poniedziałek, 17 października 2011

Zaklęte rewiry

Kiedy na początku roku przeczytałam zapowiedź, że warszawski Teatr Konsekwentny planuje wystawienie "Zaklętych rewirów", pomyślałam, że to dość odważny pomysł. Zmierzyć się z powieścią Worcella, znaną z ekranizacji Janusza Majewskiego oraz znakomitych ról Romana Wilhelmiego i Marka Kondrata, to duże wyzwanie. Później zreflektowałam się, że grupa widzów, którzy widzieli film, może być niewielka, więc dla większości spektakl będzie całkowitą nowością. Mnie do jego obejrzenia skłoniło głównie nazwisko reżysera (Adam Sajnuk), który z powodzeniem wystawił niedawno "Kompleks Portnoya", a wcześniej m.in. sztuki Ionesco. Ciekawość, jak wypadnie porównanie obu adaptacji, też zrobiła swoje.


W "Zaklęte rewiry" Sajnuka wchodzi się natychmiast: kelnerzy z kurtuazją wskazują widzom miejsca przy nakrytych stolikach, na zapleczu restauracji trwają przepychanki, jazz band zaczyna grać. I tak będzie już do końca - barwnie, głośno, w szybkim tempie. Gra świateł, czerwone kostiumy, pomysłowe układy choreograficzne i muzyka na żywo to mocne akcenty w spektaklu, które cieszą oko i ucho. Wśród ogólnego rozbuchania stopniowo rysuje się opowieść o władzy i poddaństwie oraz o godności i poniżeniu. Historia Boryczki zdobywającego kolejne szczeble kariery jest tylko pretekstem do pokazania niejednoznacznych zależności społecznych. I takie ujęcie bardzo mi się podobało.


Podobało mi się zresztą całe przedstawienie, choć jest kilka wyjątków. Po pierwsze, przydałyby się drobne skróty. Po drugie, żadna z ról nie zachwyca w szczególny sposób. Mariusz Drężek jako brutalny Fornalski może się i wybija, ale to nie jest trudne w przypadku roli czarnego charakteru. Dla mnie to jego kolejna dobra, jednak bardzo podobna do poprzednich rola. Mateusz Banasiuk jako Boryczko bez zarzutu odgrywa wchodzącego w życie chłopaczka, niestety w pewnym momencie ewidentnie zaczyna mu brakować środków wyrazu. Z pozostałej obsady dał się zauważyć Marek Kossakowski w roli Tarasa.

Podsumowując - "Zaklęte rewiry" Teatru Konsekwentnego to spektakl zrobiony bardzo sprawnie i świadczący o dużej inwencji reżysera. Zdecydowanie jeden z najlepszych, jakie ostatnio widziałam w stolicy.


************************************************************************************

"Zaklęte rewiry" w Teatrze Konsekwentnym w Warszawie
wg powieści Henryka Worcella

Reżyseria i scenariusz: Adam Sajnuk
Obsada:Mariusz Drężek, Mateusz Banasiuk, Bartosz Adamczyk, Mateusz Znaniecki, Sebastian Cybulski, Marek Kossakowski i in.
Koprodukcja: Teatr Studio (Warszawa)
Premiera: 11 września 2011 r., Teatr Studio (Warszawa).

fot. Marta Ankiersztejn

więcej informacji na stronie Teatru Konsekwentnego


37 komentarzy:

  1. Czy widzowie otrzymali wyłącznie strawę duchową, czy na talerzach pojawiły się jakieś frykasy? :) Spektaklu nie ogladałam, ale film znam i cenię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie należało sobie przynieść własne kanapki:)) Film uwielbiam i jest to jeden z tych przypadków, kiedy ekranizacja bije pierwowzór literacki, przegadany miejscami i rozłażący się pod koniec:) Jest (była?) w Warszawie restauracja śpiewających kelnerów, a teraz są też tańczący:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszy mnie, że fanów filmu jest więcej;)

    --> Lirael

    Przyznam, że liczyłam na herbatę;) Niestety talerze pozostały do końca puste, choć jedna pani dostała kieliszek z czerwonym płynem.
    Lata temu w Studio była grana "Tamara" o Łempickiej - bilety były b. drogie, bo uwzględniały kolację - można było próbować wszystkiego, co na stole Tamary się znalazło, a ponoć to były rarytasy. Spektakl w ogóle był nowatorski, bo m.in. chodziło się za aktorami po foyer itp. Publika ponoć waliła drzwiami i oknami;)

