piątek, 24 lutego 2012

Klub czytelniczy (odc. 14) - Pałac lodowy


Gwoli uzupełnienia lektury zachęcam do obejrzenia zdjęć z tej galerii. Pałace lodowe nie są fikcją literacką.;)


Pytania do rozważenia:

1. Jaki jest Wasz stosunek do literatury skandynawskiej? Czytacie ją chętnie czy unikacie? Dlaczego?

2. Czy "Pałac lodowy" - jak twierdzi wydawca - wyróżnia się kunsztem artystycznym i wnikliwością psychologiczną?

3. W rozdziale 9 pt. "Dar" Siss mówi:

Jest noc, a ja otrzymałam wielki dar.
Otrzymałam coś, lecz nie wiem, co to jest. Nic nie rozumiem. Dar patrzy na mnie, gdziekolwiek pójdę.
Dar stoi i czeka. [str. 83]

Co według Was było owym darem?

4. Jak postrzegacie związek bohaterów powieści z przyrodą? Jak obecnie - w porównaniu z latami szkolnymi - podchodzicie do opisów przyrody w literaturze?
(zakładam, że uczestnicy dyskusji ukończyli już 20 lat;)

5. Czy tytuł powieści traktujecie dosłownie czy metaforycznie?

6. Czy są powieści o dzieciach, ale dla dorosłych, które zrobiły na Was szczególne wrażenie?

7. Miejsce na Wasze pytania.




Zapraszam do dyskusji;)


106 komentarzy:

  1. 1.
    Lubię i cenię literaturę skandynawską. Zafascynowałam się nią jeszcze w dzieciństwie za sprawą książek Astrid Lindgren, Muminków, baśni Andersena i „Krystyny, córki Lavransa” Sigrid Undset, którą przeczytałam chyba trochę za wcześnie - pod koniec podstawówki. Bardzo odpowiada mi pozornie surowy klimat książek z tej części Europy. Pozorny, bo pod tym chłodem kryją się buzujące emocje. Drażnią mnie natomiast często powtarzające się motywy fabularne, które już do bólu wykorzystują autorzy skandynawskich kryminałów.

    2.
    Zacznę od tego, że książka wywołała u mnie bardzo silne emocje. Kiedy miałam siedem lat, w tragicznym wypadku zginęła moja najlepsza przyjaciółka. Na opowieść o Unn i Siss patrzyłam więc przez pryzmat tych przeżyć, nie tylko chłodnym okiem czytelnika.
    Kunszt artystyczny w „Lodowym pałacu” dostrzegłam, atmosfera i nastrój powieści towarzyszą czytelnikowi na długo po zakończeniu lektury. Zdecydowanie zachwyciły mnie opisy. Wydawać by się mogło, że trudno o coś mniej atrakcyjnego niż zimowy krajobraz, tymczasem Vasaas stworzył kilka cudnych fragmentów: Unn patrzyła w dół na zaczarowaną krainę niewielkich szczytów, sklepionych daszków, oszronionych kopuł, miękko wygiętych żebrowań, delikatnych koronek. Wszystko to było z lodu, woda zaś spływała między tym cudami i nieustannie budowa a dalej. Wodospad rozwidla się pomiędzy lodem, nakładał nowe warstwy, tworzył nowe szczegóły. Wszystko się iskrzyło. Słońce jeszcze nie wychynęło zza wzgórz, jednakże lód sam przez się lśnił błękitem i zielenią, promieniował śmiertelnym zimnem. Wodospad rzucał się w sam środek, jakby w czarną piwniczną otchłań. Woda strumieniami przetaczała się nad skrajem góry, zmieniała barwę z czarnej na zieloną, w miarę zaś jak wodospad nabierał szaleńczej szybkości – zielonej na żółtą i białą. Z piwnicznej czeluści bił w górę ryk wody, która w dole rozbijała się na białą pianę o głazy. W powietrzu unosiły się kłęby mglistego oparu.’
    Co do wnikliwości psychologicznej mam wątpliwości. Powieść ma charakter trochę baśniowy i trudno oczekiwać drobiazgowych analiz. Zresztąświat oglądamy oczami jedenastolatki, więc pewne uproszczenia są oczywiste. Jednak portrety dziewczynek na długo zapadają w pamięć.
    Mój problem z tą książką polegał na tym, że przed lekturą przeczytałam kilka opinii osób, które książkę Vasaasa chwaliły z zachwytem i uwielbieniem, więc spodziewałam się, że przeżyję literackie trzęsienie ziemi. Książka jest bardzo dobra, ale ziemia się nie poruszyła. :) Stąd lekkie poczucie zawodu. którego na pewno by nie było, gdybym nie spodziewała się aż takich rewelacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ad. 1

    Moje poznawanie lit. skandynawskiej jest dokładnie takie jak u Ciebie.;) Undset podkradłam mamie i też uważam, że nastąpiło to za wcześnie. Pora chyba na weryfikację "Krystyny...". Z kolei w liceum zaczytywałam się Ibsenem i Strindbergiem.
    Ogólnie b. lubię skandynawski chłód w książkach (filmach również;).

    Ad. 2

    Zgadzam się - atmosfera powieści jest świetnie zbudowana. Czytałam "Pałac..." w sobotni, b. mroźny wieczór i miałam wrażenie, że historia rozgrywa się gdzieś niedaleko. Mało tego, złowrogi nastrój czaił się na kolejnych stronach i przyznaję, że zaczęłam odczuwać lekki niepokój podczas lektury.;) A przecież w książce brak szalonego tempa, wielkich niespodzianek i złych bohaterów. Tak, Vesaas b. umiejętnie poprowadził fabułę.
    Co do oczekiwań mnie również spotkało mało rozczarowanie, chyba jednak liczyłam na psychologiczną głębię. Ale jest tak, jak piszesz - świat oglądamy oczami dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, kilka lat temu była w telewizji filmowa adaptacja "Krystyny..." i po obejrzeniu stwierdziłam, że bezwzględnie muszę ją przeczytać na nowo.
      Nastrój rzeczywiście niezwykły, chłód bije wręcz ze stron tej powieści. W czasie lektury pochłaniałam hektolitry gorącej herbaty. :)

      Usuń
    2. I ja tego nie widziałam?;) Trzeba "Krystynę..." odświeżyć, jest chyba w każdej bibliotece.;)

      Usuń
    3. Chyba tak i nie sadzę, żeby trzeba się było na nią zapisywać.
      Zaraz, zaraz, czy ja usłyszałam jakieś zakazane słowo na "b"? :)
      Pamiętam, że w książkowej Krystynie..." duże wrażenie zrobiły na mnie właśnie opisy przyrody, choć oczywiście skupiałam się głównie na wątkach romansowych. :)
      Film jest sympatyczny, ale nie wybitny.

      Usuń
    4. Właśnie - z Krystyny pamiętam m.in. przyrodę. W Hohaj Rynell też mi się opisy przyrody podobały.

      @ Lirael
      Musisz mi wybaczyć bibliotekę, wczoraj wróciłam z miejskiej z "Gajem oliwnym" Kuncewiczowej. To się chyba kwalifikuje do dyspensy?;)

      Usuń
    5. Pięknie, nie tylko wymieniłaś zakazane miejsce, ale w dodatku w nim byłaś! :) Skoro "Gaj oliwny", to zdecydowanie dyspensa gwarantowana. :)

      Usuń
    6. Dzięki!;) Dla mnie to jednak nierealne całkowicie odciąć się od biblioteki. Ograniczyć się do jednej - to już wysiłek.;)

      Usuń
  3. 3.
    Siss mówi też: „Wiem, że otrzymałam ją w darze”.
    Wydaje mi się, że ma na myśli Unę i przyjaźń, która połączyła dziewczynki, była osią wokół której kręcił się ich świat. Śmierć Uny była fizycznym unicestwieniem, ale więź między dziewczynkami przetrwała: "Wydaje mi się, że jesteś tak blisko, że mogłabym cię dotknąć, ale nie śmiem. Wydaje mi się, że patrzysz na mnie teraz, kiedy tu leżę w ciemnościach. Pamiętam wszystko i przyrzekam ci, że tylko o tym będę myślała jutro w szkole. Nie ma nikogo poza tobą. I dopóki będziesz nieobecna, tak będzie każdego dnia".
    Taka przyjaźń na przekór śmierci, poza czasem to skarb. Stąd wyznanie Siss: „otrzymałam wielki dar”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przyjaźń. Zastanawiałam się też, czy ten dar nie stał się w pewnym momencie ciężarem dla Siss - za sprawą opacznie pojmowanej lojalności. Z boku jej zachowanie po zniknięciu przyjaciółki mogło wyglądać na żałobę, ale czytelnik wie więcej.

