Z Rebeką spotykałam się zawsze przed samym obiadem. Robiłyśmy razem zakupy. A potem spokojnie, bez pośpiechu wysączałyśmy flaszkę krajowego wina. Zero siedem. Rebeka w tym czasie gotowała, bo – w przeciwieństwie do mnie – nie była amatorką kanapek, tylko mięsa w sosie. Największe wrażenie robiły na niej dania tradycyjne i treściwe przyrządzone w domu, na przykład gulasz szegedyński albo kurczak z ryżem i z kompotem. Przypominały jej rodzinę i posiłki z mamą, która umarła.
Rebeka lubiła gotować również dlatego, że przy jedzeniu dobrze się piło wino. „I tak to, droga Elzo, upływa nam życie: gotujemy, sprzątamy, popijamy. Ale wiesz, ja czasem sobie mówię, my to przecież robimy zamiast pracy, ale pomyśl tylko, że te kobiety, co siedzą do czwartej w robocie, muszą potem wyrobić się ze wszystkim, na co my mamy cały dzień".
Jana Beňová, Café Hiena (Plan odprowadzania) przeł. Marek Kędzierski, Nisza 2015, s. 19