    --> zacofany.w.lekturze

    Kanapki nie bardzo pasowałyby do elegancko nakrytych stołów;) I proszę ni kpić z panów aktorów, tańczyli sporadycznie;) To na szczęście nie był spektakl tańczony, ale przyznam, że od kilku lat rzadko udaje mi się trafić na sztukę, w której nikt nie pląsa choćby przez minutę. Cała Polska tańczy po prostu;(

    OdpowiedzUsuń
  4. Taniec jest ostatnio modnym środkiem wyrazu i bez niego ani rusz:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety;) Ciekawe, jaką modę wylansuje kolejny teleturniej;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo żałuję, że nie wiedziałam o "Tamarze", bo nie wiem, czy bym się ze swoich rubieży nie wygruziła w celu obejrzenia spektaklu i zaznaczam, że nie chodzi mi o część konsumpcyjną. :)
    A propos produktów żywnościowych w teatrze to koleżanka opowiadała mi kiedyś, że była na awangardowym przedstawieniu, które polegało na tym, że pan aktor monologował robiąc jajecznicę, a potem rzucał nią w publiczność. :]
    Pląsy królują też na szkolnych akademiach, czasem nie mając z ich treścią kompletnie nic wspólnego.
    Aniu, biorąc pod uwagę Twoje teatralne zainteresowania, ponawiam postulat włączenia jakiegoś dramatu do Klubu. Te różne "Żabusie", "Nory", "Panny Julie" wręcz proszą się o takie zastosowanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje mi się, że w "Zgadze" smażyła coś na żywo Stalińska, ale o obrzucaniu widzów potrawą nie było mowy. Smażenie służyło m.in. reklamie patelni konkretnej firmy.
    Tak mi się właśnie wydaje, że tańce na scenie są przeważnie atrakcyjnym przerywnikiem. Dobrze, że Hamlet jeszcze nie tańczy;) Bo takie wiedźmy w Makbecie śmiało mogą;)
    "Panna Julia" nie byłaby taka zła. I nie kuś, bo zapodam w okolicy 24 czerwca;)

    OdpowiedzUsuń
  8. W "Shirley Valentine" Janda obierała ziemniaki, ale nie rzucała w publikę:P Strindberg to nuuuda, litości:) Ale Zapolską chętnie:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Stridberg to nuda? Jakiś czas temu oglądałam spektakl w tv i dialogi Peszka z M. Niemczyk ubawiły mnie;) Ale może mam ostatnio wypaczone poczucie humoru, bo duże fragmenty "Sonaty Kreutzerowskiej" też mnie rozbawiły.

    OdpowiedzUsuń
  10. Strindberg i śmiech? On się w grobie przewraca:P Sonatę pamiętam jako jakieś ponuractwo, może zdążę sobie przypomnieć do piątku:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwierz mi, Peszek może wiele;) Fakt, że dialog nie miał wesołego wydźwięku, ale w wykonaniu tej pary w moim odczuciu był zabawny.
    Niektóre opinie Pozdnyszewa mogą z dzisiejszego punktu widzenia być zabawne, zwłaszcza te o kojarzeniu ludzi w pary.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak ktoś ma talent, to i ksiądz Kitowicz będzie zabawny:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ba! Niektórzy podobno nawet świetnie książkę telefoniczną potrafią przeczytać;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Muszę wreszcie przeczytać tę powieść (film bardzo mi się podoba), ale obawiam się, że obrzydzi mi ona już do końca jedzenie na mieście.

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę, że nie obrzydzi, o "zanieczyszczaniu" potraw nie mówi się tu dużo;). Sama też muszę zabrać się za powieść, mimo ostrzeżeń zacofanego.w.lekturze.

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytalam kiedys recenzje tego spetkaklu o Lempickiej i strasznie chcialam go zobaczyc, niestety sie nie udalo.