      Usuń
  4. 4
    Związek bohaterów z przyrodą jest bardzo silny. Natura z jednej strony zachwyca, z drugiej jest okrutna i surowa, bezwzględne prawa obowiązują wszystkich. Ludzie są wrażliwi na jej piękno. Nawet mężczyźni poszukujący Uny mimo dramatycznych okoliczności napawali się niezwykłym widokiem.
    Opisy przyrody bardzo lubię i żałuję, że jest ich teraz niewiele. Rozumiem antypatię osób które ich nie cierpią - to na pewno trauma po lekcjach, na których dokonywano analizy takich opisów z finezją sekcji żaby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie przyroda jest tu pełnoprawnym bohaterem.
      Myślę, że mężczyźni byli pod niebezpiecznym urokiem samego pałacu, akurat te fragmenty były niezwykle baśniowe.

      Ja nawet nie pamiętam, żeby opisy przyrody były w szkole omawiane, ale w "Nad Niemnem" nużyły mnie. Zapewne dlatego, że inaczej wówczas czytałam książki - skupiałam się na treści, nie stylu.;(
      Rzeczywiście obecnie opisy przyrody są rzadkością w literaturze. Może w powieściach o Toskanii, Prowansji itp. jest ich ździebko więcej?;) Do głowy przychodzi mi "Imperium" Kapuścińskiego i opis hm, mrozu.;)

      Usuń
    2. Mnie szkolne opisy przyrody kojarzą się głównie z "Panem Tadeuszem". W podstawówce ich czytanie i omawianie nie wywołało we mnie entuzjazmu.
      W "Imperium" większe wrażenie zrobiły na mnie opisy głodu, to były porażające fragmenty.
      Niestety, te prowansalsko-toskańskie opisy są często do bólu przesłodzone. :(

      Usuń
    3. Zgadza się, w Panu Tadeuszu opisów jest dużo. Sama ilość wymienianych roślin była imponująca.

      Usuń
  5. 5.
    Mam wrażenie, że pałac lodowy można traktować nie tylko dosłownie. Jeśli chodzi o znaczenie metaforyczne, to moim pierwszym skojarzeniem jest śmierć.

    6.
    Ja takie książki wręcz uwielbiam. Największe wrażenie zrobiły na mnie: "Zabić drozda" Harper Lee, "Ptak" Oh Jeonghui, "Plaża muszli" Marie Hermanson, "Biały statek" Czingiza Ajtmatowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad. 5

      O, bardzo ciekawa interpretacja! Mnie na razie kojarzy się ze stanem psychicznym Siss.

      Ad. 6

      "Zabić drozda" - naturalnie! W moim przypadku również "Władca much" Goldinga i "Vernon God Little" Pierre'a (dość specyficzna książka).

      Usuń
  6. zostało mi kilkanascie stron i choc korci mnie zeby tu i ówdzie sie wypowiedzieć to poczekam az skoncze:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literaturę skandynawską lubię, choć nie jest to łatwy związek. Półbrata Christensena czytałam z zachwytem, Partygirl Streeruwitz mnie urzekła, ale np czytając Prom do Puttgarden Helle Helle myślałam sobie:” ale beznadzieja”. Pamiętam, że słabo oceniłam tą książkę, jednak z biegiem czasu zaczęłam ją doceniać, bo mimo iż przeczytałam ją chyba z rok temu, wciąż wracam do niej myślami.
      Z pałacem chyba mam podobnie. Kiedy czytałam sama historia mnie wciągnęła ale język ... odnosiłam wrażenie, że każde zdanie jest osobno i że się ze sobą nie lepią. Po prostu nie mój styl tak myślę.
      Przyznać jednak muszę, że atmosfera książki zbudowana jest umiejętnie. Kiedy Siss i Unn spotkały się w domu tej drugiej i zamknęły na klucz, zaczęłam je podejrzewać o jakieś seksualne zapędy ( no w końcu się rozebrały). I od momentu zniknięcia Unn umierałam z ciekawości, co się za chwilę stanie.
      Nie umiem powiedzieć, czy Pałac wyróżnia się kunsztem, za mało znam lit skandynawską by powiedzieć coś sensownego, ale na kolana mnie nie powalił.
      Odnośnie daru podobnie jak inni ( a na pewno Lirael i Ania) uważam, że chodziło o przyjaźń, o to tajemne porozumienie bez słów, niezauważalną więź, bratnią duszę
      Jeśli chodzi o opisy przyrody, zgadzam się z Anią, że tutaj przyroda jest bohaterem. Mam wręcz wrażenie, że to jakby w jej tle wszystko się dzieje i to ona "rozdaje karty" w końcu to przyroda uwięziła Unn. Jest piękna ( opis pałacu lodowego chociażby) ale i bezwzględna.
      Nie przepadam za powieściami o dzieciach dla dorosłych (chyba)
      Jeśli chodzi o interpretację Pałacu lodowego … od początku książki staram się rozszyfrować wymowę tytułu i tak też było tym razem. Dla mnie Pałac Lodowy to trochę oksymoron, bo pałac kojarzy mi się z czymś pięknym okazałym niesamowitym ale i bezpiecznym. Lód to raczej chłód zimno ból nieczułość. I chyba w tą stronę bym szła, że przyroda ( wolność może) bywa piękna, zachęca do przygody i kusi ale jest śmiertelnie niebezpieczna. Może idąc dalej można to przełożyć na relacje międzyludzkie, pozornie serdecznie miłe itd. A w rzeczywistości chodne, lodowate wręcz. Przyznam , że jeszcze nie jestem przekonana do żadnej ze swoich interpretacji, co mnie cieszy, bo będę mysleć o książce długo …

      Usuń
    2. Czy Streerurwitz nie jest z Austrii?;)Tak czy owak, wiele sobie po niej obiecuję. Po Christensenie też.;)Pamiętam, jak wspominałaś o "Promie", że taki niespecjalny. Ostatnio podobało mi się Hohaj i Skugga Baldur, b. klimatyczne.

      Czytasz w moich myślach - miałam podobne opory co do języka w Pałacu i podobne obawy co do wątku seksualnego, bo taki jednak został zaznaczony. Tu akurat mam wrażenie, że autor czegoś nie dopracował, to rozbieranie się, sprawa nieznanego ojca były chyba po coś?
      Przyznaję, że podobnie jak Ty nie przepadam za książkami o dzieciach, zwłaszcza tych opowiadanych z ich perspektywy. Może dlatego, że dzieciństwo wspominam średnio i szybko chciałam dorosnąć.;)
      Masz rację, przyroda bywa piękna, ale potrafi być żywiołem. Słusznie zwracasz uwagę na sam pałac, nie pomyślałam o tym wcześniej. Pałac czyli coś niedostępnego, pięknego, ale mało przytulnego. Miejsce zastrzeżone dla wybranych. W połączeniu z lodem (i zakonotowaną w pamięci Królową Śniegu) daje ciekawe połączenie.

      Usuń
    3. Masz rację Streerurwitz jest z Austrii a ja zawsze ją kojarzyłam z karajami skandynawskimi!!!!!

      Usuń
    4. Czyżby tyle chłodu było w jej książce?;)

      Usuń
  7. Witam :) pierwszy raz biorę udział w dyskusji Twojego klubu czytelniczego :) lektura bardzo przypadła mi do gustu, więc postaram się wypowiedzieć w niektórych kwestiach:

    1.
    Z literaturą skandynawską nie miałam zbyt wiele wspólnego. Szczerze powiem, że nie czytałam nawet "Dzieci z Bullerbyn". Potem gdzieś po drodze w liceum, czytałam jakieś utwory Ibsena, i to by było tyle w tym temacie :)Dopiero niedawno, na fali popularności skandynawskich kryminałów poznałam bliżej ten rodzaj literatury, ale tylko właśnie z tej "kryminalnej" strony.
    Zgadzam się z Lirael, że większość pomysłów i wątków powtarza się w tych powieściach. Powiela się też sposób prowadzenia śledztwa. Na początku było to bardzo interesujące i oryginalne (Larsson). Obecnie czytam skandynawskie kryminały z większą (Lackberg)lub mniejszą (Jungstedt) przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sardegna

      Witaj w Klubie.;)

      To b. ciekawe, co Ty i Lirael piszecie powtarzalności w kryminałach skandynawskich. Czytałam Larssona (b. mi się podobał), resztę znam głównie z tv, ale oglądałam z zainteresowaniem. Pociąga mnie w nich chyba inny styl życia i inna mentalność. A widoczki to już inna sprawa.;)

      Ciekawe, czy po "Pałacu..." czujesz się zachęcona do innych powieści skandynawskich?

