Grown men show an equal facility for making completely absurd metaphysical assumptions which they feel instinctively to be comforting - for instance the assumption that good is bright and beautiful and evil is shabby, dreary or at least dark. In fact experience entirely contradicts this assumption. Good is dull. What novelist ever succeeded in making a good man interesting? (...) Evil, on the contrary, is exciting and fascinating and alive. It is also very much more mysterious than good. Good can be seen through. Evil is opaque. [str. 214]
Iris Murdoch najwyraźniej wiedziała, o czym pisze - najciekawszą z dziewięciu postaci A Fairly Honourable Defeat jest diaboliczny Julius. Okrutnie szczery, wyjątkowo inteligentny i przenikliwy, ustanawia zakład, że skłóci ze sobą kochającą się i zgodną parę. Pomysł co najmniej kontrowersyjny, ale nie wziął się znikąd: Julius chce przytrzeć nosa kilku zadufanym w sobie znajomym i udowodnić, jak błędne są ich wyobrażenia o wyznawanych wartościach. Będzie się działo!
Powieść Murdoch to wyborna komedia pomyłek, która z czasem nabiera jednak ciemniejszych barw. Tak czy owak, jest napisana z ogromną lekkością i - co ważne - precyzją. Nic nie pojawia się tu bez powodu: jeśli pojawia się rękopis bez kopii zapasowej, można być pewnym, że prędzej czy później konsekwencje takiej niefrasobliwości dadzą o sobie znać. I tak jest na każdym kroku: każde zdarzenie przynosi skutki, każda rozmowa jest ważna dla fabuły. Dialogi to zresztą mocna strona pisarki. Pierwszy rozdział ma niemal w całości formę dialogu i po mistrzowsku wprowadza czytelnika w sytuację. Jasne stają się powiązania pomiędzy bohaterami książki, wiadomo, kto kogo lubi lub nie i dlaczego. Siła obmowy w powieści jest nieoceniona.;)
A Fairly Honourable Defeat czytałam z dużą przyjemnością. Murdoch potrafi pisać prosto i z humorem o rzeczach poważnych, oferując rozrywkę (i refleksję) na wysokim poziomie. Daje też niezły wgląd w obyczajowość Brytyjczyków, która chyba zbytnio nie zmieniła się od czasu powstania powieści czyli od ponad 40 lat. Świetna rzecz.
______________________________________________________
Iris Murdoch 'A Fairly Honourable Defeat', Vintage, London 2002
______________________________________________________
piękna recenzja! i nie tylko dlatego, że tak ładnie piszesz właśnie o mojej ukochanej Iris Murdoch! ;)
OdpowiedzUsuńtak, książka jest wyśmienita, bardzo charakterystyczna dla całego pisarstwa Iris. nic nie dzieje się bez powodu, wszystko ma swoją przyczynę i swój skutek. w jej książkach wiadomo, że jeśli ktoś jest Brytyjczykiem, a ktoś Irlandczykiem lub może uchodźcą z Europy wschodniej, to nie dla widzi mi się autorki, tylko to naprawdę coś znaczy.
a jej zdania, słowa, jej język - po prostu uczta! :-)
Dziękuję bardzo;)
OdpowiedzUsuńMasz rację - prawdziwa uczta. Te postaci, te sytuacje! Np. Morgan łapiąca gołębia na stacji metra albo Julius i Simone przy basenie - niesamowite. A opisy kuchni Tallisa przyprawiały mnie o dreszcz;))))) Plus jego relacja z ojcem. Można tak wymieniać i wymieniać.
Już w czasie czytania zamówiłam sobie An Accidental Man - pierwszy dialog rewelacyjny.
An Accidental Man jest z tego samego okresu pisarki, więc na pewno będzie Ci się podobał! tak samo jest bogaty, i językowo i w różne wydarzenia.
OdpowiedzUsuńja mam wrażenie, że książki Iris Murdoch są jak skrzynie ze skarbami, jest w nich wszystko, i ładne ;)
wyobrażam sobie, że kuchnia Iris i jej męża wyglądała podobnie ;) słynna jest opowieść o kawałku mięsa na pieczeń, która im po prostu gdzieś zginęła. od tej pory jak coś im ginęło w kuchni, mówili, "o, jest w krainie pieczeni" (czy coś w tym stylu, nie pamiętam dokładnie jak to mięcho się nazywało).
Tak myślę, że AA będzie równie świetny. Wybrałam sobie starsze wydanie z szalonym zdjęciem jakiegoś pana w odlotowych okularach;)
OdpowiedzUsuńCzy anegdota pochodzi ze wspomnień męża? Pewnie też je kiedyś przeczytam;)
nie czytałam wspomnień męża, bo go nie lubię ;) chociaż wspomnienia mam, pewnie kiedyś po nie sięgnę. zaczęłam słuchać na kasecie (tak, na kasecie!) co ją znalazłam w jakimś antykwariacie, ale on mówi tylko o sobie. anegdota pochodzi z biografii Iris napisanej przez Petera Conradi, ale chyba jest dosyć dobrze znana. może pojawia się też w filmi Iris, ale dokładnie nie pamiętam...
OdpowiedzUsuńoch, a czytałaś The Nice and the Good?
