piątek, 17 stycznia 2014

Klub Czytelniczy (odc. 37) - Spokój

I wtedy Kleopatra tak jak stała, wybiegła z teatru. Czarne strumienie łez płynęły jej z oczu, bo nawet nie zmyła makijażu. W czarnej peruce na głowie przemknęła przez śródmieście, w diademie ze szklanych diamentów i staniku wyszywanym szklanymi rubinami, w sandałach na nogach i w szalu ze sztucznego jedwabiu na ramionach – tak jak wzorując się na afiszu pewnej francuskiej rewii, wyobrażała sobie Kleopatrę bratanica towarzysza Fenyő. Ludzie nie dowierzali własnym oczom, matki wychodzące z domu towarowego Pionier odwracały głowy dzieciom, jak ukręca się głowy kurczakom, żony na środku ulicy policzkowały gapiących się z otwartymi ustami mężów, siódemka jadąca od placu Felszabadulás do Astorii zwolniła, bo pasażerowie uprosili kierowcę, żeby nie wyprzedzał Kleopatry. Ale nikt nie domyślił się, kim jest ta półnaga kobieta w powiewającej narzutce. Nie rozpoznali swojej aktorki, bo nigdy nie widzieli u niej prawdziwych łez, ale tylko takie, jakimi płakała, kiedy w odpowiedniej chwili skórę pod oczami posmarowano jej wietnamskim balsamem. (s. 44-45)


Pytania do rozważenia:

1. „Pisanie jest samobójstwem tchórzy” (s. 10) stwierdza narrator powieści na spotkaniu autorskim. Czy była to rzeczywiście tylko niezręczna, improwizowana wypowiedź czy szczerość?

2. Po pogrzebie aktora Judit mówi do brata: „Przecież człowiek żyje, dopóki bez mrugnięcia potrafi kłamać innym prosto w oczy. A jak już nie potrafi, bierze do ręki żyletkę.” (s. 96) Czy z tego właśnie powodu kilka lat później popełniła samobójstwo?

3. Co było przyczyną rozpadu rodziny Weerów?

4. Związek Andora z Eszter to miłość czy mania (s. 206)?

5. Jak oceniacie powieść Bartisa? Jakie są jej mocne i słabe strony?

6. Miejsce na Wasze pytania.


Serdecznie zapraszam do dyskusji.

122 komentarze:

  1. 5. Tak do połowy uważałem, że to świetna książka, taka mroczna analiza stosunków rodzinnych z czającym się gdzieś niedopowiedzeniem, tajemnicą. Współczesna Magda Szabo, brutalniej pisana. Związek Andora z matką znakomicie odmalowany. Od połowy, kiedy bohater skupił się na związku z Eszter i sam zaczął się sypać, zrobiło się męcząco, a bohater irytujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, będzie nudna dyskusja:( W pełni się z Tobą zgadzam, choć może dałabym mu więcej niż dobrą połowę. Początkowo czytało mi się znakomicie, aż pomyślałam sobie, że dawno żadna historia tak mnie nie wciągnęła. Pod koniec tłumiłam ziewanie. Szkoda.

      Usuń
    2. No dobra, do trzech czwartych. Nastawiony byłem na opis stosunków syn-matka i szczerze mówiąc, rozdrapy syna mnie interesowały dużo mniej. Za mało o mamusi, nie czułem się usatysfakcjonowany.

      Usuń
    3. W tej książce w ogóle wszystkiego ważnego jest za mało, przy jednoczesnym wprowadzeniu szeregu rozmaitych wątków. Albo piszemy epopeję węgiersko-rumuńską, z silnym historycznym tłem, albo idziemy w wątki rodzinne, albo skupiamy się na pisarzu. Ok, razem też się to da zrobić, ale chyba trzeba by jednak nieco powiększyć objętość książki; albo być geniuszem literatury, do którego Bartisowi trochę jednak brakuje.

      Usuń
    4. Owszem, na początku miałem skojarzenia ze Świniobiciem Szabo, a potem nagle rzecz zrobiła się nie wiadomo o czym. I nie wiem, czy pogubił się autor, czy ten chaos miał obrazować pogubienie się bohatera :P

      Usuń
    5. Faktycznie, to skojarzenie ze Świniobiciem jest właściwe - nawet silne tło historyczne się zgadza. Szabo poradziła sobie zdecydowanie lepiej, i to przy zbliżonej, o ile nie mniejszej, liczbie stron.
      Coś może być na rzeczy z tym pogubieniem się bohatera, trochę zmienił się przecież sposób narracji. Jeśli jednak był to zabieg celowy, to mi zdecydowanie nie podszedł.

      Usuń
    6. Szabo była cieńsza, ale drobniejszym drukiem:) W każdym razie Bartis się starał, ale przefajnował.

      Usuń
    7. Na mnie ta książka zrobiła równie dobre wrażenie jak przy pierwszej lekturze. Odpowiada mi poetyka języka, dyskretne pokazanie pewnych problemów, brak dosłowności. Plus świetne sceny erotyczne. Chyba najbardziej podoba mi się pokazanie roli historii w dziejach rodziny Weerów.

      Usuń
    8. Erotyczne? Jak dla mnie te sceny bardziej ocierały się o pornografię, co nie jest zarzutem, a wyłącznie stwierdzeniem faktu. Poetyki języka też niestety nie dostrzegłam, co nie oznacza że nie podobał mi się styl pisarza, przynajmniej do pewnego momentu.

      Usuń
    9. Ja się nastawiłam na głębsze osadzenie w realiach politycznych i to mnie rozczarowało, bo akcja tej powieści akurat nie jest jakoś wybitnie skorelowana z czasem i miejscem, mogłaby się wydarzyć zupełnie gdzie indziej i w innym roku.

      Sam bohater nie przechodzi żadnej, nawet minimalnej ewolucji, co, biorąc pod uwagę rozpiętość lat o jakich opowiada, budzi zdziwienie. I suma sumarum irytację.