      Usuń
    2. Zdecydowanie czuję się zachęcona :) jak już mówiłam, dzięki Tobie poznałam tegoż autora. Tak pewnie przeszłabym obojętnie obok niego w bibliotece. Teraz, gdy trafię to już nie odpuszczę :)
      Co do skandynawskich kryminałów w tv, oglądałam trylogię Larssona w wersji oryginalnej i teraz jako "Dziewczynę z tatuażem". Zdecydowanie wolę wersję amerykańską. W oryginalnej czułam przytłaczający smutek i taką "ponurość". Poza tym sceny gwałtu były dla mnie zbyt brutalne. Wersja amerykańska była bardziej przystępna.

      Usuń
    3. Miło mi to czytać.;) Sama za jakiś czas sięgnę po "Ptaki" Vesaasa, choćby dlatego, że to Polak dokonał ekranizacji, na dodatek podobno b. dobrej ("Żywot Mateusza"). No i może wreszcie znajdzie się miejsce dla Hamsuna.

      To ciekawe, co piszesz o "Dziewczynie...". Amerykańskiej nie widziałam, bo wychodzę z założenia, że amer. remake'i nie są zbyt dobre, ale jeśli się trafi w tv, to pewnie obejrzę. Na podobnej zasadzie wolę szwedzkiego Wallandera niż angielskiego, mimo udziału Branagha, którego b. sobie cenię.

      Usuń
    4. O kurczę! jak mogłam zapomnieć! Dopiero Maniaczytania mi przypomniała! Przeczytałam przecież za młodu całą serię Ludzi Lodu, Czarnoksiężnika, Królestwa światła i inne powieści Margit Sandemo. Pamiętam ówczesną fascynację klimatem tych historii, no i zawsze miałam problem, jak prawidłowo wymawia się imiona i nazwiska bohaterów :) ale to tak na marginesie :)

      Usuń
    5. Żaden margines, to się wiąże z naszą lekturą. W mojej lokalnej bibliotece sagi skandynawskie zajmują kilka półek.;)

      Usuń
    6. @czytanki.anki
      O adaptacji "Ptaki" Witolda Leszczynskiego innym okiem traktuje http://dpc.uba.uva.nl/cgi/t/text/get-pdf?c=tvs;idno=2302a05

      Napisz kiedys, prosze, jakie wrazenia budzi w tobie "Dziewczyna..." po amerykansku. Milego ogladania wczesniej oczywiscie.

      Usuń
    7. Guliwer

      Dzięki za link, przeczytam w wolnej chwili.

      Widzę, że powinnam się rozejrzeć za amer. wersją "Dziewczyny...";)

      Usuń
  8. 2.
    Jak pisałam wcześniej w opinii o książce na moim blogu, gdyby nie Twoja lektura Aniu, nie zaszczyciłabym "Pałacu..." łaskawym spojrzeniem. Dla mnie więc, książka ta jest oczywistym odkryciem. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że wyróżnia się kunsztem artystycznym. Głównie chyba za sprawą tych niesamowitych opisów przyrody, w których zawiera się istota powieści, pięknym, baśniowym, nietypowym językiem a jednocześnie wielką skromnością i oszczędnością wyrazu.
    Co do interpretacji, można się w niej doszukiwać powieści o dorastaniu, przyjaźni, oswajaniu się z myślą o utracie bądź śmierci bliskiej osoby czy "oczyszczania" się z emocji po utracie takiej osoby. Ja ją właśnie tak widzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekturę zawdzięczamy Lirael, bo to ona mi ją podsunęła, za co b. dziękuję.
      Celne spostrzeżenie - w opisach przyrody zawiera się istota tej powieści. Co do skromności też się zgadzam. Mam wrażenie, że narody protestanckie są tak przyzwyczajone do surowości, że widać to nawet w ich literaturze.

      Oczyszczanie się z emocji - podoba mi się to skojarzenie. Biorąc pod uwagę, ile jest wody (w różnej postaci) w tej powieści, to b. ciekawy trop.

      Usuń
    2. Aniu, absolutnie nie ma za co dziękować. Ogromnie się cieszę, że książka wywołała tak duże zainteresowanie i silne emocje.

      Usuń
    3. Ależ jest za co, bo, jak słusznie zauważyłaś, książka spotkała się z dużym zainteresowaniem.;)

      Usuń
  9. 3.
    Dla mnie dar, o którym mówi Sis, to przyjaźń między dziewczynkami.

    Myślę też, że darem dla Sis może być sam fakt "myślenia o Unn". Po pewnym czasie, w ludziach poszukujących Unn, pamięć o zaginionej, zaciera się w natłoku innych, codziennych spraw. Sis ma ten dar "pamięci". Dla niej pamiętanie o przyjaciółce jest wielkim darem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest darem, ale czy on jej nie przerasta? Czy Siss na pewno dobrze go pojęła? Wydaje mi się, że do chwili ostatniej rozmowy z ciotką Unn ten dar był dla niej prawie przekleństwem.

      Usuń
    2. Chyba tak. Właściwie do samego końca Siss czuje się przytłoczona tą "pamięcią" o przyjaciółce. Tym, że myśli o niej w dzień i w nocy, że nie potrafi zapomnieć, a chyba bardzo by chciała. Tak jak mówisz, cała sytuacja ją przerasta. Jej "oczyszczenie" i uwolnienie się z ciężaru pamięci o przyjaciółce = daru, następuje chyba dopiero w momencie końcowym, kiedy pałac runie do rzeki i pewien etap w życiu Siss się kończy.

      Usuń
    3. Otóż to - przytłoczona. Ona wręcz wchodzi w rolę Unn, choćby trzymając się na uboczu. Z drugiej strony postawę Siss można uznać za celny opis żałoby.

      Usuń
    4. A końcową scenę za "oczyszczenie się" z żałoby (strona ostatnia)

      Szła między laskiem a trzęsawiskiem, w końcu usiadła na kamieniu. Liściaste drzewa stały nagie, pnie
      drzew widać było na dużej przestrzeni. Siss usiadła w dole za pagórkiem, toteż szum wodospadu dobiegał tu
      lekko przygłuszony, mimo to powietrze zdawało się drżeć przed jego potęgą. Był dziki wieczny. Nieustannie
      nowy, nieustannie pędził przed siebie.
      Myślała o tym, że gromadka kolegów okazała jej dzisiaj szacunek. "Kiedy tu przyjdą, muszę próbować
      być inna. Jaka?"
      Siedziała na kamieniu i ciągle rozmyślała na ten sam temat. Czekała, aż usłyszy potworny trzask za
      plecami, wtedy się stanie. Nie stało się nic, tylko równomierny szum rozchodzi się dokoła.
      W każdym razie z nim już koniec. Tu wszystko się skończyło, tak być musi.
      "Dzisiaj zupełnie poważnie odstąpię od mego przyrzeczenia. Zasługą ciotki jest, że to robię, że mogę to
      zrobić. Chociaż nie wiem, czy mogę. Ale chcę.
      Dziękuję ciotce.
      Napiszę do ciotki, skoro dowiem się, gdzie zamieszkała."
      Samotność Siss niedługo trwała. Cała gromadka wprawdzie nie nadeszła, ale na miękkim usłanym
      liśćmi podszyciu lasu trzasnęła sucha gałązka – Siss poczuła jakby dwa miłe prądy: to dziewczynka i
      chłopak. Przychodzą oboje razem.
      Siss czuła jakieś uniesienie. Wstała. Policzki ją lekko paliły. Oto przychodzą oboje.

      Zagłada pałacu stała się momentem przełomowym dla Siss. Może pożegnać pamięć o przyjaciółce i ruszyć dalej, z nowymi kolegami. Zakończyć żałobę

      Usuń
    5. Zdecydowanie jest tak, jak piszesz. Mało tego, w powieści można prześledzić kolejne fazy żałoby wg C. M. Sanders:
      faza szoku, faza uświadomienia sobie straty, faza wycofania (chronienia się), faza powracania do zdrowia i faza odnowy. Choć wątpię, aby Vesaas akurat brał to pod uwagę.;)

      Usuń
  10. 4.
    Opisy przyrody w "Pałacu..." stanowią moim zdaniem, większą część treści. Co nie znaczy, że przeszkadzają one w odbiorze książki. Właśnie one nadają powieści taki niesamowity klimat. Czytelnik czuje mroźny klimat "na własnej skórze", jednocześnie napawa się pięknem i siłą natury (doskonale widoczną w końcowych scenach, kiedy lody pałacu runą w dół rzeki).
    Związek ludzi z przyrodą w powieści jest bardzo silny. Mieszkańcy wioski napawają się niezwykłością pałacu, jest to dla nich ważna część życia. Zdają sobie sprawę z jego piękna i wspaniałości, ale świadomi są też niebezpieczeństw, z nim związanych. Dlatego też szybko wpadają na pomysł szukania Unn w okolicach pałacu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie to mnie nieco zdziwiło w powieści - jak szybko wszyscy ruszyli do wodospadu. Przyznam, że pod względem prowadzenia "intrygi" niezbyt mnie to przekonało.
      Po skończeniu książki koniecznie zachciało mi się pooglądać zamarznięte wodospady (patrz link na początku posta), tak mocno na mnie podziałała.;)

      Usuń
    2. Link obejrzałam zaraz na początku :) i właśnie tak w końcu wyobrażałam sobie pałac :)

      Ja po zakończeniu powieści bardzo chciałam podzielić się z kimś wrażeniami. Podobnie miałam po lekturze "Władcy much", którego zaproponowałam u Kornwali na 1 marca. Teraz kilka dni po zakończeniu lektury, emocje nie są już tak wielkie i niektóre myśli pewnie mi umknęły.

