Dwie kobiety, jedno dziecko - oto główne osoby dramatu sprokurowanego przez Edith Wharton. I choć o zamążpójście toczy się gra, mężczyźni pozostają na dalszym planie - najważniejsze są tu relacje damsko-damskie. Będzie zazdrość, poświęcenie, wojna nerwów, będzie też egoizm brany za dobroduszność. Źródłem emocji nie jest jednak kandydat na męża, ale kilkuletnia sierota.
Przyznam, że mając w pamięci "Wiek niewinności" spodziewałam się kolejnej historii o hipokryzji i konwenansach, tymczasem Wharton całkowicie mnie zaskoczyła. Owszem, wspomniane wątki są obecne, ale kluczowe wydaje się macierzyństwo - tutaj wyjątkowo trudne, bo skrywane. Historia wciąga nie tylko ze względu na dramatyzm, ale także dzięki świetnie zarysowanym postaciom - główne bohaterki to kobiety z krwi i kości, które przekonują.
To, JAK pisze Wharton zasługuje zresztą na szczególną uwagę. Uderza przede wszystkim dbałość o szczegóły - opisy wnętrz i strojów to istna kopalnia wiedzy dla scenografów i historyków sztuki. Równie udany jest opis nowojorskiej klasy wyższej z połowy XIX wieku - ironicznie, ale raczej celnie autorka pokazała obyczajowość sfery, którą sama znała przecież z autopsji. Niektóre zdania to małe cacka: dowcipne, a zarazem wycyzelowane. Oto próbka:
He belonged to the cautious generation of New York gentleman who revered Hamilton and served Jefferson, who longed to lay out New York like Washington, and who laid it out instead like a gridiron, lest they should be thought "undemocratic" by people they secretly looked down upon. Shopkeepers to the marrow, they put in their windows the wares there was most demand for, keeping their private opinions for the back-shop, where through lack of use, they gradually lost substance and colour.
Dla mnie rewelacja.
_______________________________________________________________________
Edith Wharton 'The Old Maid' w http://gutenberg.net.au/ebooks03/0300371.txt
_______________________________________________________________________
mnie już zdążyłaś przekonać dwa dni temu:-)
OdpowiedzUsuńNaprawdę? To miło mi to czytać;) Oby Tobie też się spodobała:)
OdpowiedzUsuńDo Edith Wharton mnie ciągnie już od dawna i chyba będę miała jak zdobyć "Starą pannę" właśnie w tej kolibrowej serii, bo mnie zaciekawiłaś.
OdpowiedzUsuńNa razie na półce czekają "Opowieści małżeńskie". :)
Dla mnie tez rewelacja. A zwłaszcza byłam pod ogromnym wrażeniem jej metafor i porównań jak perły. Niektóre czytałam dwa razy pod rząd. Ostatnio Heller mi przypomniała o pięknych porównaniach, też jej się czasem to udaje. A Wharton to już istna mistrzyni, cóż za wyrafinowany język i zero pretensjonalności jednocześnie :)
OdpowiedzUsuń--> Ysabell
OdpowiedzUsuńJa z kolei pewnie rozejrzę się za "Opowieściami małżeńskimi" i jej powieściami;)
--> kornwalia
Cieszę się, że fanek Wharton jest więcej;) Na pewno na to zasługuje. W "Starej pannie" akurat metafory nie rzuciły mi się w oczy, ale reszta była tak satysfakcjonująca, że wystarczyło;)
I masz rację - zero pretensjonalności. Po prostu - klasa!
Masz na myśli Zoe Heller?
"Wiek niewinności" podobał mi się więcej niż bardzo, natomiast zaliczyłam dwa nieudane podejścia do "Ethana Frome".