      Usuń
    10. @ momarta

      Nic nie poradzę, mnie się opisy podobały. W literaturze polskiej dawno takich (jeśli w ogóle) nie spotkałam.
      Poetykę (nie poezję) dostrzegam np. w scenie opisującej wyjazd wojsk radzieckich, fragmencie zacytowanym na wstępie posta i w paru innych miejscach. Niezłe robi przeskoki z między scenami, jako łącznik stosując np. przedmiot wspólny dla dwóch rzeczywistości.

      Usuń
    11. @ dragonfly

      Ja dostrzegam w nim małą ewolucję - pod koniec małymi krokami zaczyna walczyć o Eszter. Zakończenie wskazuje, że będzie kontynuował "podchody". W jego przypadku to duża zmiana, bo nigdy nie był w tak długim związku.

      Usuń
    12. Opisy jednak bardziej erotyczne niż pornograficzne. Zaciekawiła mnie w nich jedna rzecz, mianowicie powtarzalność pewnych sformułowań, jakby na pokazanie pewnych rytuałów.

      Usuń
    13. Też dostrzegłam tę powtarzalność. Wydaje mi się, że dwoje bliskich sobie ludzi z czasem wypracowuje sobie swój język, rytuały itp. i to był dla mnie ten przypadek.

      Usuń
    14. Bardzo dobry zabieg i o bardzo dawnej metryce. Choćby dlatego nie odbieram tych scen jako pornografii.

      Usuń
    15. Ja też nie, ale może dlatego, że wychowywałam się na Millerze.;)

      Jeszcze jedno: genialne były słowa Judit (czy raczej pomysł autora) - Mamo, jeśli chcesz mnie jeszcze zobaczyć, niech ci nie zamykają oczu po śmierci. Ile w tym jednym zdaniu okrucieństwa i mściwości! I późniejszy gest Andora wobec zmarłej siostry, kiedy to nie pozwolił matce zamknąć oczu (choć był też drugi powód).

      Usuń
    16. Hm, może też nie powinienem kartkować de Sade'a jako czternastolatek :P To jest dopiero hard porno.

      Usuń
    17. No tak, po markizie Bartis to delikatna erotyka.;)

      Usuń
    18. Do markiza dorzucę horrory Mastertona i wtedy Bartis w ogóle wysubtelnieje błyskawicznie:)

      Usuń
    19. Ok, może za bardzo skupiłam się na scenach z Evą Jordan, ale i tak czytywałam bardziej erotyczne sceny. Te kojarzyły mi się z czystą fizjologią, która jest seksualna, owszem, ale raczej umiarkowanie erotyczna.

      Judit doskonale rozumiem. Miłosierdzie też ma swoje granice (nie będąc Bogiem, mogę pozwolić sobie na głoszenie takich poglądów). Nie sądzę jednak, żeby Andor wykonał tu jakikolwiek gest wobec siostry - tak wyszło, a on się tego uchwycił. Na pierwszych stronach mówi zresztą o Eszter, że chciałby aby ona to zobaczyła, nie myśli w ogóle o siostrze.

      Usuń
    20. W przypadku Evy było ostro, ale jej to najwyraźniej odpowiadało.;(

      Andor jeszcze wspominał o tym, że matka ma "zobaczyć" po raz ostatni niebo, bo od lat (piętnastu?) go nie widziała.

      Usuń
    21. Jeszcze taki fragment ze str. 244:
      (...) ale najbardziej chciałem, żeby Eszter zobaczyła jej martwy wzrok, ten wzrok, który niczym nie różnił się od żywego i którego niebieskawy blask miał niebawem rozświetlić głąb grobu, teraz już prawdziwego.

      Usuń
  2. 4. Chyba mania. Miałem wrażenie, że poza obsesyjnym seksem niewiele ich łączy. Eszter ukrywa tajemnicę, Andor próbuje zgłębić tajemnicę, właśnie obsesyjnie i nie bardzo wiadomo po co. Bez zaufania do Eszter, bez bliskości, bez ciepła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Andor był tak okaleczony psychicznie, że miłość w potocznym rozumieniu tego zjawiska nie była mu dana.;( Dlatego jednak uważam, że kochał Eszter. Kulawo, koślawo, ale kochał.

      Usuń
    2. Moim zdaniem mania. Koślawa miłość jest miłością chorą, jakby nie było.

      Usuń
    3. Uważam, że miłość to nie tylko bukiety róż i czułe słówka. Niestety to często także cierpienie.

      Usuń
    4. Ale również cierpienie zadawane sobie własną ręką i właściwie bez powodu?

      Usuń
    5. Musimy pamiętać, że mówimy o osobach o zwichniętej psychice.;(

      Zawsze przy podobnych historiach miłosnych przypomina mi się zdanie de Beauvoir: "Nie rozumiemy miłości innych." Do "Spokoju" pasuje jak ulał.

      Usuń
    6. Tak, miłość to nie tylko bukiety róż, jasne, ale miłość niezdrowa, toksyczna jest chorobą. Mania jest chorobą.
      Nie przyklejam bohaterowi łatki, bo sytuacja uzależnienia od matki, nieprzecięcia na czas pępowiny przerasta możliwości dorosłych ludzi, co dowiodła psychologia dawno temu. Nie jestem pewna, czy Andor w ogóle jeszcze odnalazłby się w normalnych, zdrowych relacjach bez jakiejś terapii.

      Usuń
    7. Zgadzam się z dragonfly. Poza tym, pewnie że nie rozumiemy miłości innych, ale dla mnie miłość to coś, co odpowiada obojgu, co przynosi im ukojenie i daje spokój, nawet jeśli dla otoczenia jest to niezrozumiałe. Związek Andora i Eszter taki nie był, moim zdaniem.
      I myślę, co próbowałam wyrazić gdzieś w innym miejscu, że dla Andora jest za późno nawet na terapię. A bez niej to już w ogóle nie ma żadnych szans. Przy czym poziom jego własnej odpowiedzialności za to, że doszło do takiej sytuacji, jest naprawdę znikomy.