      Usuń
    3. o, pamiętam, że "Władca much" zrobił na mnie ogromne wrażenie. Teraz mi się skojarzyło, że niektórzy porównują do niego "Jestem królem zamku" S. Hill, ale wg mnie to jednak nie ta klasa.;(
      Na rozmowę do Kornwalii zajrzę na pewno, choć niewiele szczegółów pamiętam.

      Usuń
  11. 4. Co do mojego stosunku do opisów przyrody w czasach szkolnych: nie odczuwałam do nich jakiegoś wielkiego pociągu ani też wstrętu. Były mi raczej obojętne. Zdziwiłam się czytając "Nad Niemnem", kiedy to wszyscy wokół mnie narzekali na opisy. Ja nie czułam żadnej nachalnej ich obecności. Było ich tyle, ile trzeba, po prostu nadawały powieści odpowiednią oprawę.
    Dzisiaj zwracam na nie nieco większą uwagę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to chyba jedyna szkolna lektura, gdzie opisów przyrody było dużo. Może jeszcze coś by się trafiło u Sienkiewicza.
      Ja też obecnie zwracam uwagę na takie opisy w książkach, tyle że oprócz Vesaasa i podczytywanej obecnie Duras nie mogę sobie przypomnieć innych autorów, którym to wychodzi.;(

      Usuń
  12. 5.
    Ja interpretuję na dwa sposoby: dosłownie, chociaż na początku miałam małe trudności z określeniem, czym tak właściwie jest pałac lodowy. Narośl? Lodowiec okalający wodospad? Dopiero później wyobraziłam sobie właśnie taki zamarznięty wodospad, kształtujący "komnaty", przejścia, przesmyki w swym wnętrzu, w którym można się zgubić.
    Druga interpretacja jest taka, że "pałac lodowy" to zimny świat dorosłych, w którym dzieją się dziwne rzeczy. Znika przyjaciółka, wszyscy wmówią, że już nie wróci, jak to? łatwo się w tym wszystkim pogubić, łatwo "zamarznąć" emocjonalnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, kolejna ciekawa interpretacja! Chłód emocjonalny itp. - podoba mi się. Przy okazji wyszedł wątek poboczny - dorośli. Oprócz ciotki wydają się dość bezbarwni, skostniali w swojej rutynie.

      Usuń
  13. 6.
    W tym momencie przychodzą mi na myśl: "Władca much", "Zerwać pąki, zabić dzieci", "Moje drzewko pomarańczowe". "Zabić drozda" nie czytałam, ale zamierzam to zrobić w tym roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Drzewko..." czytałam wieki temu, pamiętam głównie, że było smutne.;( Też ląduje na stosie do odświeżenia. Pan Oe też czeka.;)
      Znowu po dyskusji będę miała listę nowych lektur do przeczytania.;)

      Usuń
    2. Sardegno, zazdroszczę Ci,że jeszcze nie czytałaś "Zabić drozda", pierwsza lektura tej powieści dostarcza niezwykłych emocji.

      Usuń
  14. zaczęłam książkę czytać ale wiało z niej takim chłodem ze nie dotrwałam do końca. czułam się jakby każde zdanie zamieniało sie sopel lodu i wbijało w mózg, brrr. A z książek o dzieciach nie dla dzieci bardzo miło wspominam Lato Tove Jansson.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba znaczy, że autor świetnie zbudował klimat?;) Można ją w takim razie czytać podczas uciążliwych upałów.;)
      Dużo osób wspomina "Lato", może się kiedyś skuszę.

      Usuń
    2. "Lato" uwielbiam, ale to jest również książka dla dzieci.

      Usuń
    3. Czy "Lato" jest równie melancholijne co seria o Muminkach? Dla mnie w dzieciństwie były zbyt smutne.

      Usuń
    4. Jest troszkę melancholijne, ale nie smutne. Zdecydowanie bardziej realistyczne niż Muminki. W których notabene kryje się spore poczucie humoru, ale chyba w pełni docenia się je już jako osoba dorosła.

      Usuń
  15. Jeszcze zapomniałam o Pikniku pod wiszącą skałą. Dla mnie atmosfera Pałacu to negatyw nastroju Pikniku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalne skojarzenie, coś w tym jest. Niestety Piknik znam tylko z filmu.;(

      Usuń
    2. Według mnie to rzadki przypadek, kiedy powieść jest znacznie słabsza niż adaptacja.
      Też mi się podoba to skojarzenie.

      Usuń
  16. Witam Klubowiczow. Czytam interesujace dyskusje ale sama w sposob iscie skandynawski chetniej milcze.
    7.
    Czy ktos z klubowiczow wie cos na temat filmu powstalym na podstawie ksiazki?
    Czy ktos spotkal sie z Inger Bråtveit i jej utworem "Siss og Unn"?
    Pozdrawiam - Guliwer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guliwerze

      O filmie słyszałam, wspominany i linkowany jest na tej stronie:
      http://rjdent.wordpress.com/2010/02/09/the-ice-palace-by-tarjei-vesaas/
      Niestety nie słyszałam o wspomnianej przez Ciebie książce, ale sądząc po tej notce: http://aschehougagency.no/Books/Fiction/Novels/Braatveit-Inger-Siss-and-Unn mogłaby być świetnym uzupełnieniem naszej lektury.

      Wielkie dzięki za Twoje sugestie.

      Usuń
  17. Witam serdecznie - pierwszy raz w dyskusji :) Odpowiadać będę pewnie na raty.

    Ad. 1 - lubię literaturę skandynawską od zawsze. Najpierw oczywiście Astrid Lindgren - Bullerbyn, Pippi, potem - uwaga - przeczytałam lekko licząc ok. 120-130 części różnych sag (z najsławniejszą Sagą o Ludziach Lodu na czele) :) Później były inne - Hoeg i jego "Smilla w labiryntach śniegu", kryminały i inne. Nie wiem, właściwie co mnie w nich tak pociąga - ale uwielbiam ten chłód, dystans, mroczne tajemnice, podziwiam ludzi, którzy od zawsze żyją w trudnych warunkach "klimatyczno-przyrodniczych" i nie poddają się, nie ustają w próbach. Kocham ich legendy o trollach (o, przypomniały mi się jeszcze jedne z ulubionych zbiorków baśni Moe i Asbjoernsena), olbrzymach i innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maniaczytania

      120-130 sag? Widzę, że jesteś prawdziwą miłośniczką skandynawskich klimatów.;) Jestem pod wrażeniem.
      Trolle - to jest dopiero ciekawe! Jako dziecko zawsze byłam nimi zdziwiona, bo przecież są inne niż nasz krasnale.;)
      Chłód i dystans - zgadzam się, to jest pociągające w lit. skandynawskiej.

      Usuń
    2. Wiesz, samej Sagi o Ludziach Lodu jest 47 tomów, nie licząc dalszego ciągu ;)

      Usuń
    3. Tak mi się wydawało sądząc po dwóch pólkach w bibliotece zajętych przez jedną serię.;) To musiało być ekscytujące czekać na kolejny tom, zupełnie jak kiedyś na kolejny odcinek powieści w prasie.;)

      Usuń
  18. Ad. 2 - nie do końca się zgodzę. Pewnie te ileś lat temu, gdy książka była publikowana, może i robiło to wrażenie większe. Kunszt artystyczny owszem, jest, ale czy aż taki, żeby jakoś specjalnie się wyróżniać? Wnikliwość psychologiczna - moim zdaniem, jeśli chodzi o Siss - to tak, jest i to świetnie ukazany sposób myślenia takiej "młodej" nastolatki. Ale zabrakło mi innych postaci - rodziców chociażby, którzy właściwie byli gdzieś tam tylko w tle.

