byłam tylko wesoła. A tyś był zawsze wobec mnie miły i uprzejmy. Ale dom nasz był zawsze tylko pokojem dziecinnym. W domu, u ojca, traktowano mnie jak małą laleczkę, tu, u ciebie, jak dużą. A dzieci – to były już moje własne lalki. Cieszyłam się, kiedyś ty się ze mną bawił, tak samo jak się dzieci cieszyły, kiedy ja się z nimi bawiłam. Tak wyglądało nasze małżeństwo, Torwaldzie. (Dom lalki, Akt III)
Pytania na dziś:
1. Czy zdarza Wam się czytać dramaty? Lubicie ten gatunek literacki?
2. "Dom lalki" pokazuje model małżeństwa z drugiej połowy XIX w. W jakim stopniu Nora i Torvald są ofiarami swoich czasów, a w jakim własnych poczynań?
3. Jak oceniacie drogę Nory do wolności?
4. Co dramat Ibsena ma do zaoferowania dzisiejszym czytelnikom? Czy warto go jeszcze wystawiać?
5. Jak wyobrażacie sobie dalsze losy Nory?
6. Miejsce na Wasze pytania
Serdecznie zapraszam do dyskusji.
środa, 26 września 2012
Październikowe spotkanie Klubu Czytelniczego
Czytaliśmy już wspólnie różne gatunki literackie, pora na fantastykę naukową. Zapraszam na "Kongres futorologiczny" Stanisława Lema - opowiadanie z 1971 r. będące częścią cyklu "Dzienniki Gwiazdowe".
Z okładki: Futurologiczny koszmar ukazany został w obrazie świata, którego materialną i duchową nędzę maskują halucynacje wywołane działaniem środków chemicznych. Środki te, rozpylone w powietrzu, sprawiają, że postrzegana "rzeczywistość” jawi się mieszkańcom owego świata w postaci sielankowych projekcji ich marzeń i pragnień.
Mam nadzieję, że dacie się skusić na wspólną lekturę, nawet jeśli fantastyka naukowa nie jest Waszym ulubionym gatunkiem literackim.;) Opowiadanie czyta się dobrze, miejscami jest bardzo zabawne.
Początek dyskusji w piątek 19 października 2012 r.
Zapraszam serdecznie.
Z okładki: Futurologiczny koszmar ukazany został w obrazie świata, którego materialną i duchową nędzę maskują halucynacje wywołane działaniem środków chemicznych. Środki te, rozpylone w powietrzu, sprawiają, że postrzegana "rzeczywistość” jawi się mieszkańcom owego świata w postaci sielankowych projekcji ich marzeń i pragnień.
Mam nadzieję, że dacie się skusić na wspólną lekturę, nawet jeśli fantastyka naukowa nie jest Waszym ulubionym gatunkiem literackim.;) Opowiadanie czyta się dobrze, miejscami jest bardzo zabawne.
Początek dyskusji w piątek 19 października 2012 r.
Zapraszam serdecznie.
niedziela, 23 września 2012
Hotel Świat
Ali Smith nie przestaje mnie zaskakiwać - co książka to inna forma i tematyka. Po bardzo dobrej "Przypadkowej" i "Girl meets Boy" przyszła kolej na "Hotel Świat". Książka nie robi tak piorunującego wrażenia jak poprzednie lektury, ale błyskotliwości nie sposób jej odmówić. W tytułowym hotelu krzyżują się losy sześciu kobiet, punktem stycznym jest śmierć jednej z nich. Wszystkie bohaterki stoją w przededniu dużej zmiany i trzeba przyznać, że autorka świetnie uchwyciła owe momenty przejścia. Ktoś się zakochuje, ktoś zapada na tajemniczą chorobę, jeszcze ktoś jest bliski pogodzenia się z dotkliwą stratą.
Imponuje sprawność, z jaką autorka różnicuje swoje bohaterki. Najlepiej to widać, a właściwie słychać, w języku. Mamy oto bowiem sześć bardzo różnych monologów - w każdym pobrzmiewają inne tony, w każdym daje się zauważyć odmienny styl. Każda z opowieści stanowi odrębną całość i jest zaproszeniem do sześciu różnych światów. Warsztat i kreatywność Smith jest godny podziwu, potrafi zaskoczyć również oryginalnymi skojarzeniami, jak na przykład tym dotyczącym śmierci:
_________________________________________________________________________________________
Ali Smith "Hotel Świat" przeł. Agnieszka Lakatos, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, 2007
_________________________________________________________________________________________
Imponuje sprawność, z jaką autorka różnicuje swoje bohaterki. Najlepiej to widać, a właściwie słychać, w języku. Mamy oto bowiem sześć bardzo różnych monologów - w każdym pobrzmiewają inne tony, w każdym daje się zauważyć odmienny styl. Każda z opowieści stanowi odrębną całość i jest zaproszeniem do sześciu różnych światów. Warsztat i kreatywność Smith jest godny podziwu, potrafi zaskoczyć również oryginalnymi skojarzeniami, jak na przykład tym dotyczącym śmierci:
tak jakby czytać książkę no właśnie jakby czytać sobie jakąś książkę i być w połowie historii znać wszystkie postaci i wszystko co się z nimi dzieje a potem przewracasz kartkę i nagle w połowie robi się pusta opowieść zatrzymuje się nie ma już żadnych słów chociaż wiesz na pewno że kiedy brałaś tę książkę do ręki tak nie było to była zwykła książka która miała zakończenie ostatni rozdział ostatnią stronę ale teraz kartkujesz ją do końca i nie ma już nic puste strony niczego się nie dowiesz tak właśnie coś w tym stylu [str. 167]Lektura "Hotelu Świat" nie należy do najłatwiejszych, na szczęście trud się opłaca. Książka daje duże możliwości interpretacyjne i niewątpliwie warto przeczytać ją kilkakrotnie. Ze względu na zróżnicowanie języka najlepiej byłoby zapoznać się z oryginałem, ale przekład także daje pojęcie o umiejętnościach autorki, a poza tym wydaje się bez zarzutu. Pozostaje mieć nadzieję, że znajdzie się polskie wydawnictwo, które zechce wydać pozostałe książki Smith.
_________________________________________________________________________________________
Ali Smith "Hotel Świat" przeł. Agnieszka Lakatos, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, 2007
_________________________________________________________________________________________
Subskrybuj:
Posty (Atom)