      Usuń
    8. Myślę, że gdyby zapytać ludzi pokroju Andora i Eszter, czy się kochają, powiedzieliby, że tak. Nie odbierałabym im prawa tak myśleć, z boku wszystko wygląda inaczej.
      Andor miał pecha, bo nikt mu nie pomógł w jego problemach - siostra wyjechała, przyjaciół nie miał, od czasu do czasu kochanki. Zgadza się, bez terapii pewnie trudno byłoby mu osiągnąć wewnętrzny spokój.

      Usuń
  3. 3. rodziny? a tam była jakaś rodzina? Była banda egoistycznych i hedonistycznych dorosłych, a to że w pewnym momencie pojawiły się dzieci (doprawdy niedopatrzenie) nie stworzyło z tego czegoś rodziny.
    Z całym szacunkiem, ale myślę że z tym pytaniem trafiłaś jak kulą w płot, chyba że miałaś na myśli coś, na co nie wpadłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nudno będzie :) No właśnie, jaka rodzina? Pan, pani i kochanka obojga? Dzieci z wpadki puszczone samopas? Tak naprawdę to chyba tylko rodzeństwo trzymało się razem.

      Usuń
    2. Nawet oni tylko do czasu; potem i Judit postawiła gruby mur.

      Usuń
    3. Ale przynajmniej początkowo się starali wbrew wszystkiemu.

      Usuń
    4. @ momarta

      Andor i Judit mieli pełnoprawnych rodziców, więc nawet jeśli masz inne zdanie, rodzinę tworzyli. Dysfunkcyjną, ale rodzinę.

      Moim zdaniem rodziców Andora i Judit - oprócz własnych słabości i niedojrzałości - przeorała historia. Matka najwyraźniej nie pozbierała się po upaństwowieniu przedwojennego majątku, w końcu pochodziła z zupełnie innego świata niż socjalizm. Ojciec z kolei wybrał współpracę z nową władzą, w najpaskudniejszej chyba formie.
      Samo rodzeństwo jest dla mnie jedynym z ciekawszych w literaturze. Oboje pokaleczeni, radzą sobie jak mogą. Są dojrzalsi od rodziców, przynajmniej przed 20-tką.

      Usuń
    5. No niestety, ja nie uważam że sam fakt posiadania ojca i matki, nawet jeśli są w związku małżeńskim oznacza, że są rodziną. Zwłaszcza że ojciec w ich życiu nigdy naprawdę nie zaistniał, a matka nie miała ochoty tworzyć z nimi czegokolwiek (poza seksualnymi figurami).
      Niezupełnie przekonuje mnie też zrzucanie wszystkiego na historię. To bardzo proste. I niezwykle wygodne.
      I pomyśleć, że myślałam że to będzie nudna dyskusja:))

      Usuń
    6. Matkę przeorała chora ambicja, a nie historia. Ona byłaby tak samo stuknięta w każdej innej historycznie sytuacji. Tak myślę.

      Usuń
    7. Nie zrzucam wszystkiego na historię, ale uważam, że miała duży, negatywny wpływ na tę rodzinę.

      Usuń
    8. Ja też bym historii nie demonizował. Na dodatek autor chyba sobie z nią tak sobie poradził - dużo lepiej opisał przemiany węgierskie po 89 roku niż stalinizm. Poza tym przypomnijcie sobie Świniobicie, gdzie ta historia jest stale obecna gdzieś w tle, a tu raptem się pojawia, gdy autorowi jest to potrzebne.

      Usuń
    9. Przykro mi, ale się z tym nie zgadzam. Historia być może im nie pomogła, ale to oni sami wpakowali się w taką kabałę. Zgadzam się z dragonfly, że matka zachowywałaby się podobnie i w innych realiach. Relacje z władzą to jedno, ale to co zrobiła własnym dzieciom, to drugie. Tego nie da się wytłumaczyć historią.
      O ojcu w zasadzie niewiele wiemy, w każdym razie dla mnie za mało, aby doszukiwać się związku między nim a historią.

      Usuń
    10. Ona byłaby tak samo stuknięta w każdej innej historycznie sytuacji - czy aby na pewno? Gdyby nie musiała żyć w socjalizmie i użerać się z sekretarzami partyjnymi, być może byłaby nadal wielką panią czy gwiazdą i być nie zachorowałaby. Akurat na usprawiedliwienie matki nic nie znajduję, ale uważam, że naciski polityczne nadwyrężyły jej psychikę.

      Usuń
    11. Ona wydaje się na tyle niestabilna, że równie dobrze mogłaby to być opinia księdza, zarzucającego jej niemoralność, lub krytyka, który źle się wypowiedział o jej roli.

      Usuń
    12. Zgadza się, źle znosiła krytykę. Wspomniane było, jak pozbyła się nachodzących ją koleżanek - tej męża pochwaliła, tamtej kochanka... Przebiegłości nie można jej było odmówić.

      Usuń
    13. Ale ta jej przebiegłość chyba ujawniała się tylko w tej sferze. Bo gdyby była sprytniejsza życiowo, to umiałaby sobie ustawić sekretarza i doskonale by wiedziała, skąd wieją wiatry polityczne.

      Usuń
    14. Pan sekretarz mocno mnie zaskoczył - miał chyba jeszcze poczucie uczciwości, skoro spoliczkował Rebekę po tym, jak przyszła powiedzieć o pogrzebie córki.

      Masz rację, nie umiała się ustawić, pewnie była "ponad". Ale np. doskonale rozszyfrowywała kolejne kroki syna w relacji z Eszter (pomijam kwestię zapachu).

      Usuń
    15. Mam wrażenie, że ona samą siebie traktowała jak rodzaj półbogini, postać nie do ruszenia. I załamała się, gdy się okazało, że jednak nie jest nietykalna i może grać ogony.

      Usuń
    16. Zdecydowanie tak. Uważała się za kogoś lepszego od wszystkich pozostałych. I chyba dlatego była samotna.