    Ad. 3 - Dar - dla mnie tym darem była pamięć o Unn - Siss jako jedynej udało się zbliżyć do Unn, tylko ona wiedziała o Unn "coś". Na zawsze więc dostała dar przechowania jej w pamięci jako kogoś, kto już nie anonimowym "nowym" w szkole i we wsi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad. 2

      No właśnie - dorośli są potraktowani w powieści po macoszemu, dla mnie jakby byli za grubą szklaną ścianą. Niby są, ale...

      Ad. 3

      To co piszesz o przechowywaniu osób w pamięci, przypomniało mi wypowiedź H. Krall: jej bohaterowie, często nieznani z nazwiska, nie giną, póki ktoś ich wspomina. Podobnie Unn na zawsze pozostanie w świadomości dzieci.

      Usuń
  19. Ad. 4 - we wszystkich właściwie skandynawskich opowieściach ten związek z przyrodą jest bardzo ważny - tam, w tym klimacie, to przyroda dyktuje warunki bardziej niż gdzie indziej. Opisy np. nocnego spaceru Siss do Unn z tym trzaskającym lodem na jeziorze czy choćby opisy pałacu, gdy widzi go Unn są naprawdę doskonałe. I w szkole i teraz lubię i czytam opisy przyrody - są przecież zawsze elementem powieści, budują atmosferę - mogą ją podkreślić, nieumiejętne mogą też ją popsuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, w lit. skandynawskiej sporo jest przyrody. Zważywszy na uwarunkowania geograficzne to zrozumiałe.;)
      Nocny spacer był świetnie opisany, zastanawiałam się, kiedy coś złego się stanie. Sam pałac zresztą był również b. plastycznie przedstawiony, do teraz pamiętam fragment o słońcu zaglądającym do środka.

      Usuń
  20. Ad. 5 - tytuł - chyba powiedziałyście już wszystko - można dosłownie, można i metaforycznie - jako świat dorosłości, na progu, którego stały Unn i Siss. Dorosłość, jak ten pałac, mami swoimi "urokami" - alkohol, używki itp., jeden nierozważny krok powoduje poważne konsekwencje tak, jak w przypadku Unn.

    Ad. 6 z takich przeczytanych ostatnio to pamiętam "Hotel Paradise" Marthy Grimes, gdzie pewna rezolutna dziewczynka próbuje rozwikłać zagadkę dwóch śmierci. Bardzo fajnie jest tam ukazany jej sposób myślenia i patrzenia na świat.
    No, ale najważniejszą i najlepszą, jak dla mnie jest "Co widziały wrony" Ann-Marie MacDonald - to jest mistrzostwo świata w ukazaniu psychiki dziecka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak "Wrony...";) Ten tytuł nęci mnie od dłuższego czasu, jedyną przeszkodą jest objętość książki.;(

      Usuń
  21. Ad. 7 - moje pytanie:

    Co zaszło między Unn i Siss w pokoju? Co zobaczyły w lustrze? Przed czym uciekała Unn do pałacu? Jak Wy to interpretujecie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekałam na to pytanie! :) Kiedy czytałam ten fragment, pierwsze co miałam na myśli, to jakiś podtekst erotyczny. Potem jednak stwierdziłam, że w pokoju dziewczyny doświadczyły magicznego porozumienia dusz. Odczuły jakiś "pociąg" do siebie, odczuły, że są pokrewnymi duszami. Unn uciekła do pałacu ze strachu. Bała się, że wyobraziła sobie więź z Siss, że spotkanie dziewczynek w szkole nie będzie miało w sobie tego niezwykłego porozumienia, jakiego doświadczyły w pokoju Unn. Wystraszyła się konfrontacji.

      Usuń
    2. Wg mnie w lustrze zobaczyly swoje odbicia tylko. Odbijaby sie takie same ladne buzie jak na zwyklym zdjeciu wieszanym na scianie aby przypomniec innym o swoim istnieniu. Sadze, ze obydwie dziewczynki choc patrzyly na te same odbicia, odbieraly je w zupelnie inny sposob. Siss z otwartoscia i dziecieca jeszcze ciekawoscia na przyszlosc. Unn spoglada ma przyszlosc spogladajac najpierw w glab siebie. Wydaje mi sie, ze Unn doswiadczyla w zyciu wiecej niz Siss. Unn jest pelna tajemnic. Unn spoglada na przyszlosc ze strachem. Ona jest swiadoma doroslosci. Scena z rozbieraniem sie ma dowiesc, ze dziewczynki zaczynaja sie zmieniac. Unn jest ciekawa czy takie zmiany zachodza tylko u niej. Stwierdza, ze zmianom ulega rowniez jej rowiesnica. Palac lodowy przyciaga ja dlatego, ze tam zatrzymuje sie piekno dziecinstwa. Nie wie/a moze czuje, ze jest tylko jeden sposob zatrzymania procesu dorastania. Zostaje tam na zawsze. Umarli mlodo pozostaja na zawsze mlodzi w pamieci innych. Nastepnie nadchodzi kolej na poglebienie zycia przez Siss, ktora zostaje troche dluzej i jej droga prowadzi rowniez przez lodowy palac. Dla niej na szczescie nadchodzi wiosna, burz lodowa budowle. Siss wstepuje w nastepny etap zycia. To cos co na nia spoglada to jest zycie tu i teraz a moze i w przyszlosci poprzez pamiec i doswiadczenia rowiesniczki Unn.

      Usuń
    3. Dobre pytanie. Mnie też po głowie chodzą skojarzenia seksualne. Może wzajemny pociąg to za dużo powiedziane, ale może odkrywanie własnej tożsamości? Na pewno nastąpiło jakieś porozumienie, przebiegł zadaje się jakiś błysk.


      Podoba mi się interpretacja Echa co do dorosłości Unn. Ona na pewno jest o wiele dojrzalsza niż jej rówieśnicy. Co do świadomego pozostania w pałacu mam jednak wątpliwości, muszę zajrzeć do tekstu.

      Usuń
    4. Mnie też się wydaję że Unn nie została w pałacu świadomie. Przecież szukała wyjścia, powrotu ...
      Ja myslę że to była przygoda, która tragicznie się skończyła. Aczkolwiek ciekawa niezmiernie jest interpretacja Echo

      Usuń
    5. Nie, Unn, nie została tam świadomie. Ją po prostu ogarnęło takie znużenie spowodowane obniżeniem temperatury ciała - chciała odpocząć, usiąść na chwilę i już tak została ...

      Usuń
    6. Co do skojarzeń seksualnych - mozna jej jakoś tam dokleić, ale bez pogłębiania na siłę. Siss w drugiej czesci książki zaczyna się jakoś interesowac chłopakami, ale widac, że na razi jest to kompletnie niewinne.
      Co do Unn - ona akurat nmoże mieć jakieś doświadczenia z czasów, gdy mieszkałą z matką, być może cięższego kalibru (choć sprawa jest dyskusyjna i być może wcale tak nie jest).
      To co zdarzyło się w pokoju, to moim zdaneim co najwyżej euforia z powodu odkrycia istoty podobnej do siebie (która, jak się wydaje, potrafi dostrzec nasze prawdziwe ja, itd. ). No ale nie mogło sie to odkrycie potem rozwinąć.

      Usuń
    7. Iza

      Tak, rozbieranie się było chyba niewinne:

      Unn zaczęła wcześniej, więc ona była pierwsza. Jasna plama zarysowała się na środku pokoju.
      Siss zaraz też stanęła naga. Patrzyły na siebie. Króciutką, dziwną chwilą.
      Siss czekała na wspaniałą zabawę, która miała nastąpić, toteż rozglądała się dookoła, jakiego by tu spłatać figla. Ale nic z tego nie wyszło. Zauważyła bowiem ukradkowe spojrzenie Unn i wyraz napięcia na jej twarzy. Unn stała zupełnie spokojnie. Trwało to tylko mgnienie oka i przeminęło. Twarz Unn poweselała, Siss patrzyła na nią z ulgą, z przyjemnością.


      Wydaje mi się, że na oko bardziej doświadczona Unn chciała dokonać porównania. Czy porównanie wypadło na jej korzyść? Tak wnioskuję z powyższego fragmentu.;)

      Słuszne spostrzeżenie co do późniejszego zainteresowania Siss płcią przeciwną. Chyba w ogóle można tu mówić o wchodzeniu w dorosłe życie nastolatki (przeżyta tragedia + biologia).