    Nie ruszylam jeszcze z "Sonata", ale rozmawialam wczoraj z kolezanka, ktora wlasnie ja czyta i bardzo sie denerwuje. Nie wiem, dlaczego, ale jakos zachecilo mnie to do lektury ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dla mnie Tamara była nieosiągalna ze względów finansowych, jeszcze wtedy nie zarabiałam.

    "Sonata..." może denerwować, wierzę w to;) Na szczęście czyta się ją szybko. Zapraszam do dyskusji;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Pamiętam świetny film z M. Kondratem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Widzę, że spora grupa fanów tego filmu by się uzbierała;)

    OdpowiedzUsuń
  20. "Rewiry" raczej nie zniechęcają do jadania w restauracjach, a jeśli - to na krótko:) Najmętniejsze jest w niej filozofowanie autora:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeszcze dwie sztuki, które uwielbiam: "Nasze miasto" Thorntona Wildera i "Szklana menażeria" Tennessee Williamsa, ale obawiam się, że z dostępnością tekstów nie jest dobrze. :(

    OdpowiedzUsuń
  22. --> zacofany.w.lekturze

    Dywagacje dot. zawodu kelnera i hierarchii społecznej w spektaklu są. Czy Worcell filozofuje na jeszcze inne tematy?

    --> Lirael

    Faktycznie obie sztuki byłyby jak znalazł. Możemy poszukać jeszcze w dramatach europejskich, albo mało znanych polskich.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Ania: on filozofuje o życiu ogólnie, brrr:P I oczywiście "kelner a zbawienie ludzkości" oraz "stosunek do kelnera wyrazem ogólnego poziomu cywilizacyjnego":) Na dodatek te dywagacje zwykle są toczone po pijaku:)
    A z krótkich rzeczy dramatycznych - może GB Shaw?

    OdpowiedzUsuń
  24. No tak, co za pytanie: o czym filozofuje? O życiu, bo o czym innym;)
    Shaw to jest b. dobry pomysł - sprawdzę dostępność.

    OdpowiedzUsuń
  25. Pigmalion jest pewnie wszędzie, tylko że to takie ograne:) Z resztą może być gorzej, niestety. Kusząca jest Profesja pani Warren, podobał mi się niegdyś.

    OdpowiedzUsuń
  26. To samo pomyślałam;) "Profesja..." jest b. kusząca, wersja oryginalna do pobrania z gutenberg.org. Kto wie, może w grudniu?;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Chomikowe strony pozwalają na ściągnięcie pliku;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Kto je tam wie, te chomiki, co się ściąga razem z plikiem:) Ale mam zabytkowe wydanie na półce, więc problem się rozwiązuje, przynajmniej jeśli o mnie chodzi:)

    OdpowiedzUsuń
  29. OK, w stosownej chwili poproszę o zdjęcie okładki, jeśli to nie problem;) Super byłoby zobaczyć jeszcze spektakl tv.

    OdpowiedzUsuń
  30. Proszę uprzejmie, chociaż żadna rewelacja:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Obsada spektaklu rewelacyjna!!! http://www.tvp.pl/kultura/teatr/teatr-telewizji/archiwum/profesja-pani-warren/594616
    Fragment przedmowy GBS z okładką: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/101599/profesja-pani-warren

    OdpowiedzUsuń
  32. Oprócz wydania oddzielnego, które może być trudne do zdobycia (np. na Allegro w tej chwili brak), "Profesja pani Warren" jest jeszcze w łatwiej dostępnych "Sztukach przyjemnych i nieprzyjemnych" GBS, w tomie I "Sztuki nieprzyjemne". :D

    OdpowiedzUsuń
  33. Lirael,

    to świetnie, że dostępność jest kapkę większa niż myślałam;). Rozumiem, że jest nas już troje do rozmowy o sztuce;)

    Obsada świetna, zgadzam się. Mam nadzieję, że powstanie kiedyś wirtualna wypożyczalnia archiwalnych programów TVP i będzie można obejrzeć różne cuda.

    OdpowiedzUsuń
  34. Myślę, że chętnych znajdzie się więcej. :) Wypożyczalnia, o której piszesz, byłaby spełnieniem marzeń.

    OdpowiedzUsuń
  35. Pocieszyłaś mnie;) Myślę, że dożyjemy takiej wypożyczalni;)

    OdpowiedzUsuń