OdpowiedzUsuńBardzo Ci dziękuję za informacje. Film widziałam, ale tak dawno, że akurat kuchni nie pamiętam;) Poczytam o biografii, historia opisana przez osobę postronną na pewno jest bardziej miarodajna niż wspomnienia męża.
OdpowiedzUsuńNie, jeszcze nie czytałam The Nice and the Good. Sugerujesz, że trzeba?;)
jak najbardziej :) i Czarnego księcia, koniecznie! ;)
OdpowiedzUsuńHa! Książę czeka już od roku w głębiach szafy;) Do tego Morze, morze i Machina... - wszystko po angielsku, więc dodatkowa radość. Cudnie byłoby mieć całą Iris w jakimś fajnym wydaniu...
OdpowiedzUsuńMorze, morze aż takie powalające niestety nie jest, mimo że jest to najbardziej znana ksiażka Murdoch i do tego dostała Bookera. ale Machina... ach!
OdpowiedzUsuńja mam całą Iris, większość w wydaniu Vintage, poza jej dwoma ostatnimi książkami, które nie były wznawiane (bo najsłabsze). mi się marzy teraz edycja ze Stanów, wydana przez penguina, o wiele bardziej mi odpowiada. fajne też są jej pierwsze wydania, jeszcze w twardej oprawie, może kiedyś i te zbiorę? jak na razie cieszę się, że udało mi się zdobyć to, co mam! :)
i życzę powodzenia w kompletowaniu zbioru! :)
Okładki to osbny temat.Jest w czym wybierać.
OdpowiedzUsuńMasz całą Iris? Jestem pod wrażeniem i zazdroszczę;) Kusisz, nie ma co!
no, niestety, nie znam umiaru! poza tym jak chcę coś przeczytać, to lubię to mieć ;) i myślę, że Iris naprawdę warto!
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że kuszę skutecznie... ;)
Ba! Jak wrócę do domu, to rzucam inne książki i biorę się za An Accidental Man;))))
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Tobą,choć przeczytałam zaledwie 3 lub 4 książki Murdoch, że warta jest grzechu;)
Recenzja wyśmienita, a i powieść też wydaje się niczego sobie! :) Szkoda, że książki Murdoch chyba są zbyt grube jak na lektury Klubu Czytelniczego. :(
OdpowiedzUsuńW poniedziałek idę do biblioteki brytyjskiej w wiadomym celu. :)
niekoniecznie, nie wszystkie jej książki są objętości takiej jak "morze, morze". szczególnie dotyczy to jej pierwszych tytułów. myślę, że 'dzwon' jak najbardziej by się nadawał! :)
OdpowiedzUsuń--> Lirael
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowo;) Musiałam się starać, żeby za dużo nie zdradzić;)
Życzę owocnych łowów, zdecydowanie warto.
I masz rację - to byłaby niezła lektura klubowa, ale za gruba;(
Widzę, że "Czas aniołów" ma ok. 250 stron, może to?
--> bezszmer
Jeśli w "Dzwonie" jest sporo dialogów, to czemu nie? Dzięki za sugestię.
"czas aniołów" faktycznie nie jest długi, krótszy nawet od "dzwonu", aczkolwiek nie jest typową powieścią Murdoch, tylko jej zabawą z formą powieści gotyckiej, więc jeśli byś chciała zachęcić do czytania Murdoch sugeruję "dzwon" - jest jedną z jej najlepszych książek, głębszy od "czasu aniołów", i jest w nim wszystko, co zapowiada późniejsze powieści Iris - jeśli mogę coś zasugerować ;)
OdpowiedzUsuńmuszę do niej wrócić. Odziedziczyłam po mamie, to znaczy mama jeszcze żyje, ale jej odebrałam kilka na wieczne pożyczenie.
OdpowiedzUsuń--> bezszmer
OdpowiedzUsuńSugestie od wielbicielek Murdoch zawsze mile widziane;) A co powiesz na temat "W sieci"?
--> kasia.eire
Wróć proszę i daj znać, jak Ci się podobała. Ciekawe, czy Twoja mama ją czytała i jakie ma zdanie?
też myślałam o 'w sieci, mimo że jest jej pierwszą opublikowaną książką, bardzo mi się podobała :)
OdpowiedzUsuńMnie właśnie kusi to, że jest jej pierwszą książką. Plus tematyka;) Wszystko wskazuje na to, że jesienią będziemy czytać Iris;))))))
OdpowiedzUsuńsuper, cieszę się! szczególnie, że obiecałam sobie, że teraz będę czytać Iris chronologicznie, i mogę się tego trzymać :)))))
OdpowiedzUsuńps. 'w sieci' jest jej pierwszą opublikowaną książką, ale Iris napisała wcześniej kilka powieści, które zostały odrzucone przez wydawców, i które wszystkie zniszczyła - była w stosunku do siebie bardzo surowa, ale się nie poddawała!
W takim razie wybór lektury jest przypieczętowany;)
OdpowiedzUsuńJak dobrze, że się nie poddawała. Ciekawe, czy te teksty były faktycznie takie złe...
świetnie! cieszę się bardzo! :)
OdpowiedzUsuńJa też;)
OdpowiedzUsuń