      Usuń
    8. A ja bym jednak zwróciła uwagę na podtekst ;) Zwłaszcza po przeczytaniu "...wron..." i "Czerwonego roweru".
      To jest wiek, kiedy seksualność zaczyna się budzić, kiedy ciało zaczyna się zmieniać, być może kiedy jeszcze nie do końca zdaje się z tego sprawę i określa kierunek. Siss, jak pokazało to, co dzieje się później, jest zainteresowana chłopcami (pojawia się nawet dwóch), być może Unn (też mam wrażenie bardziej świadoma w tej kwestii) miała inne zainteresowanie i to właśnie zauważyły w lustrze - trochę większą fascynację niż wypadało?

      Usuń
    9. @ Maniaczytania

      Naturalnie można pójść tym tropem. Rozbieranki widzę jednak jako budzenie się seksualności w ogóle.

      Usuń
  22. Monia-w2:
    Witam (przepraszam ze dzis pisze bez polskich znakow)
    Ad1: z lit. Skandynawskiej kojarze glownie kryminaly ( ktorych klimat mi odpowiada), Muminki i Astrid Lindgren. Wypozyczylam wlasnie Pera Pettersona, ale jeszcze nie czytalam
    Ad2 : kunszt jezeli chodzi o opisy przyrody to napewno (opisy palacu lodowego, jego kolorystyki- dopiero zalaczony przez Ciebie Aniu link uswiadomil mi, ze lod moze rzeczywiscie miec odcienie zolci, zieleni i niebieskiego). Co ciekawe - opisy te uzyskal autor stosujac bardzo krotkie zdania, ktore mnie osobiscie sie podobaly (prostota i zwiezlosc zdan skojarzyla mi sie z piatym dzieckiem Lessing ktora niedawno czytalam-krotkie, wydawalo by sie proste zdania a ile tresci w nich i miedzy nimi). Co do glebi psychologicznej - dla mnie to powiesc pelna niedopowiedzen, niedomowien
    Ad3: jak dla wiekszosci dyskutantow -dla mnie dar to przyjazn, niezwykla i nagla wiez z Unn
    Ad4: mozliwe ze ze wzgledy na surowosc skandynawskiego klimatu, przyroda ma wplyw na bohaterow powiesci. Nadchodzaca zima zamraza swiat i doprowadza do tragedii a odnowa w zyciu Siss przychodzi z nadchodzaca wiosna i upadkiem lodowego palacu. Jezeli chodzi o opisy przyrody to bedac w szkole jak wiekszosc za nimi nie przepadalam- teraz jest troche inaczej, choc przyznam, ze czesto nie zwracam na nie uwagi, nie umiem wychwycic calego ich kunsztu. W tej powiesci opisy przyrody przypadly mi do gustu- mozliwe ze ze wzgledu na krotkie, tresciwe zdania (o kteoych juz wspominalam) a nie zagmatwane elaboraty. Mlodziez szkolna mozna pociezyc chyba tylko tym, ze lepsze opisy przyrody w Nad Niemnem, niz niektore filozoficzno-spoleczne rozwazania u wielkich pisarzy rosyjskich (ktorych sama osobiscie cenie)
    Ad5: pierwsze moje skojarzenie z palacem lodowym w powiesci to smierc, drugie potega, a wlasciwie groza natury

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. monia-w2

      Ad 1

      PP lubię, podobało mi się zwłaszcza "Na Syberię". Przypomniało mi się, że kiedyś byłam pod dużym wrażeniem "Zimy w Sztokholmie" A. Pleijel.

      Ad 2

      Z lodem trochę jak z morzem i górami - dowolność kolorów ogromna.;)
      Tak, krótkie zdania mają niezwykłą moc (mnie się przypominają Amatorki Jelinek), tu pewnie mają podkreślać oglądanie świata oczami dziecka. Niedopowiedzeń jest tu od groma, do tej pory zastanawiam się, czy taki był zamiar autora, czy też pomysłu mu zabrakło.;)

      Ad 3

      Wydarzenia w wiosce współgrają z cyklami przyrody, fakt. Można nawet uznać, że przyroda wygrywa.;) Podobał mi się szczególnie wątek odnowy.
      Masz rację - opisy przyrody u Vesaasa nie są zawiłe, moim zdaniem są za to b. sugestywne.;) Czytałam Pałac miesiąc temu podczas fali mrozów i było to mocne przeżycie.;)

      Ad 5 Jednak śmierć? Dla mnie ostatecznie to chyba będzie - jak piszesz - potęga przyrody, z którą człowiek nigdy nie wygra.

      Czy Vesaas zachęcił Cię do częstszego sięgania po lit. skandynawską?

      Usuń
    2. monia-w2:
      Po literaturę skandynawską sięgnę - to pewne.Sam Vesaas wydaje mi się również ciekawy - postaram się znaleźć "Ptaki", zresztą ich ekranizacji także nie widziałam.

      Usuń
    3. @ monia-w2

      Ptaki są na wyciągnięcie ręki:
      http://docs5.chomikuj.pl/566681532,PL,0,1,Tarjei-Vesaas---Ptaki.pdf

      Usuń
  23. Ad7: jak juz pisalam wyzej -duzo dla mnie w tej ksiazce niedopowiedzen, dlatego czuje pewien niedosyt: co chicala zdradzic Unn Siss podczas spotkania? Czego wystraszyla sie Siss, ze tak nagle uciekla? Jak mozemy zinterpretowac fletniarzy? Prawdziwa basn - nasuwa wiele pytan i jeszcze wiecej interrpretacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie: co chciała zdradzić? Mnie się wydawało, że dotyczyło to ojca, ale przecież nic o nim nie wiedziała. Co do Siss wydaje mi się, że ona przestraszyła się tego, co mogło nastąpić, cokolwiek by to było. To nie musi być seks, ale rozbieranie się podczas pierwszego spotkania jest dość dziwne.;)
      Fletniarze kojarzą mi się tylko z folkiem skandynawskim, flet/fujarka to b. popularne instrumenty w tamtej kulturze. Może to również nawiązanie do konkretnej np. pieśni albo wiersza?

      Usuń
    2. monia-w2:
      Mnie również wydaje się, że mogło dotyczyć to ojca, lub matki, lub też odczuć Unn po śmierci mamy. Może Siss przestraszyła się początkowo odpowiedzialności za ten sekret, albo tego nagłego uczucia tej przyjaźni, tego połączenia dusz, tak jak czasem ludzie na początku boją się spadającego na nich nagle uczucia miłości? Ja interpretuję fletniarzy jako zapowiedź odnowy, zapowiedź spokoju duszy, ukojenia.

      Usuń
    3. Zgadzam się, dziewczynka najwyraźniej wycofała się ze strachu, może uznała, że zbyt szybko doszło do zbratania się?
      Fletniarze jako zapowiedź ukojenia - to mi się podoba.;) Na pewno element o znaczeniu pozytywnym. Istoty, które miały pomóc w kłopocie, tak mi się kojarzyli podczas lektury.

      Usuń
    4. Jeśli chodzi o sekret Unn- ja jakoś odniosłam wrażenie, że mogło chodzić o sprawy poważniejsze- np molestowanie (albo nawet tylko zainteresowanie) ze strony jakiegoś "wujka" - przyjaciela matki. Co do ojca - dziewczyna chyba nie miała z nim kontaktu...

      Usuń
    5. Przyznam, że molestowanie nie przyszło mi do głowy. Teraz dochodzę do wniosku, że Unn mogła nie mieć wielkiej tajemnicy i że aurę tajemniczości zawdzięcza swojej skrytości i stronienia od grupy.

      Unn dysponowała tylko zdjęciami ojca. Mówi:

      – Pamiętasz, co ci powiedziałam: nigdy go nie widziałam. Tylko jego zdjęcia. – Siss skinęła głową. –
      Gdyby ojca udało się odnaleźć, to pewno nie byłabym teraz u ciotki – dodała Unn.

      Usuń
    6. Mogła mieć naprawdę poważną tajemnicę, a mogła nie mieć żadnej- i tak jest ze wszystkim w tej książce:).

      Usuń
    7. Zgadza się, książka jest pełna niedomówień. Nawet mi się to podobało.

      Usuń
  24. Ad 1. Tak jak maniaczytania doktoryzowała się z sag, ja do któregoś momentu czytałam wszystkie skandynawskie kryminały, które wydano. czy są schematyczne - nie wiem, siłą rzeczy każdy kryminał musi opierac się na schemacie, początkowo włąśnie wydawały mi się niesztampowe, ze względu na tlo społeczne.Wyjątkiem jest pani Laeckberg, którą stanowczo odradzam.

    Literatura dziecięca: Lindgren/Tove Jansson i cudowna podróż Selmy Legerloef
    Inne: Listy do Trynidadu, Plaża muszli, Człowiek, który pokochał Yngvego - wrażenia zazwyczaj pozytywne.
    Jak dotąd nie miałam kontaktu ze skandynawską klasyką, mam wrażenie, że może byc depresyjna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - zastanowił mnie zarzut schematyczności w kryminałach skandynawskich. Za mało czytałam, żeby poznać te schematy, ale wrażenia miałam pozytywne. Chyba głównie ze względu na tło.