      Usuń
    17. Po tym co wyżej napisaliście, tym bardziej uważam, że nic historii do tego. Ona wpłynęła, owszem, na życie Eszter i Andora, ale nie Rebeki. Gdyby Judit mogła po prostu wyjechać poza blok komunistyczny, jej matka byłaby po prostu nadal złą matką, zmieniającą kochanków, egoistką, mającą w nosie uczucia i potrzeby własnych dzieci; z powodu historii stała się dodatkowo wariatką. Jeśli chodzi o moją ocenę jej postaci, niewiele to zmienia.
      Jedyny moment, którego nie rozumiem, to ten kiedy Andor udawał, że oślepł. Odniosłam wrażenie, że naprawdę się wówczas przestraszyła, że naprawdę - jeden jedyny raz - popatrzyła na niego z miłością. Tym bardziej nie rozumiem jej reakcji po tym, kiedy okazało się, że Andor udaje, i tego że po tej sytuacji zaczęło być jeszcze gorzej niż wcześniej.

      Usuń
    18. Nie wiem, czy patrzyła na syna z miłością, czy może się bała, że zaraz ktoś się zainteresuje, jak gwiazda traktuje dzieci, skoro nie zauważyła ślepoty syna. A traktowanie potem: gówniarz sobie z niej zakpił, a tego tolerować nie zamierzała.

      Usuń
    19. Może i tak, ale kiedy to czytałam, był to jedyny moment, podczas którego pomyślałam sobie, że ona jednak ma jakieś uczucia. A to chyba ja jestem bardziej cyniczna niż Ty. Ale być może też i bardziej sentymentalna:P

      Usuń
    20. Ja też zwróciłem uwagę na ten moment i on mi okropnie zgrzytnął, właśnie dlatego, że był sprzeczny ze wszystkim, co o matce wiemy. Niby matka jest matka i na krzywdę dziecka powinny w niej obudzić się wszystkie możliwe uczucia, ale jakoś mi to nie pasowało.

      Usuń
    21. Mnie się wydaje, że zareagowała zadaniowo.;( Poza tym to chyba jest mały prztyczek w nos, jeśli okazuje się, ze dziecko nie domaga od kilku dni, a my dowiadujemy się o tym od innych (tu od córki)?
      Ta sytuacja też pokazuje, że chłopiec próbował zwrócić na siebie uwagę, a zrobił to w sposób desperacki. Mały aktor się objawił.;(

      Usuń
    22. Ja też uważam, że tego czegoś, co stworzyli biologiczni rodzice bliźniąt, nie można nazwać rodziną, bo według definicji rodzina to podstawowa grupa społeczna, a grupa społeczna to zbiór co najmniej 3 osób, które współdziałają ze sobą na zasadzie odrębności od innych, w celu zaspokajania własnych potrzeb, charakteryzujący się trwałą strukturą i względnie jednolitym systemem norm i wartości. Rodzice bliźniąt nie mieli jednolitego systemu wartości, nie interesowało ich to, by stworzyć trwałą grupę.

      Nie zależało im też na tym, by dbać o dobro dzieci. Jedno ze wspomnień Andora polega na tym, że pijany ojciec wymiotował do dziecinnego łóżeczka. Mowa jest także o tym, że ojciec bił ciężarną Rebekę. Z kolei Rebeka sprowadzała do domu kochanków i nie przejmowała się tym, że jej małe dzieci za dużo widzą i słyszą. Przez hałasy dochodzące z jej sypialni Judit i Andor nie mogli spać w nocy. Czy tak zachowują się rodzice?

      Usuń
    23. Definicja rodziny nie przekonuje mnie. Znam kilka rodzin, w których dziecko odrzuca system wartości rodziców, a mimo to żyją zgodnie pod jednym dachem.

      Rebeka jaka była, taka była, ale znajduję u niej pewien plus: dbała o rozwój zdolności swoich dzieci. Córka miała kontynuować grę na skrzypcach, w przypadku Andora była mowa o akademii. Nie sądzę, żeby to była kwestia snobizmu.

      Koczowniczko, zapewniam Cię, że rodzice mogą zachowywać się znacznie gorzej, wystarczy poczytać prasę. Zresztą sama na pewno czytałaś i słyszałaś niejedno.

      Usuń
    24. Dobrze, pozwalam się przekonać, że to była rodzina :)
      Masz rację, Rebeka istotnie dbała o rozwój zdolności dzieci. Córka mogła rozwijać zdolności muzyczne, syn posiadał bardzo dużo książek i mógł czytać do woli. Zaskoczyły mnie trochę tytuły jego lektur. Były to książki bardzo poważne, nieodpowiednie do jego wieku; Dostojewski itp.
      Ciekawe, że Andor, bliźniaczy brat wyjątkowo uzdolnionej muzycznie Judit, był beztalenciem muzycznym, nie umiał nawet czytać nut.

      Usuń
    25. Tu właściwie nie chodzi o przekonanie, czy to była rodzina, czy nie.;) Myślę, że możemy mieć wyidealizowany obraz tej podstawowej komórki społecznej, bo do głowy nieustannie wkłada nam się stereotyp szczęśliwego układu 2 + 2 (jak w reklamach). Teraz zastanawiam się, czym jest w świetle przytoczonej przez Ciebie definicji np. wdowiec wzorowo wychowujący dziecko? To już nie rodzina?;(

      Może byli bliźniętami dwujajowymi i talent Andora "ograniczył się" do literatury i rysunku. Co do lektur - Dostojewski może rzeczywiście dziwić, ale pamiętajmy, że raczej od dziecka miał do czynienia z klasyką (z Szekspirem na pewno) z racji pracy matki. Mógł połknąć bakcyla w teatrze i czytać tylko wybitne dzieła literatury.;)

      Usuń
    26. Według definicji rodziny, którą wzięłam z netu, grupę tworzą co najmniej trzy osoby. Dwie osoby to nie grupa, lecz para. Według tej definicji wdowiec i dziecko mieliby być... parą? Istotnie, tu coś się nie zgadza ;)
      Andor i Judit na pewno byli bliźniętami dwujajowymi, bo bliźnięta jednojajowe zawsze są tej samej płci.
      Wracając do lektur Andora. Rozśmieszyło mnie, że wielokrotnie próbował skończyć "Czarodziejską górę", ale nie udało mu się przekroczyć pięćdziesiątej strony. A to przecież taka ładna i ciekawa książka :)
      A może w ich domu znajdowały się tylko wybitne dzieła z klasyki, a nie było "Kubusia Puchatka" i wierszyków dla dzieci? Bo to jednak dziwne, że głośnego czytania uczył się korzystając z "Braci Karamazow".