OdpowiedzUsuńTa "Stara panna" wydaje się nader atrakcyjna! :) Dzięki za link do tekstu. Nigdy nie przepadałam za serią Koliber. Te książki mi się często rozklejają, nie tylko z powodu czytelniczych wzruszeń. :)
Uwierz mi - "Stara panna" jest atrakcyjna;) Powoli ściągam kolejne opowiadania Wharton z sieci, to chyba będzie moja autorka tego lata;)
OdpowiedzUsuńDwa nieudane podejścia niezbyt dobrze wróżą, ale może warto dać "Ethanowi Frome" trzecią szansę?;) Podobno to jedna z najlepszych powieści Wharton, często wymieniana obok "Wieku niewinności".
ja mam jeszcze Świat zabawy i Rafę, ale nie czytałam jeszcze. Wciąż po nowości sięgam, muszę to zmienić. Lubię ją z Wiek niewinności. Boże, wciąż coś mi wisi nieprzeczytane, ja zwiariuję
OdpowiedzUsuńSzkoda się stresować:) Molom książkowym zawsze chyba coś wisi (nieprzeczytane);) "Świat zabawy" też podobno jest świetny. Czytajmy, będzie o czym dyskutować;)
OdpowiedzUsuń~ Ania
OdpowiedzUsuńBędę mieć książki pani Wharton mocno na uwadze. :) A "Ethana..." rychło poddam kolejnej próbie. Do trzech razy stuka. :)
;))))) Ja na pewno sięgnę po "Ethana...", ale w dalszej kolejności. Chyba nie bez powodu go zekranizowano;)
OdpowiedzUsuń~ Ania
OdpowiedzUsuńPlakat nie nastraja mnie zbyt optymistycznie: http://www.imdb.com/title/tt0106833/, ale zaufam Ci. :)
A może by "Ethana" na lekturę klubową awansować? Objętościowo idealny. :) Z dostępnością może być trochę gorzej, ale skoro tyle osób dotarło do "Pełni życia Miss B.", okazuje się, że nie ma rzeczy niemożliwych. :) Ewentualnie jakaś inna powieść Wharton, która wydaje Ci się ciekawsza.
I to jest myśl! W sumie "Stara panna" byłaby idealna, ale czemu nie "Ethan Frome"? Tylko 142 strony, do ściągnięcia z sieci w oryginale lub za kilka złotych wersja polska z antykwariatu. Raczej zagości w wakacje;) Dzięki!
OdpowiedzUsuń~ Ania
OdpowiedzUsuńTo się bardzo cieszę. :) Oczywiście wybór należy do Ciebie. Nie mam pojęcia, która z tych dwu pozycji może okazać się bardziej kontrowersyjna i dyskusjogenna. :)
Doczytałam, że "Ethan Frome" dzieje się zimą, więc może lepiej przesunąć go na chłodniejszy okres?;)
OdpowiedzUsuń"Starą pannę" czytałam dawno temu i pamiętam tylko zarys fabuły, natomiast "Ethana Frome'a" czytałam niecałe dwa lata temu i muszę przyznać, że spodobała mi się ta powieść bardzo. Rzeczywiście - wieje z niej chłodem, nie tylko z powodu pory roku.
OdpowiedzUsuńMoże sprawdziłby się w roli antidotum na wakacyjne upały, o ile takowe nastąpią? :) Pogoda jest nieprzewidywalna, więc bezpieczniej będzie go zmagazynować na zimę. :)
OdpowiedzUsuń--> Elenoir
OdpowiedzUsuńTak właśnie czytałam, że "Ethan Frome" to dość tragiczna historia. Ale kto powiedział, że zawsze ma być wesoło?;)
--> Lirael
Zgadzam się z Tobą, pogoda robi się cokolwiek nieprzewidywalna;) Mam parę innych tytułów w zanadrzu, więc Wharton może zaczekać.
Aniu, czy mój komentarz nie został przywrócony po awarii, czy w ogóle go nie wysłałam? (a pamiętam, że pisałam tu)
OdpowiedzUsuńNiestety komentarz nie został przywrócony;( Pisałaś, ja Ci nawet zdążyłam odpisać:) Z tego co pamiętam, pisałaś m.in. o bezpretensjonalnym stylu Wharton i naturalnie ja się z tym zgodziłam - mam podobne odczucia.
OdpowiedzUsuńAha, czyli nie mam demencji ;)
OdpowiedzUsuńWidać te komentarze nie zostaną przywrócone, a liczyłam na to. A co tam, sama je sobie wstawię!
;))))
OdpowiedzUsuńNiestety blogger nie popisał się, awaria okazała się dotkliwa;(