      Plaża muszli - tak, tak.;) Człowiek - wciąż w kolejce, ale pamiętam, że miałaś pozytywne wrażenia.

      Teraz tak sobie przypominam i dochodzę do wniosku, że chyba nie trafiłam jeszcze na kiepską książkę skandynawską.

      Stridberg chyba może nieźle podnosić ciśnienie.;)

      Usuń
    2. Iza - :)

      A co do schematów - to chyba nie jest tak, że to jakiś schemat, po prostu literaci z określonego kręgu kulturowego czerpią ze swojego dziedzictwa, uwarunkowań, mitów, itp.

      Usuń
    3. Kiedy wspomniałam o często powtarzających się motywach fabularnych w skandynawskich kryminałach, miałam na myśli powracające jak bumerang tematy, takie jak trudne dzieciństwo, przemoc domowa wobec kobiet czy wykorzystywanie seksualne dzieci. To są ważne i trudne problemy, ale pisanie o nich w prawie każdym skandynawskim kryminale to już lekka przesada.

      Usuń
    4. Lirael

      Może akurat na te problemy są wyczuleni? W Polsce to są chyba nadal trudne sprawy, może i dlatego rzadko opisywane w kryminałach?

      Do Twojej listy tematów dorzucę jeszcze problem imigrantów, ten wątek jest dość częsty w telewizyjnych ekranizacjach, przynajmniej ja na takie trafiam.;) Ale np. "Zapora" Mankella to już jest COŚ, temat godny XXI wieku.;)

      Usuń
    5. Maniaczytania,
      cos w tym jest. Przy kilku ksiażkach z jednego kręgu kulturowego jest fajnie, po kilkudziesięciu siłą rzeczy wszystko wydaje się schematyczne.

      Lirael,
      U Amerykanów też jest masa psychopatów, ale zazwyczaj nikt nei analizuje ich dzieciństwa, u Skandynawów- zazwyczaj tak:).

      Usuń
  25. Witam, trochę późno, ale niestety czasu u mnie jak na lekarstwo... Ależ się dyskusja wywiązała!

    Zanim ją przeczytam dokładnie, kilka słów ode mnie, na szybko. Potem pewnie pokomentuję tu i ówdzie, ale nie wiem, kiedy... Ech, praca...

    Książka była interesująca, ale mnie nie porwała. Opowieść o dziewczynce, która zimą przeżywa śmierć swojej przyjaciółki - nie jestem pewna, czy wiele zrozumiałam z tej książki... Zastanawiam się dlaczego - może ja po prostu nie nadaję się do czytania niektórych książek? Być może wina leży po mojej stronie, bo nie za bardzo staram się by książkę należycie zrozumieć, a przyzwyczajona jestem właściwie do połykania ich i wypluwania niemal taśmowo. Może czas to zmienić?

    A jeśli chodzi o pytania, to:

    AD 1.
    Literaturę skandynawską lubię, ale kiedyś czytałam więcej powieści obyczajowych, a teraz dominują kryminały... Chciałabym poznać więcej autorów skandynawskich, ale czasem myślę, że ich książki są bardzo "zimne", trochę smutne... Może jednak ta ich „inność”, odmienność wzbogaci mój książkowy, literacki jadłospis? Inna sprawa to brak dostępu, wydaje mi się, że w Polsce tłumaczy się więcej powieści skandynawskich niż w Wielkiej Brytanii - ciężej mi je zdobyć! Ale może nowa biblioteka pomoże?

    AD 2.
    Książka jest bardzo pięknie napisana,każde zdanie jest wysmakowane, podobał mi się ten minimalizm. Co mi się nie podobało, to to, że obie dziewczynki ( i właściwie wszystkie dzieci) brzmią w tej książce tak strasznie dorośle, wypowiadają się nieco sztucznie. Rozumiem, że jest to celowy zabieg, ale trochę mi to zgrzytało. I dlatego ta scena wizyty u Unn wydała mi się strrrrrasznie zawikłana.

    AD3.

    Myślałam nad tym i w pierwszej chwili zupełnie jak Siss nic nie rozumiałam. Nadal nie jestem pewna, czy rozumiem. Najpierw na myśl przychodził mi dar zapomnienia – czy też może pamięci Pamięci o Unn? Dar pamiętania o swojej przyjaciółce? „Ty masz prawo myśleć tylko o Unn” – mówi matka Siss. Możliwe, że chodzi tu po prostu o ich przyjaźń... ? Wspominanie przyjaźni? (Możliwe, że znów nie wyłapuję tu w pełni oczywistych metafor...)

    Ad 4
    Opisy pałacu, zimnych i śnieżnych krajobrazów bardzo mi się podobały. Kiedyś opisy przyrody mnie nadzwyczajnie nudziły, nastawiona byłam na akcję, dialogi, coś się musiało dziać! Teraz jestem bardziej wysmakowana, ale nie każdy potrafi pisać o przyrodzie w przejmujący, wciągający sposób. Vesaas potrafi. Bo właśnie te opisy były bardzo przejmujące i były chyba głównym atutem tej książki.

    Ad 5.
    Najpierw traktowałam tytuł dosłownie, ale kiedy zaczęłam myśleć o tym więcej, zastanawiam się, czy po prostu nie przegapiłam w "Lodowym pałacu" wszystkich tych metaforycznych nawiązań i spostrzeżeń – na przykład, lodowy pałac można by porównywać z „zasklepianiem się” w sobie Siss – pałac staje się zimą coraz trwalszy, mróz trzyma całą strukturę w miejscu, a Siss zastyga w swojej żałobie, by wreszcie z nadejściem wiosny, uwolnić się od poczucia winy, depresji i poczucia straty. Tak jak w kulminacyjnym momencie książki pałac rozpada się od wewnątrz, tak i Siss przeżywa katharsis, otrząsając się ze swojej straty, owego zimowego snu. Dlatego właśnie (wracając do poprzedniego punktu) przyroda odgrywa w tej książce tak ważna rolę, stając się niejako wyznacznikiem nastroju Siss, która wraz z nadejściem wiosny „budzi” się ponownie do życia. (Czy fletniarzy, wspomnianych gdzieś powyżej w komentarzach można traktować jako zapowiedź wiosny, owego przebudzenia (przyrody i Siss...?)

    6. Czy są powieści o dzieciach, ale dla dorosłych, które zrobiły na Was szczególne wrażenie?

    Tu przychodzi mi do głowy "Room "Emmy Donoghue, czytałam książkę w wielkim napięciu. Zupełnie inna książka, zupełnie inny zamysł, dwa bieguny. Więcej tytułów nie pamiętam...bo późno i mózg mi wysiada. Dlatego na razie zostawię na razie moje rozważania, potem może spróbuję (używając moich przemyśleń z tej dyskusji), sklecić coś na temat na blogu...

    Dobranoc i do usłyszenia. Uwielbiam te dyskusje na twoim blogu, Aniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że w ogóle jeszcze Ci się chciało dołączyć. O tak, mnie też zaskoczyła (pozytywnie) dyskusja, bo książka nie jest przecież ani kontrowersyjna, ani wybitna.;)
      Chyba nie należy się obwiniać, że Pałac lodowy nie porywa.;) Mam podobne odczucia, ale też wiem, że jeśli będę potrzebowała książki z gatunku wyciszających, sięgnę po Vesaasa.;)

      Ad. 1
      Zaskoczyłaś mnie w kwestii skąpych tłumaczeń pisarzy skandynawskich na angielski. Sądziłam, że w UK jest b. dużo tłumaczeń z najróżniejszych zakątków świata, a tu proszę...
      Mam podobne odczucia co do chłodu i smutku w literaturze skandynawskiej. To chyba nie jest autosugestia.;)

      Ad. 2
      Może dlatego dziewczynki sprawiają wrażenie dorosłych, że są na pierwszym planie? Całkowicie zdominowały postaci rodziców, sąsiadów itp. Chyba nawet przez nich samych są traktowane jak dorosłe osoby (albo niewłaściwie interpretuję szacunek do dzieci;).

      Ad. 3
      U mnie stanęło na pamięci o zmarłej koleżance, ale to ma związek z przyjaźnią, a jakże.;)

      Ad. 4
      Mam identyczne odczucia. Wg mnie opisy przyrody są największą zaletą tej książki. Na mnie podziałały b. intensywnie.