      Usuń
    27. W tych lekturach uderza jedno: ponury ton. Masz rację, w domu mogła być tylko klasyka. Wiele wskazuje na to, że Rebeka miała pewne ambicje co do dzieci, więc to by się zgadzało.
      Przez "Czarodziejską górę" nie przebrnął, bo może utknął przy jednym z wykładów Settembriniego.;) I dziwne, że po przeczytaniu "Braci Karamazow" nie miał morderczych ciągot w stosunku do matki. W ogóle mnie dziwi, jak po tym wszystkim Andor kochał matkę, dostrzegam w ich relacji coś więcej niż tylko przywiązanie.

      Usuń
    28. Może po prostu nie zadbała o to, by dzieci miały odpowiednią lekturę. Dostojewski jest ogromnie ponury, nawet mnie, dorosłą, po przeczytaniu kilkunastu stron jego dzieł ogarnia ponury nastrój i niepewność co do sensu życia ;)
      O czytaniu "Czarodziejskiej góry" jest na stronach 228-229 i muszę powiedzieć, że to jeden z moich ulubionych fragmentów tej książki. Autor ujawnił tu swoje poczucie humoru, o którym napisałaś w którymś z poprzednich komentarzy. On rzeczywiście bywa dowcipny.

      Usuń
    29. Mnie też się wydaje, że Rebeka nie zadbała o stosowne lektury dla dzieci. Może wystarczyło jej, że chłopiec czytał, a może nawet cieszyło, że zaczyna od klasyków? Z drugiej strony już kilkakrotnie czytałam wywiady ze znanymi osobami ze świata nauki (nazwisk nie pamiętam), które w dzieciństwie czytały podobne książki.
      Dostojewski jest ponury, ale taki "Idiota" jest chyba dla mnie jedną z najważniejszych powieści w życiu.;)
      Sprawdzę w domu wskazany fragment, bo akurat ten z humorem mi się nie kojarzył, ale może coś przeoczyłam.;)

      Usuń
  4. 4. ani miłość, ani mania. Coś. Dwójka pokaleczonych ludzi, którzy tworzą coś. Najlepiej jak potrafią, ale miłości to tam chyba nie było, a w każdym razie nie coś, co ja rozumiem pod tym pojęciem. Andorowi chyba nic nie jest w stanie pomóc, Eszter może - gdyby trafiła na mniej pokręcony egzemplarz - miałaby jakieś szanse, ale na jej nieszczęście nikt normalny nie przechodził we właściwym czasie przez most.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale okaleczeni ludzie powinni sobie chyba chociaż próbować dać to, czego im dotąd brakowało: ciepła, zaufania, miłości? A tu nic z tego.

      Usuń
    2. Pokaleczeni owszem, ale nie okaleczeni, jak oni. Tu już tylko strzępy zostały, trzeba by krawca-wirtuoza, a nie kogoś, kto sam ma problemy z utrzymaniem igły w ręku.

      Usuń
    3. Czy ja wiem? Wydaje mi się, że nawet w tak okaleczonych ludziach powinno tkwić pragnienie czegoś, czego nie zaznali wcześniej. A ci tutaj tylko dalej się kaleczą. No ale psychologia to nie jest moja mocna strona.

      Usuń
    4. Pragnienie to z pewnością w nich tkwiło, ale nawet zdrowi i silni psychicznie ludzie mają często problemy, by wyrazić swoje uczucia i zrobić to, czego naprawdę pragną, a co dopiero takie biedaki, jak oni. Ileż trzeba napracować się z kilku, kilkunastoletnimi dziećmi z przemocowych domów, żeby zaczęły w miarę normalnie funkcjonować, a tu mówimy przecież o kimś, kto od zawsze i znacznie dłużej tkwi w takim chorym świecie.

      Usuń
    5. A nie wydaje Wam się, że zakończenie daje nadzieję na lepszą przyszłość dla obojga? W końcu śmierć matki Andora wiele zmienia, wreszcie będzie musiał/mógł żyć samodzielnie. Nie będzie też miał żadnych wymówek, które tłumaczyłyby jego uniki i ucieczki.

      Usuń
    6. Takie rzeczy to tylko w kiepskich filmach. Gdyby chciał żyć samodzielnie, zrobiłby to już dawno temu. Teraz nie będzie miał takiej wymówki, więc znajdzie sobie inną. Tyle, że być może - czego sygnały były już wcześniej - już zupełnie straci kontrolę nad czymkolwiek i któregoś dnia faktycznie kogoś zabije. Eszter wydaje się najbardziej naturalną kandydatką.

      Usuń
    7. Nie zgodzę się z Tobą. Znałam chłopaka w wieku Andora, który również nie mógł uwolnić się od matki. Jego wyprowadzka z domu (miał ok. 36 lat) skończyła się poważną depresją matki. Łatwo powiedzieć: gdyby chciał, dawno by to zrobił.

      Usuń
    8. Może byłem znużony pod koniec, ale nie odebrałem zakończenia jako optymistycznego. Optymistyczna byłaby wspólna przyszłość z Eszter, a nie dojrzały wiekiem, a niedojrzały psychicznie trzydziestoparolatek w pustym mieszkaniu. Być może uratuje go pisanie, ale musiałby sobie znaleźć nową kochankę do wystukiwania opowiadań na maszynie.
      Momarto: zgadzam się z Anią, takich toksycznych związków nie zrywa się ot tak. Pomijając masę problemów logistycznych, to jednak chora więź utrzymuje się nawet na odległość, czego przykłady mam wśród znajomych.