      Ad. 5
      Ależ tak! Moim zdaniem w tekście jest to, o czym piszesz. Zasklepienie się, katharsis, odrodzenie. Fletniarze są tu dla mnie zwiastunem (heraldem?:) dobrych wiadomości, więc mogą wróżyć i wiosnę. Pisałam wcześniej, że można ty prześledzić kolejne etapy żałoby, ale teraz widzę, że można doszukać się też różnych etapów depresji - oczywiście w dużej przenośni.

      Ad. 6
      Fakt, "Pokój" Donoghue pasuje, zapomniałam o nim. Przy okazji - zdziwiło mnie, że w Polsce nie wywołał tyle szumu, co w UK. Bo miałam wrażenie, że u was dużo się o tej książce mówiło.

      Dabarai, ogromne podziękowania za udział i dobre słowo.;) Mam nadzieję, że będziesz częściej u nas gościć. Kawa jest codziennie (patrz wyżej;), o herbacie pomyślę.;)

      Usuń
  26. Po pierwsze, bardzo dziękuję za pomysł tych dyskusji. Jestem na razie podpatrującą-nie-blogującą, ale zaciekawiłam się na tyle, że nabyłam książkę wcześniej absolutnie mi nieznanego autora, przeczytałam i postanowiłam włączyć się do rozmowy. Sama z siebie chyba nie dotarłabym do tego autora, więc niniejszym: dzięki Ci! : )
    A teraz do rzeczy.
    1. Mój stosunek do literatury skandynawskiej należy podzielić na przed i po. Przed dziećmi i po nich. Po dzieciach czytywałam do niedawna w zasadzie wyłącznie kryminały (jakżeż oryginalnie, prawda?), z których (poza Mankellem) nie pamiętam w zasadzie nic. Nie wiem jak oni (Skandynawowie) to robią, ale niewątpliwie czytam to chętnie – miła rozrywka, myśleć nie trzeba.
    Przed. Z tym gorzej. Tak naprawdę dopiero to pytanie sprawiło, że przypomniałam sobie, że w zamierzchłej przeszłości, kiedy jeszcze posiadałam tzw. czas wolny, zdarzało mi się podczytywać to i owo. I jeśli chodzi o literaturę skandynawską, to co czytałam są to pozycje, z których Coś zapadło mi w pamięć. Co? Nie wiem. Nie pamiętam może szczegółów fabuły, ale mam w pamięci ogólne wrażenie, to co czułam, gdy czytałam daną książkę. Jak dla mnie to dużo. Dla przykładu podam „Głód” Knuta Hamsuna. Czytałam go chyba jeszcze w liceum (to naprawdę dawno), a do dziś pamiętam atmosferę tej książki. Myślę więc, że literatura skandynawska to dobra marka, choć nie podejmuję się wyjaśnienia dlaczego.
    2 Po przeczytaniu „Pałacu lodowego” (a nawet już w trakcie lektury) pomyślałam sobie: „Rany, to jest prawdziwa Literatura”. Być może się jednak nie znam, jestem wypaczona po czytaniu sieczki, itp., itd. Na pewno nie jest to jednak książka, która pozostawia po sobie nic, i o której nie będę pamiętała za pół roku. Nie wiem, czy jest wybitna, ale w porównaniu z tym, co się obecnie czyta,na pewno jest inna.
    3. Myślę, że ten dar to poczucie wyjątkowości, bycia wybrańcem, dopuszczenia do Czegoś, do czego tylko niektórzy mogą być dopuszczeni (czy to poczucie było uzasadnione, to zupełnie inna sprawa, ale sądzę że w książce nie o obiektywizm chodzi).
    4. Opisy przyrody, hm. Wszystko zależy od tego po co one są. Jeśli chodzi tylko o popisanie się kunsztem literackim, to nuda, nuda, nuda (niektóre z lektur szkolnych niewątpliwie takie były). Jeśli jednak – tak jak w „Pałacu lodowym” – przyroda odgrywa ważną rolę, jest wręcz jednym z głównych bohaterów, to czytając nie zauważam, że czytam Ten-Straszny-Opis-Przyrody.
    6. W tym miejscu teraz nasuwa mi się tylko skojarzenie z jakże popularną ostatnio sagą G.R.Martina („Gra o tron” i dalsze części) Być może patrz punkt 1., ale nie umiem czytać tej powieści nie z perspektywy matki. To jest wszak książka o małych dzieciach w strasznym świecie! Na razie doszłam do tomu trzeciego i postanowiłam zrobić sobie dłuższą przerwę, bo nie daję rady.
    Pozdrawiam i uprzejmie informuję, że zaopatrzyłam się już w "Świniobicie", więc szybko się mnie nie pozbędziesz :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    momarta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ momarta

      Witaj w klubie.;)

      Wciąż nie przestaję się dziwić, że kilka osób dało się skusić na mało znaną książkę równie mało znanego autora.;) Na szczęście jest, jak piszesz: "Pałac..." zdecydowanie pozostaje w pamięci na długo. Moim zdaniem to głównie zasługa opisów surowej przyrody i oszczędność w środkach stylistycznych.

      Kiedy czytam teraz o Twoich wrażeniach z lektury "Głodu", przypomina mi się Lagerkvist - "Karła" czytałam prawie 20 lat temu, ale wyjątkowo głęboko zapadł mi w pamięć, "Sybilla" już trochę mniej. Pora chyba na "Barabasza".;)

      Hm, czy kryminały to tylko miła rozrywka? Rzadko czytuję, ale powtórzę się: "Zapora" Mankella porusza istotny dla nas wszystkich problem. Mnie dała sporo do myślenia.;)

      Kwestia daru - faktycznie Siss poczuła się przez Unn wyróżniona. Po zaginięciu miała z kolei poczucie pewnej misji czyli podtrzymywania pamięci. Dobra uwaga: czy to poczucie było uzasadnione.;) Wg mnie Siss jednak tę misję opacznie pojęła, na szczęście ciotka pomogła jej uporać się z tym ciężarem.

      Myślisz, że pisarzom chciałoby się męczyć i dla oklasków męczyć nad opisem zagajników, ruczajów itp.?;))))

      "Gra o tron" jest o dzieciach? Widziałam fragment w tv i wciąż tam ktoś kogoś zabijał.;(

      Podziękowania za udział i naturalnie zapraszam ponownie.;)

      Usuń
    2. Odnośnie skandynawskich kryminałów - nie bez powodu wyróżniłam właśnie Mankella. Też myślę, że porusza on ważne tematy i w odróżnieniu od pozostałych autorów umie to zrobić tak, żeby po lekturze pozostawić jakiś refleksyjny punkt zaczepienia. Pozostali może i się starają, ale mało skutecznie lub nieumiejętnie (patrz pani Lackberg i jej strasznie drewniany styl pisania).
      Gra o tron: film jest zupełnie inny niż książka (moim zdaniem gorszy, choć na pewno nie zły). W filmie bohaterowie są starsi, w książce mają po kilka, maksymalnie kilkanaście lat. Brr!
      Czasem, gdy czytam niektórych polskich nowych autorów, mam wrażenie że wydaje im się, że jak napiszą tak ładnie o widoku rozpościerającym się przed bohaterem, albo o kląskających (tu się zacukałam, bo zapomniałam co kląska)Cosiach, to będzie oznaczało że osiągnęli wyższy stopień wtajemniczenia i wtedy już na pewno ich docenią i staną się Pisarzami. Ale może to tylko moje złośliwe odczucia... Myślę, że Vesaas kierował się innymi względami pisząc swoją książkę. Nie znam żadnej innej jego powieści (czy opowiadań), sięgnęłam natomiast po artykuł na jego temat w nowym Archipelagu i zastanawiam się, czy podobałoby mi się to na dłuższą metę, tzn. w którejś z kolei książce. Cóż, może się zawezmę i sprawdzę, inaczej się nie da.
      Pozdrawiam, momarta

      Usuń
    3. @momarta

      Z Lackberg czytałam tylko jedną książkę i rzeczywiście styl ma drewniany.;( Natomiast telewizyjne adaptacje były w porządku, z tym że toną w morzu innych seriali kryminalnych.

      Ja nie kojarzę opisów przyrody we współczesnej młodej literaturze w ogóle.;( Albo inaczej: pamiętam niezdarny opis otoczenia w "Przystupie" Plebanek - miałam kłopot w wyobrażeniu sobie, jak wygląda opisywany teren.;(

      Vesaas mieszkał na wsi, więc zapewne było mu łatwiej opisywać przyrodę niż mieszczuchom. Poza tym w "Pałacu lodowym" przyroda jest pełnoprawnym bohaterem, nie tłem wydarzeń - to tak w kwestii powodów dla opisu przyrody.;)

      Jestem nawet więcej niż pewna, że nie mogłabym czytać podobnych książek ciągiem, zmęczyłyby mnie.;(

      Ja również pozdrawiam.

      Usuń