      Usuń
    9. Ja wcale nie twierdzę, że to jest proste. To w ogóle nie jest proste, właśnie z uwagi na ich toksyczność i to, że jedna strona niszczy drugą. Uważam tylko, że Andor został zniszczony przez własną matkę do tego stopnia, że nie będzie umiał poradzić sobie z nagle odzyskaną samodzielnością i dorosłością. Przykład podany przez Anię świadczy moim zdaniem zaś o tym, że nie wszystkie matki są aż tak toksyczne jak Rebeka.

      Usuń
    10. Rebeka była specyficzna, chyba za bardzo zżyła się ze swoimi postaciami. Matka mojego kolegi nie była toksyczna, ale mimo upływu ok. 8 lat od opisanej sytuacji, pan - mimo bycia "świetną partią" - nadal nie ma własnej rodziny (zawsze chciał taką mieć). Relacja nie była tak drastyczna jak w powieści, a jednak więź pozostała (pechowo kolega jest jedynakiem) i najwyraźniej nie pozwala mu na realizację własnego pomysłu na życie. Dla jasności matka jak najbardziej chciała, żeby syn się ożenił, ale po co na litość boską wyprowadzać się od rodziców do pustego mieszkania, skoro nie ma żadnej narzeczonej?

      Przeczytałam ponownie dwa ostatnie akapity i widzę tam światełko w tunelu.;)

      Usuń
    11. No tak ostatni akapit faktycznie sugeruje, że może gdzieś, kiedyś znajdzie się ten tytułowy spokój :)

      Usuń
    12. Aniu: matka Twojego kolegi może i werbalnie chciała, aby się ożenił, ale tak naprawdę uważała inaczej. Mam paru takich kolegów; niektórzy nawet i się ożenili - z kobietami w typie ich mamuś, które po prostu niezauważalnie (dla kolegów oczywiście) weszły w ich dotychczasowe role.
      A ostatnie akapity są dla mnie tylko pobożnymi życzeniami. Nie wierzę w to, że on wysłał tę fotografię.

      Usuń
    13. Dobrze trafiłaś: mama kolegi czekała na godną synową, a poza tym chciała, żeby wszystko szło wg jej planu: dobra praca jest, później narzeczona, mieszkanie po albo krótko przed ślubem itd.

      I dobrze, jedni zobaczą w zakończeniu nadzieję, inni rezygnację, stagnację itp.;)

      Usuń
  5. 1. To zdanie też zwróciło moją uwagę. Myślę, że jest ważne, i w żadnym wypadku nie jest to przypadkowa niezręczność. To chyba zresztą jeden z istotniejszych tematów w tej książce, niestety ginący wśród późniejszych wulgarnych opisów. Gdyby jednak nie on, pewnie nie czytałabym pierwszej połowy z takim zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, pisarstwo Andora jakoś umyka, a to zdanie dokładnie do niego pasuje. Nie miał odwagi zaciukać matki siekierką, więc pisał.

      Usuń
    2. Mnie też się wydaje, że powiedział to bez zastanowienia i dlatego szczerze.

      Andor na dodatek jest podwójnym pisarzem: pisze opowiadania i listy dla matki. Jest tchórzem, ale zabicie matki byłoby najprostszym rozwiązaniem - trudniej było uwolnić się od niej "pokojowo". W zasadzie niemożliwe. To że nie szukał przez lata siostry też jest moim zdaniem ucieczką przed prawdą. Podobnie widzę jego kontakty z kobietami. Andor nigdzie nie czuje się dobrze - w domu meczy go matka (rewelacyjne "gdziebyłeśsynu"), na wyjazdach martwi się tylko o nią.

      Usuń
    3. No i to jest właśnie dowód na to, o czym wyżej: że Andor nie mógł ot tak sobie wyprowadzić się od matki. W końcu przecież wychodził z domu, wyjeżdżał, a zawsze wracał.
      PS. Czy Wam też strona skacze do góry, gdy klikacie przycisk komentarza? Okropnie irytujące i pojawiło się dziś :(

      Usuń
    4. Tak, też skacze. U mnie też. Irytujące, potwierdzam:)

      Usuń
    5. Czyli jakieś kolejne udogodnienie, niech ich :(

      Usuń
  6. 6. Tytuł. Skąd ten tytuł? O jaki spokój chodzi? I czyj spokój?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiałam nad tą kwestią. Pierwszy pomysł: coś, co Andor chciał mieć. Drugi: coś, co wreszcie dostał.

      Usuń
    2. Oraz, cytując Kajka i Kokosza, spokój i ukojenie, które w mogile znalazła matka. I uspokojenie co do losu siostry.

      Usuń
    3. Eszter chyba też znalazła ukojenie, z nudnym astronomem.;(

      Usuń
    4. Może to dla niej też szansa na osiągnięcie normalności.

      Usuń
    5. Też mi się tak wydaje. Nuda oznacza stabilność, więc to mogło być dla niej wskazane.

      Usuń
    6. Zdecydowanie: Eszter ma astronoma, Andor rozgrzany piec kaflowy.

      Usuń
    7. Popytałam szeregu internetowych tłumaczy o "nyugalom" i najbardziej skłaniałabym się do wiecznego spokoju, czyli ciszy jaka nagle nastąpiła, wraz ze śmiercią Rebeki.
      Sam Andor moim zdaniem spokoju nie szukał, gdyby tak było, nie pchałby się do Evy Jordan. To raczej stan, w którym znalazł się niespodziewanie, nie będąc do tego przygotowanym.

      Usuń
    8. momarta - odpisuję obiema rekami. Jedyny czas na dłuższy oddech zdarzył się po śmierci matki.

      Usuń
    9. Nyugalom jest tłumaczone w słownikach angielskich głównie jako spokój.
      http://www.magyar.ws/pl/slownik-w%C4%99gierski-angielski/nyugalom
      Ekranizacja ma tytuł Tranquility czyli też spokój. Wg mnie daje to większe pole do interpretacji, ale w końcu każdy wybiera tę, która jemu odpowiada. Z wiecznym spoczynkiem włącznie.:)

      Usuń
    10. Jeszcze a propos spokoju: na str. 140 jest mowa o księżycu w pełni podarowanym Eszter. Wymieniona jest Baza Spokoju i krater Mare Tranquillitatis (Morze Spokoju). Pewnie nazwy te padły nie bez powodu.;)

      Usuń
    11. Być może tytuł jest nawiązaniem do słów Kanta: "Są dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i czcią: niebo gwiaździste nade mną i spokój moralny we mnie".
      Zauważcie, że, po pierwsze, wracając ze spotkania Andor w pociągu czytał Kanta, po drugie, zakończenie książki brzmi: "... jedyne, co wzbudza we mnie podziw, to gwiaździste niebo nade mną. A to jeszcze niewiele".
      Uczucie spokoju duszy to coś, za czym bohater bardzo tęskni i co podziwia. Ale do spokoju mu daleko. Męczy go fakt, że jest tchórzem, obwinia się o doprowadzenie matki do śmierci (bo przecież nie było go w domu przez około 5 dni), o to, że kiedyś powiedział do siostry, by przecięła sobie żyły struną od skrzypiec.

      Usuń
    12. Niebo gwiaździste pojawia się w powieści od czasu do czasu i pewnie jest tak jak piszesz - ma wiele wspólnego z Kantem. Ostatnie zdanie w tym kontekście nabiera szczególnego znaczenia, które - przyznaję się bez bicia - pominęłam. Myślę, że owo "niewiele" oznacza właśnie spokój, czyli w przypadku Andora coś, co znaczy bardzo dużo. Dzięki!
      To jest właśnie to, co u Bartisa mnie urzekło - półsłówka, niedopowiedzenia itp. Jak tak dalej pójdzie, będę musiała przeczytać go po raz trzeci.;)

      Usuń
    13. W niektórych tłumaczeniach ten cytat z Kanta brzmi: Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie, ale chodzi mniej więcej o to samo.

      Wcale się nie dziwię, że czytałaś książkę dwa razy, bo ona aż się prosi o powtórne czytanie :) Przy pierwszym czytaniu wiele rzeczy umyka i uwaga większości czytelników będzie się skupiać na licznych opisach erotycznych. Istotnie, u Bartisa znajduje się wiele niedopowiedzeń, półsłówek, aluzji, scen opisanych nie do końca, urwanych. Zauważyłam też, że niektóre fragmenty powtarzają się, ale w trochę zmienionej wersji. Na przykład opis ciała nieżywej matki znajduje się na stronie 6 oraz na stronach 243-244. Dwukrotnie mamy opis matki wbiegającej do domu w stroju Kleopatry. Za pierwszym razem narrator nie zdradza nam wszystkiego, co robił z matką. Za drugim razem uzupełnia ten opis i dowiadujemy się, że doszło między nimi do czegoś więcej.

      Usuń
    14. Święta racja, przeczytałam wczoraj wspomniany przez Ciebie fragment o "Czarodziejskiej górze" i zauważyłam w nim sporo interesujących rzeczy.
      Tak, są powtórzenia uzupełniane o nowe fakty - oprócz sceny z Kleopatrą powtarza się także początek powieści.
      A propos Kleopatry - ta postać jest taka znacząca w przypadku matki.;(

      Usuń
  7. Chciałam jeszcze nieśmiało zauważyć, że Bartis bywa dowcipny.;) Dla mnie taki był m.in. opis wyjazdu Rosjan. Czy nie podobał Wam się polski reżyser teatralny?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa, szkoda że rzadko. Reżyser był niezły, ale Rosjanie jeszcze lepsi - to jest właśnie ten moment, kiedy Bartis dobrze sobie poradził z wydarzeniami historycznymi.
      A pamiętacie biletowe lęki Andora? W tym momencie poczułem z nim więź, bo mam dokładnie to samo:)

      Usuń
    2. Też to znam.;) Opis podróżujących robotników też niezły. A Cyganiątka w czerwonych swetrach z darów wciąż mam przed oczami.

      Usuń
    3. Wytłuściłabym raczej "bywa" niż "dowcipny":) Polski reżyser teatralny pojawił się w takim momencie, że już nijak nie mogłam doszukać się w tym dowcipu. Dla mnie ta książka nie miała zabawnych momentów.
      Ale może uważam tak dlatego, że w życiu nie miałam biletowych lęków:P

      Usuń
    4. Biletowe lęki to trauma, a nie dowcip. Poza tym aż do chwili przybycia do stacji docelowej mam wątpliwości, czy jestem we właściwym pociągu :P

      Usuń
    5. O rany. Tym bardziej nie rozumiem:(

      Usuń
    6. Bo o biletach pisałem bez związku z dowcipem autora. Tak mi się przypomniało przy okazji:P

      Usuń
  8. To w zasadzie nie pytanie, a przemyślenie. Bardzo uderzyły mnie podczas lektury wszystkie kwestie aborcyjne. Ta lekkość, z jaką się do tego podchodziło, ale i - traktowany niemal jako konieczne następstwo - szpital psychiatryczny. Nie wiem, co autor chciał przez to przekazać - czy tylko podkreślić bezduszność sytuacji i niektórych postaci, czy kryje się za tym coś jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwestii aborcji na Węgrzech jestem na bieżąco. Na początku lat 50. była surowo karana, od 1956 roku nastąpiła liberalizacja, do tego stopnia, że chyba aborcja stała się po prostu rodzajem środka antykoncepcyjnego; ta sytuacja zmieniła się później, zaczęto edukować i zalegalizowano produkcję środków antykoncepcyjnych. Być może ta dostępność aborcji, którą łatwo było przeprowadzić, prowadziła do tym głębszego urazu psychicznego po jej wykonaniu, stąd te pobyty w szpitalu psychiatrycznym.

      Usuń
    2. Nie znałam dat, ale mniej więcej wiem, że tak było (u nas zresztą podobnie, a we wspominanej w książce Rumunii to chyba jeszcze bardziej i jeszcze dłużej). Dalej jednak nie wiem po co to w książce. Dla jeszcze większego potępienia? Dobra ta aborcja, zła czy neutralna? Andor zdaje się traktować to jako zdarzenie traumatyczne i raczej negatywne, ale wspomina o tym parę razy, w różnych kontekstach. Nie wiem czemu to służy.

      Usuń
    3. A tam gdzieś nie było sugestii, że ta ciąża to z gwałtu? Coś mi się też kołacze, że Eszter była molestowana.

      Usuń
    4. Ta ciąża, po której Andor znalazł Eszter w szpitalu była wynikiem związku z Andorem, który przecież jej nie gwałcił. Wzmianki o molestowaniu były, i owszem, choć moim zdaniem nie do końca wiadomo czy prawdziwe, czy też Andor uroił sobie różne rzeczy.
      Ta sytuacja w której oboje się znaleźli: ona pyta go o dziecko, nie mówi że jest w ciąży, po czym samodzielnie podejmuje decyzję o aborcji, a on zachowuje się jak typowy mąż z doniesień brukowej prasy ("nie miałem pojęcia, że żona jest w ciąży") i cud, że nie dziwi się "ojejku, to stąd się biorą dzieci?", wydaje się bardzo znajoma. Dalej jednak nie wiem po co - żeby dodatkowo podkreślić niedojrzałość Andora? Po to przecież nie jest antyaborcyjny manifest.

      Usuń
    5. A mnie się ubzdurało, że na moście znalazła się z powodu aborcji :( Jak ja nie cierpię powieści bez liniowej akcji:P Niech żyje Zola i inni nudziarze, przynajmniej wątku człowiek nie gubi :)

      Usuń
    6. Mnie też się wydaje, że na moście znalazła się z powodu aborcji i wcześniejszego gwałtu.

      Eszter zapewne pospieszyła się z decyzją - może nie chciała komplikować Andorowi (i sobie) życia i aborcja wydała jej się jedynym rozwiązaniem. W końcu był na smyczy matki.

      Mnie nurtuje pytanie, czy Andor sprostałby ojcostwu?

      Usuń
    7. Ze sprawdzenia w książce wynika, że chciała popełnić samobójstwo z powodu guza macicy.

      Usuń
    8. Jedna sprawa przynajmniej została wyjaśniona.

      Usuń
  9. Tytuł klubowej lektury i mój ostatni tydzień to pojęcia, które się całkowicie wykluczają i mimo dobrych chęci nie udało mi się jej przeczytać na czas, choć została wytropiona w hałdzie. Mam nadzieję, że nadrobię, bo moje ostatnie literackie wycieczki do Węgier i Austro-Węgier były rewelacyjne.

    OdpowiedzUsuń
  10. 2.
    Nikt nie odpowiada na pytanie drugie, więc spróbuję. Wydaje mi się, że nie możemy stwierdzić, dlaczego Judit popełniła samobójstwo, gdyż w książce brakuje informacji o jej życiu po rozstaniu z bratem i matką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się wydaje, że ona jednak nie mogła już dłużej okłamywać samej siebie i udawać, że nic się w Budapeszcie nie stało. W zasadzie nic okropnego nie zrobiła, ale matka pozostawiła w niej trwałą ranę. Była silniejsza od Andora (a na pewno bardziej "charakterna"), ale nie potrafiła unieść ciężaru krzywdy wyrządzonej przez Rebekę. Może też być odwrotnie: była na tyle silna i odważna, żeby zakończyć swoje życie, kiedy uznała to za stosowne. To naturalnie tylko moje domniemania.

      Usuń
    2. Zastanawiam się nad tym, czy Judit nie była jednak słabsza psychicznie i bardziej wrażliwa od brata. Słabsza, bo popełniła samobójstwo, a on przetrwał. Bardzo mnie zaskoczyła obojętność, z jaką zareagował na wiadomość o śmierci siostry.
      A czy Andor rozmyślał kiedykolwiek o samobójstwie? Przypominam sobie tylko, że pragnął, by matka się zabiła i uwolniła go w ten sposób od siebie.
      Wydaje mi się, że Judit doznała od matki większej krzywdy niż on. Były w książce aluzje o jakimś trójkącie i o jakimś mężczyźnie kochanym przez Judit i uwiedzionym przez matkę. Coś bardzo złego stało się, kiedy Judit miała 13 lat i na kilka dni zniknęła z domu, rzekomo po to, by leczyć chore migdałki.

      Usuń
    3. Zrozumiałam, że matka zmusiła ją do aborcji (rzekoma operacja migdałków).
      Judit na pewno była silniejsza od brata, powiedziałabym, że nad nim dominowała. Była też dość cyniczna jak na tak młodą osobę.
      Andor chyba nie myślał o samobójstwie - był na to zbyt tchórzliwy (uważam, że do tego czyny potrzeba dużej odwagi i determinacji).
      Czy nie wydaje Ci się, że spokojnie zareagował na informację o śmierci siostry, bo domyślał się tego albo coś przeczuwał (bliźnięta mają ponoć taką moc). Myślę, że z tego samego powodu nie szukał Judit - bał się (znowu!) prawdy.

      Usuń
    4. Tak, to chyba chodziło o aborcję. W takim razie z kim Judit zaszła w ciążę? Może z którymś z kochanków matki?
      Też uważam, że trzeba odwagi, by popełnić samobójstwo. I jeszcze trzeba utracić wszelką nadzieję na poprawę losu oraz chęci do czynienia czegokolwiek.
      Nie przyszło mi to wcześniej do głowy, ale istotnie, mógł coś przeczuwać... Jego reakcja była bardzo nienaturalna. Tak jakby wiedział wcześniej i już przetrawił tę informację.

      Usuń
    5. Z półsłowek wynikało, że matka chyba podkradła córce kochanka. Może był znajomym Rebeki?

      Usuń